Przepisy potraw, które lubię przygotowywać. I nie tylko.
Zasadniczo nie przepadam za Aperol Spritzem. I nigdy nie byłam w stanie zrozumieć jego popularności. Po kilku próbach rozsmakowania się w nim, przestałam go zamawiać. Ale niedawno wyświetliła mi się reklama sorbetu marakujowego, podanego z aperolem. Wyglądała tak przekonywująco, że postanowiłam wypróbować taki drink. I okazało się, że intuicja mnie nie zawiodła, bo ta wersja jest nieporównywalnie lepsza od oryginału. A do tego tak ładnie się prezentuje!
O ile Aperol Spritz jest typowym aperitifem, podawanym przed obiadem, o tyle ta wersja czyni go bardziej deserowym drinkiem. Wytrawny smak oryginalnego Aperolu dzięki sorbetowi jest przełamany kwaskowym, ale jednocześnie delikatnie słodkim smakiem sorbetu. I to właśnie sprawia, że chce się sięgać po kolejne kieliszki i dolewki. Bez obawy - nie jest to mocny drink i nie ma go na tyle dużo, by sobie zaszkodzić.
Typowo, Aperol przygotowuje się w proporcjach 3-2-1. Są to trzy części Prosecco, 2 części Aperolu i 1 część wody sodowej. I wszystko to miesza się z dużą ilością lodu. Ale często są one dostosowywane do gustu pijących Aperol Spritz. W moim drinku, proporcje te zachowałam, tyle że nie dodaję wody i lodu. Zamiast nich mam sorbet.
Dzisiaj jest Światowy Dzień Czekolady. Byłoby to niestosowną ignorancją nie zrobić jakiegoś deseru czekoladowego lub z dodatkiem czekolady. Ciasteczka bananowe z czekoladą, a dokładnie z drobinkami czekoladowymi (mini chocolate chips) z pewnością nie są najzdrowszą metodą na zagospodarowanie bardzo dojrzałych bananów. Jednak co tu dużo mówić - są niewątpliwie pyszne, szczególnie jeśli się ma słabość do takich ciasteczek. A u nas w domu długo nie trzeba szukać chętnych na ich jedzenie. Znam tylko jedną osobę, która jest w stanie się im oprzeć i nadal nie rozumiem jakim cudem. 🤷♀️ Podobno, ciasteczka te najlepiej smakują z zimnym mlekiem. I nie tylko Mikołajowi. Według mnie smakują świetnie z kawą czy herbatą.
Przez wiele lat robiłam leniwe pierogi z serka Philadelphia. Tak było szybko i prosto. Ostatnio jednak wiele razy robiłam własny ser biały, więc stało się sprawą oczywistą, że wykorzystam go i do pierogów leniwych. I za każdym razem, kiedy korzystam z własnego sera do robienia leniwych, przyznam, że dochodzę do wniosku, iż chyba jednak już nie wrócę ani do Philadelphii, ani do żadnego innego kupnego sera. Dlaczego? Bo takie leniwe wychodzą po prostu doskonałe - są delikatne i przepyszne. A nadal trwający sezon truskawkowy sprawił, że po te właśnie owoce sięgnęłam. Kiedy bowiem pojawiają się lokalne truskawki mogłabym je jeść w każdej postaci. I ten rok nie jest wyjątkiem. Truskawki dodawałam już do leniwych pierogów, ale z sosem owocowym. Dzisiaj proponuję nieco lżejszą wersję - z samymi truskawkami. Obiad jest gotowy dosłownie w pół godziny i zasyci nasze apetyty.
Ach co to był za obiad! A wszystko dzięki placuszkom jogurtowym, które jedliśmy już wiele razy z najróżniejszymi owocami letnimi - wiśniami i czereśniami, brzoskwiniami i ze śliwkami. Są świetnym daniem na lekki, letni obiad w upalne dni, gdy na niewiele co ma się ochotę. Truskawkom, mimo iż są delikatniejsze niż inne używane w placuszkach owoce, zupełnie nie szkodzi smażenie, a sos truskawkowy jest wspaniałym dopełnieniem całości. Oczywiście można też użyć zwykłej śmietany, ale czemu nie rozkoszować się truskawkami w każdej postaci!