Pod wpływem wakacji w Kanadzie i pozytywnych doznań smakowych w różnych restauracjach Montrealu i Quebecu postanowiliśmy odtworzyć jedną z potraw - naleśniki z gruszkami w sosie czekoladowym. W restauracji Le Bilig w Quebecu uraczyliśmy się naleśnikami w różnej postaci. Jedne z deserowych były właśnie z gruszką, sosem czekoladowym i lodami. Dla nas, ta wersja miała być pewnego rodzaju uproszczeniem naszych ulubionych gruszek zapiekanych w kruchym cieście- specjału kuchni francuskiej, pojawiającego się z rzadka na naszym stole. Z rzadka, bo przygotowanie tego deseru wymaga sporo pracy. I choć gruszki podane na naleśnikach, z lodami i sosem czekoladowym też są dobre, to jednak nie oszukujmy się - nie zastąpią one tamtych, które są absolutnym przebojem każdej jesieni. Ale te również warto zjeść, choć jako zupełnie inne danie.
Ten post powinien był się pokazać wcześniej, ale .... Nie lubię zachęcać do robienia potraw, których do końca nie wypróbowałam. Jesienią nie było okazji - ta nadarzyła się dopiero teraz, gdy mogłam użyć papryki. I przyznam, że byłam bardzo mile zaskoczona rezultatem. Przecier od papryki nabrał smaku paprykowego, zaś sama papryka jest jędrna i twarda. Dzięki temu, tak przygotowaną na zimę paprykę możemy wykorzystać niemal jak świeżą paprykę do wszelkich potraw, w których papryka ma być gotowana - np. w zupach czy mięsach. Przepis jest podany bez dokładnych proporcji, bo wszystko zależy od tego, ile chcemy naszykować słoiczków. Najlepiej więc paprykę robić w tym samym czasie, kiedy szykujemy przecier. Będzie ciut mniej pracy.
Nie znam innego mężczyzny, który z taką pasją opowiadałby o jedzeniu, o przepisach, a przede wszystkim przynosił tyle smakowitych przysmaków do pracy. Taki jest Enzo. Z pochodzenia Włoch, z wykształcenia kryminolog. Przez wiele lat był policjantem i dla niektórych jest to problem, bo Enzo nie gryzie się w język. Enzo jest lekko przysadzisty, choć muskularny. Często pojawia się z kpiącym wyrazem twarzy. Klnie, kpi, nabija się - jak to eks-glina. Jest z lekka przemądrzały. Wali ostro na lewo i prawo, przez co miewał problemy w pracy. Ja jakoś nie miałam z nim nigdy problemów - no może oprócz dnia, gdy zadzwonił do mnie by mi opowiedzieć co się zdarzyło, kiedy byłam służbowo w Meksyku i pomimo ostrzeżeń, że mam dziecko w samochodzie rzucał f-bombs jedną za drugą. W końcu i Olę zaczęło to bawić. No ale taki jest Enzo. Ktoś kto zna Enzo, dobrze o tym wie. Ale jak Enzo kogoś lubi, to po prostu lubi. 😏 Jego delikatniejsza wersja to facet uwielbiający gotować, choć na pierwszy rzut oka nie wygląda on na takiego gościa, który bryluje w kuchni. Kiedy tylko znajdzie się jakikolwiek powód by przynieść do pracy jedzenie, on pierwszy zgłasza propozycje. Zdarza się też, że karmi innych bez okazji i powodu - ot, na przykład by podziękować za pomoc. Coq au vin w jego wersji przypadł mi bardzo do gustu, bo był lżejszy niż inne; sos był delikatniejszy, a winogrona doskonale podkreślały delikatność dania i uzupełniały smak mięsa duszonego w białym, a nie w czerwonym jak w oryginale, winie.