Ponoć pierwszy zakwas powstał przez przypadek, gdy w starożytnych czasach niewolnica, przez zapomnienie, zostawiła w ciepłym miejscu wymieszaną z wodą mąkę. Po trzech dniach okazało się, że to co było mieszanką wody i mąki ładnie sobie bąbelkuje i rośnie. Ile jest w tym prawdy, nie umiem powiedzieć, ale prawda jest taka, że faktycznie zrobienie zakwasu wymaga mąki, wody, odrobiny czasu i ciepłego miejsca. Przez
wiele miesięcy, żeby nie powiedzieć lat, nie odważyłam się robić chleba na
zakwasie. Wydawało mi się, że u mnie taki chleb nie ma szansy wyrosnąć i udać
się. Każdy przepis wydawał mi się nader skomplikowany. Aż pewnego razu, a konkretnie pewnego ciepłego letniego dnia, zaczęłam
eksperymentować. I tak najpierw powstał zakwas - albo to co wydawało mi się zakwasem.
Potem powstał pierwszy chleb - na zakwasie i drożdżach. A na końcu powstawać
zaczęły chleby wyłącznie na zakwasie. I wcale nie okazały się być takie trudne
do zrobienia - wymagały wyłącznie cierpliwości i czasu, jakiego taki chleb
potrzebuje. Latem było to mniej czasu, bo i temperatura wspomagała rośnięcie,
zimą więcej, choć ustawienie rosnących forem z ciastem czy zaczynu w pobliżu kratek z odpływem ciepła niewątpliwie pomaga.
Zakwas niemal zawsze robię z mąki żytniej, choć robiłam i z
pszennej. W sumie to od nas zależy jaki chcemy mieć - zwłaszcza, że do wielu
chlebów dodajemy tylko 2-3 łyżki zakwasu. Czasem jest potrzebny konkretnie jeden lub
drugi - wtedy po prostu dostosowujemy się do przepisu.
