Chociaż uwielbiam ciemne, gruboziarniste pieczywo, to czasem nachodzi mnie nieodparta ochota na rogala. Szczególnie w weekendowe śniadanie. W zasadzie na każde śniadanie, ale w weekend, kiedy można zwolnić tempa, zjeść śniadanie nie spiesząc się, schrupanie takiego świeżego rogala to czysta przyjemność. Rzec by można, radość o poranku. Takim nieco późniejszym, bo najpierw trzeba się wyspać. 😉 A że rogale robią się błyskawicznie, to nawet śpiochy będą je mieć na śniadanie. Cieplutkie i pulchne. Do tego dodatki według upodobania - dżemy, serki, jajka, masło, które rozpływa się na takim ciepłym rogalu. Kawa, herbata, kakao. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.
Przepis znalazłam dość przypadkowo i przyznam, że polubiłam go z miejsca, właśnie ze względu na szybkość wykonania rogali. A jeśli używamy miksera, to wysiłek naprawdę jest znikomy, a efekt finałowy wart chwili pracy. Zmiany jakie wprowadziłam do przepisu są - rzec by można - kosmetyczne.