Pchła Szachrajka po obiedzieDo cukierni bryczką jedzie,Już z daleka widać z bryczkiPurpurowe rękawiczki.Pchły ciastkami zwykle gardzą,Nasza zaś lubiła bardzoTartoletki, papatacze,Ptysie, bezy i sękacze,Rurki z kremem, tort z wiśniamiI babeczki z malinami.
Wchodzi śmiało do cukierni,W pas kłaniają się odźwierni,Już kelnerzy przyskakują,Grzecznie w rączkę ją całują.
Moje papatacze to wypadkowa sprawdzonego przepisu i nieco wyobraźni w kwestii nadzienia. A wszystko przez kolejną książkę Maryli Szymiczkowej. Uwielbiam te retro kryminały i za każdym razem zachwycam się tym, jak wspaniale opisane jest w nich mieszczańskie życie profesorowej Szczupaczyńskiej, głównej ich bohaterki. Z zamiłowania do tej serii zaczęłam planować i rundkę po Krakowie jej śladami, i kulinarną przygodę z daniami z kryminałów w roli głównej. Przyznam, że ogromny mój podziw budzi dbałość o szczegóły w tychże kryminałach. Dania serwowane w domu profesorostwa Szczupaczyńskich brzmią nie tylko bardzo starodawnie, ale i zachęcająco. Z chęcią bym ich spróbowała. Nawet udało mi się dotrzeć do książki kucharskiej, z której korzystali autorzy ukrywający się pod pseudonimem Maryli Szymiczkowej. I kiedyś, mam nadzieję w niedalekiej przyszłości, uda mi się zrealizować - przynajmniej częściowo - plan próbowania dań jakie gotowała Franciszka dla profesorostwa Szczupaczyńskich. A tymczasem zrobiłam papatacze, które pojawiły się w najnowszym tomie kryminału "Szaleństwo i śmierć spłyną z gór".
“Zofia już miała oponować, że ani myśli wybierać się do jakiegoś Morskiego Oka, Czarnego, Zielonego czy Fioletowego Stawu, kiedy okazało się, że sędzia ma na myśli nie wędrówkę, a przejażdżkę, i to do pewnego, jak to ujął, „wyśmienitego lokalu”. Wyśmienitego i „nadzwyczajnego”.(...) Musiała przyznać, że było w tym wiele racji, acz ostatecznie przekonał ją dwiema rzeczami: po pierwsze zapewnieniem, że w miejscu owym podają „wyborne ciastka” (choć powątpiewała, czy tak dobre jak u Maurizia, postanowiła jednak sprawdzić to osobiście), a po drugie wzmianką, że lokal ten należy do samej matki właściciela Zakopanego, hrabiny Zamoyskiej, w dodatku po mężu generałowej.(...)
(...) Szczupaczyńska poprosiła o kawę ze śmietanką oraz specjalność lokalu: papatacze. Klossowitz wziął kawę z brandy.(...)
(...) Szczupaczyńska rzadko kiedy traciła rezon, a jeszcze rzadziej pozwalała innym mieć ostatnie słowo w dyskusji. I tym razem nie zamierzała tak tego zostawić, ale uznała, że ta sytuacja wymaga podejścia strategicznego, a nie taktycznego: wygrana w potyczce niczego nie daje, jeśli nie pociąga za sobą zwycięstwa w kampanii. Uniosła więc tylko brwi najwyżej, jak potrafiła. „Zakazuję – pomyślała. – Dobre sobie”. I sięgnęła po papatacza z cynamonem.
– Och, tylko jednym! (...)
130 ml / 1/2 szklanki letniego mleka
1.2 lb/ 550 g mąki
70 g cukru
4 jajka
1/2 łyżeczki soli
7 oz/200 g masła (1.75 pałki) w temperaturze pokojowej
skórka otarta z jednej cytryny
150 g cukru pudru
wrząca woda
łyżeczka soku z cytryny
1 rozbełtane jajko do posmarowania papataczy przed pieczeniem
Do misy miksera wsypać mąkę, cukier i sól. Dodać skórkę cytrynową, jajka i wyrośnięty rozczyn drożdżowy. Końcówką w kształcie haka wyrobić gładkie ciasto. Małymi porcjami dodawać miękkie masło. Jest to ciasto maślane, przez co jest bardzo luźne i lepiące się; ale też dzięki temu papatacze wychodzą bardzo delikatne. Zawsze mnie korci, by podsypać je mąką, ale wiem, że nie trzeba i takie ma być. Wyrabiać ciasto ok. 5 minut na dość mocnych obrotach. W trakcie wyrabiania, ciasto zacznie się nieco mniej lepić. Miskę z ciastem przykryć folią i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Naszykować nadzienie - w miseczce wymieszać wszystkie bakalie i suszone owoce. Większe składniki, jak np. skórkę pomarańczową, morele czy orzechy, posiekać.
Na cieście rozłożyć połowę nadzienia, zostawiając nieco odstępu od jednego z dłuższych brzegów, tak by można było roladę nieco zlepić.
Następnie zetrzeć połowę masła i w miarę równomiernie posypać całość jego wiórkami. Alternatywnie, można też masło rozpuścić i posmarować nim ciasto, przed rozłożeniem na nim bakalii. Ja zapomniałam i została mi ta pierwsza metoda. 😉
Ciasto zwinąć jak roladę, wzdłuż dłuższego brzegu. Następnie ostrym nożem pokroić ciasto na plastry o szerokości mniej więcej 2 cali/5 cm.
- Ponieważ papatacze najlepiej smakują świeżo po upieczeniu, staram się nie robić ich zbyt dużo. Jeśli wiem, że nie będziemy mieć wspólników do ich jedzenia, przygotowuję je z pół porcji ciasta. Ciasto świetnie się przechowuje w zamrażalniku, więc można je zrobić z całej porcji, a piec na dwie raty.
- Jeśli zostaną nam jakieś niezjedzone papatacze, można je odświeżyć podgrzewając je 10-15 sekund w mikrofalówce.
- Zamrożone ciasto należy wyjąć mniej więcej na dwie godziny przed szykowaniem papataczy, a kiedy zrobi się miękkie i osiągnie mniej więcej temperaturę pokojową, postępować z nim jak z ciastem świeżo zrobionym
- Na nadzienie można wykorzystać dowolne bakalie - rodzynki, suszone żurawiny, suszone jagody leśne, suszone morele, orzechy (ja użyłam pekan, ale można i włoskie czy laskowe), kandyzowaną skórkę pomarańczową. Doskonale sprawdzają się też bakalie korzenne w brandy, nadając paptaczom smak, jakiego mogła doświadczać profesorowa Szczupaczyńska, kiedy w Kuźnicy delektowała się nimi.
Cytowane fragmenty pochodzą z książki "Szaleństwo i śmierć spłyną z gór" Maryla Szymiczkowa (Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński), której lekturę bardzo, bardzo polecam!

No comments:
Post a Comment