Zasadniczo nie przepadam za Aperol Spritzem. I nigdy nie byłam w stanie zrozumieć jego popularności. Po kilku próbach rozsmakowania się w nim, przestałam go zamawiać. Ale niedawno wyświetliła mi się reklama sorbetu marakujowego, podanego z aperolem. Wyglądała tak przekonywująco, że postanowiłam wypróbować taki drink. I okazało się, że intuicja mnie nie zawiodła, bo ta wersja jest nieporównywalnie lepsza od oryginału. A do tego tak ładnie się prezentuje!
O ile Aperol Spritz jest typowym aperitifem, podawanym przed obiadem, o tyle ta wersja czyni go bardziej deserowym drinkiem. Wytrawny smak oryginalnego Aperolu dzięki sorbetowi jest przełamany kwaskowym, ale jednocześnie delikatnie słodkim smakiem sorbetu. I to właśnie sprawia, że chce się sięgać po kolejne kieliszki i dolewki. Bez obawy - nie jest to mocny drink i nie ma go na tyle dużo, by sobie zaszkodzić.
Typowo, Aperol przygotowuje się w proporcjach 3-2-1. Są to trzy części Prosecco, 2 części Aperolu i 1 część wody sodowej. I wszystko to miesza się z dużą ilością lodu. Ale często są one dostosowywane do gustu pijących Aperol Spritz. W moim drinku, proporcje te zachowałam, tyle że nie dodaję wody i lodu. Zamiast nich mam sorbet.





