Showing posts with label ciasto drożdżowe. Show all posts
Showing posts with label ciasto drożdżowe. Show all posts

January 18, 2026

Papatacze

Francuzi mają swoje bułeczki pains aux raisins, a my papatacze. I wcale nie są gorsze od tych francuskich. Niektóre papatacze do złudzenia zresztą przypominają pains aux raisins - ot choćby te, w którymi ponoć zachwycił się Jan Brzechwa. Ciekawe czy to właśnie one zainspirowały poetę do umieszczenia ich w bajce o Pchle Szachrajce: 

Pchła Szachrajka po obiedzie
Do cukierni bryczką jedzie,
Już z daleka widać z bryczki
Purpurowe rękawiczki.
Pchły ciastkami zwykle gardzą,
Nasza zaś lubiła bardzo
Tartoletki, papatacze,
Ptysie, bezy i sękacze,
Rurki z kremem, tort z wiśniami
I babeczki z malinami.
Wchodzi śmiało do cukierni,
W pas kłaniają się odźwierni,
Już kelnerzy przyskakują,
Grzecznie w rączkę ją całują. 

Moje papatacze to wypadkowa sprawdzonego przepisu i nieco wyobraźni w kwestii nadzienia. A wszystko przez kolejną książkę Maryli Szymiczkowej. Uwielbiam te retro kryminały i za każdym razem zachwycam się tym, jak wspaniale opisane jest w nich mieszczańskie życie profesorowej Szczupaczyńskiej, głównej ich bohaterki. Z zamiłowania do tej serii zaczęłam planować i rundkę po Krakowie jej śladami, i kulinarną przygodę z daniami z kryminałów w roli głównej. Przyznam, że ogromny mój podziw budzi dbałość o szczegóły w tychże kryminałach. Dania serwowane w domu profesorostwa Szczupaczyńskich brzmią nie tylko  bardzo starodawnie, ale i zachęcająco. Z chęcią bym ich spróbowała. Nawet udało mi się dotrzeć do książki kucharskiej, z której korzystali autorzy ukrywający się pod pseudonimem Maryli Szymiczkowej. I kiedyś, mam nadzieję w niedalekiej przyszłości, uda mi się zrealizować - przynajmniej częściowo - plan próbowania dań jakie gotowała Franciszka dla profesorostwa Szczupaczyńskich. A tymczasem zrobiłam papatacze, które pojawiły się w najnowszym tomie kryminału "Szaleństwo i śmierć spłyną z gór". 

Print Friendly and PDF

October 03, 2025

Brzoskwinianki

To już ostatni moment by zaszaleć i zrobić coś z brzoskwiniami. Zostało mi jeszcze kilka, zachowanych na ostatni smaczek lata. Tu i tam można jeszcze kupić ostatnie brzoskwinie i śliwki. Zatem trzeba na pożegnanie zrobić brzoskwinianki. No bo skoro są jagodzianki, malinianki, to czemu nie brzoskwinianki? Smakują rewelacyjnie - jak zresztą wszystko co robiłam z dodatkiem brzoskwiń. Chrupiące z wierzchu dzięki grubej kruszonce, mięciutkie w środku. A jeśli skusimy się je jeść na ciepło, to dodatkowym urokiem są pyszne, ciepłe brzoskwinie. Czegóż trzeba na pocieszenie, że dni coraz krótsze, a na dworze coraz bardziej jesiennie....

Print Friendly and PDF

July 30, 2025

Jagodzianki zawijane z lukrem jagodowym

Obiecywałam sobie, że nie będę więcej kombinować z jagodziankami. Ostatnie ich produkcje wychodziły tak udane, że uznałam, iż osiągnęłam cel i mam co chciałam. Ale jak to zwykle bywa, kiedy tak sobie obiecuję, znowu gdzieś muszę podpatrzeć coś i momentalnie w kąt idą obietnice, a ja piekę. Tym razem więc za jagodzianki robią drożdżówki zawijane. Pełno w nich jagód - tych naszych, zwanych borówkami amerykańskimi nie wiedzieć czemu 😉🫐 A na wierzchu, niczym w zawijasach cynamonowych lukier z serka Philadelphia, tyle że z dodatkiem leśnych jagód. Już sam ten lukier można było wyjadać łyżką z kubeczka. A potem jeszcze wylizywać paluchem, by nawet kropelka się nie zmarnowała. 
😉🫐 Same jagodzianki mięciutkie i pyszne, bo jagód nie można do nich żałować. To ma być jagodowa ekstrawagancja pod każdym względem!

Print Friendly and PDF

July 12, 2025

Zawijane drożdżówki z wiśniami i morelami

Ten rok jest zdecydowanie lepszy od poprzedniego, jeśli chodzi o owoce, kiedy późna fala przymrozków zniszczyła szanse na dużo owoców.  W efekcie było tak mało i moreli, i wiśni, że po sezonie czułam duży niedosyt smakowy. W tym roku nie dość że jest ich dużo więcej, to jeszcze pojawiły się wcześniej niż zwykle. Zupełnie jakby chciały wynagrodzić kiepski poprzedni rok.
 
Kombinacja wiśniowo- morelowa sprawdza się świetnie w różnych wypiekach. Galette właśnie z wiśniami i morelami było rewelacyjne! Podobnie udały się drożdżówki zrobione nieco na wzór zawijanych jagodzianek z serem. Tamte były pycha, a drożdżówki z morelami i wiśniami wcale im nie ustępowały. Ostrzegam, bo trzeba mieć naprawdę silną wolę, by nie spałaszować kilku od razu! Takie świeże, lekko ciepłe, to po prostu niebo w gębie. 😉

Print Friendly and PDF

August 22, 2024

Malinianki z budyniem

Jeśli wierzyć informacjom z mediów społecznościowych - i wiadomości, i cukierni, i blogerów, w tym roku jest mało jagód, a przez to sezon na jagodzianki zakończył się wcześniej niż w poprzednich latach. Niejako by wypełnić po nich lukę niedostatku, pojawiły się na rynku inne drożdżówki - malinianki z budyniem waniliowym. I nie chodzi o takie drożdżówki z dziurką, w której jest budyń i kilka malin, a solidne bułeczki z nadzieniem z kombinacji budyniu i malin. Na wierzchu jest masa kruszonki i delikatna warstwa cukru pudru. Chyba nie ma w Warszawie obecnie cukierni, która by ich nie serwowała. Czemu więc nie spróbować zrobić ich w domu i delektować się nimi w letnie dni, kiedy malin jest pod dostatkiem? A więc do dzieła - zaczynamy próbę. 😉


Print Friendly and PDF

August 29, 2023

Jagodzianki z kruszonką

Kiedy testowałam jagodzianki w Warszawie, dowiedziałam się, że główna różnica między nimi, czyli ilość jagód wpakowanych do ciasta wynika przede wszystkim ze sposobu nadziewania. Te z największą ilością jagód są robione metodą miseczkową, pozwalającą wpakować sporo jagód. Postanowiłam więc wypróbować ją z całkiem niezłym efektem. Nigdy też się nie zastanawiałam nad proporcjami ciasta do jagód, ale według cukierników z tych najlepszych cukierni wyrabiających jagodzianki, powinno być wagowo tyle samo jagód co ciasta. 

Do zrobienia tych jagodzianek wykorzystałam mój sprawdzony i ulubiony przepis na ciasto drożdżowe. Początkowo wahałam się czy nie spróbować innego, ale uznałam, że mój pyszny pewniak będzie najlepszy. 
Print Friendly and PDF

August 14, 2023

Zawijane jagodzianki z serem

Dawno już nie robiłam jagodzianek, a po szaleństwach w Warszawie nie tylko nieco za nimi zatęskniłam, ale przede wszystkim narobiłam innym smaku na nie. Czas najwyższy zrobić jagodzianki, a przy okazji wypróbować nowy pomysł. Wykorzystując wypróbowany przepis na ciasto, zrobiłam nie tyle tradycyjne jagodzianki, co zawijane jagodzianki z serem. Wyszły całkiem fajnie, a na świeżo smakowały po prostu rewelacyjnie. Ciężko było się im oprzeć. Niestety. No ale przecież nie można non stop pilnować się i ograniczać - czasem trzeba pozwolić sobie na chwileczkę zapomnienia, zwłaszcza, jeśli jest to czasem i nie ma się na sumieniu innych przewinień. 😉 Na i lato nie trwa wiecznie, a co tu dużo mówić - jagodzianki czy też ciastka z jagodami najlepiej wtedy smakują. 

Print Friendly and PDF

June 07, 2023

Paszteciki z białą kapustą i grzybami

Paszteciki z kapustą i grzybami to żadna nowość w naszym domu. Tyle że zawsze była to kiszona, a nie słodka kapusta. 
Może to dziwne, ale zaskoczyły mnie smakiem - słodka kapusta wydawała mi się nieco zbyt mdła do takiej kombinacji. O jakże się myliłam. 😉  Jednym słowem,  warto czasem zrobić coś inaczej. I to właśnie było to czasem - rzec by można podwójnie warte. Czemu podwójnie? Poza odkryciem świetnej kombinacji smakowej - nieco późno, ale lepiej późno niż wcale, to jeszcze uwolniłam nas od sztampy kulinarnej. Zazwyczaj mamy w domu taki kulinarny tandem - najpierw są  gołąbki, a potem łazanki zrobione na bazie resztek kapusty, czyli tych niewykorzystanych liści, które były zbyt małe by stać się gołąbkami. Ostatnio, kiedy gołąbki pojawiły się z różnych względów dość często, nie miałam już ochoty na kolejną porcję łazanek. A do zagospodarowania zostały resztki kapusty. Były też w domu pieczarki. I tak powstał farsz. Był tak pyszny, że trzeba było się powstrzymywać przed wyjadaniem go bez niczego. W pasztecikach ten farsz był strzałem w dziesiątkę i świetną odmianą od łazanek, zawsze towarzyszącym gołąbkom. 

Print Friendly and PDF

April 11, 2023

Paszteciki z pieczarkami i bobem

Paszteciki smakują niemal z każdym nadzieniem. Kombinacja bobu z pieczarkami nie jest oczywista, choć bardzo ciekawa smakowo. Dzięki bobowi, farsz nabrał konsystencji pasty, ale nie takiej całkowicie gładkiej, a z wyraźnie wyczuwalnymi w niej grzybami. 
Bób to moja wielka słabość letnia - od dziecka go uwielbiałam, choć w Polsce oczywiście jadłam wyłącznie latem i wyłącznie bez żadnych dodatków.  W USA kiedyś był marzeniem ściętej głowy - z czasem odkryłam go w sklepach etnicznych - suszony, mrożony, a latem i ten świeży, kupowany w strąkach. Poznanie kuchni śródziemnomorskiej i bliskowschodniej sprawiło, że zaczęłam go wykorzystywać w inny sposób niż dotychczas - w pastach, hummusie czy warzywnych potrawkach. 

Print Friendly and PDF

January 06, 2022

Roscón de Reyes, czyli hiszpańskie ciasto Trzech Króli

To chyba już ostatnie ciasto z serii ciast Trzech Króli, pieczonych w okresie świątecznym. Tym razem rodem z Hiszpanii. Tak naprawdę to doskonałe ciasto drożdżowe, które najlepiej smakuje w towarzystwie kakao lub gorącej czekolady. W Hiszpanii często jest serwowane przełożone bitą śmietaną.  Choć serwowane na Święto Trzech Króli, to najprawdopodobniej wywodzi się ze starożytniego Rzymu, gdzie podobne ciasto serwowano na Saturnalia, czyli obchody przesilenia zimowego i festiwal na cześć boga rolnictwa, Saturna, który odbywał się między 17 a 23 grudnia. Z czasem do ciasta przyjęło się wsadzać ziarenko fasoli, by wybrać króla królów. Wraz z chrystianizacją, ciasto to zaczęto serwować 6 stycznia.  Ale choć pierwsze wzmianki o roscón de Reyes pojawiły się w XII w, to prawdziwą popularność zdobyło dopiero w XVIII wieku. Wtedy to 6 stycznia został ustanowiony oficjalnym świętem, a ciasto "trafiło pod strzechy". Z czasem też zawędrowało do Ameryk, gdzie serwowane jest pod nazwą rosca de Reyes. Niezależnie od nazwy, związane jest z zabawą - nieco zmienioną od czasów starożytnich. Podobnie jak w przypadku portugalskiego ciasta, ten kto znajdzie ziarno fasoli, musi za rok kupić ciasto. Z kolei ten kto znajdzie figurkę dzieciątka, nosi przez cały dzień koronę. 

Print Friendly and PDF

January 05, 2022

Bolo Rei, czyli portugalskie ciasto Trzech Króli

Tym razem przyszła kolej na portugalską wersję ciasta Trzech Króli, choć niektórzy uważają, że tak naprawdę wywodzi się ono z Francji. Ponoć zaczęto je wypiekać na Nowy Rok i na Święto Trzech Króli za czasów Ludwika XIV. Kiedy po rewolucji 1789 r. zakazano jego wypieków, cukiernicy, którzy wiedzieli, że ciasto to jest popularne wśród ich klientów, zaczęli sprzedawać je pod nazwą Gâteau des San-culottes. 
Dopiero po francuskim sukcesie Portugalczycy przejęli zwyczaj wypiekania Bolo Rei i udoskonalili jego przepis. W Portugalii ciasto trzech Króli pieczone jest już w grudniu, na święta Bożego Narodzenia, ale jedzone jest aż do święta Trzech Króli. Ba! Kiedyś wręcz nawet uważano, że między Bożym Narodzeniem a Świętem Trzech Króli dobrzy chrześcijanie powinni zjeść dwanaście ciast! Niemal jak dwanaście potraw w czasie wigilii. 
Ciasto czy też chlebek ma okrągły kształt i dziurę w środku - dzięki czemu wygląda niczym korona. Tradycyjnie w cieście ukryty jest prezent i ziarnko bobu lub dużej fasoli. Prezentem zazwyczaj była metalowa figurka lub moneta. Zaś ten komu trafiło się ziarnko, w kolejnym roku musiał zapłacić za ciasto w następnym roku. Dzisiaj już w kupnych ciastach nie znajdzie się ani ani fasolki/ziarna bobu, ani prezentu - wszystko przez przepisy, zabraniające wkładania do jedzenia niejadalnych rzeczy. Ale domowe wypieki je mają. 
Bolo Rei nie jest zwykłym ciastem czy też chlebkiem. Ma symbolizować prezenty jakie trzej Królowie przynieśli Jezusowi - chrupiąca skórka ma symbolizować złoto przyniesione przez Melchiora, bakalie - mirrę przyniesioną przez Baltazara, a zapach - kadzidło przyniesione przez Kacpra.
Jak mówi legenda, trzej Królowie idąc do Jezusa spierali się, który z nich powinien pierwszy oddać pokłon i dać swój podarunek. Spotkany w drodze piekarz, by zakończyć ten spór, włożył do upieczonego ciasta ziarno bobu i powiedział Królom, że ten który w swoim kawałku go znajdzie, ten pierwszy podjedzie do Jezusa. Kto znalazł bób, tego legenda już nie podaje. Historycy zaś uważają, że zwyczaj używania ziarnka bobu wywodzi się ze starożytniego Rzymu, gdzie ukrywano je by w ten sposób wyłonić króla grupy - zwłaszcza w czasie dziecięcych zabaw. 

Ostatnio pojawiają się też i żeńskie wersje tego ciasta - tzw. ciasto Królowej. Jest to to samo ciasto, tyle że bez kandyzowanych owoców. Ja jednak wolę wersję Trzech Króli - nie ma po co zmieniać tradycji. No i jak szaleć to szaleć! Zwłaszcza zanim przyjdzie post. 
Print Friendly and PDF

December 04, 2021

Bułeczki

Kiedy jeszcze jeździłam do Seattle do pracy, co jakiś czas wyskakiwałam na lunch na Pike Place, a tam odwiedzałam Piroshky, Piroshky. Kupowałam wtedy drożdżowe buły z różnymi nadzieniami. Tą z serkiem łososiowym zjadałam w drodze do pracy, a resztę miałam na później, do domu. Zawsze miałam słabość do tych bułeczek i zawsze kłopot, którą wybrać, bo wszystkie mi smakowały. Ale nastała pandemia, zaczęła się praca z domu. W Seattle bywam bardzo rzadko, a bułek z Piroshky, Piroshky nie jadłam od dawna. Kiedy więc robiłam paszteciki i zostało mi trochę ciasta, a w lodówce był serek łososiowy, postanowiłam poeksperymentować i zrobić takie właśnie bułeczki. Wyszły nieprawdopodobnie podobne do oryginałów.  Print Friendly and PDF

October 30, 2021

Ciasto jelita

To ciasto tak mi się spodobało, że musiałam je zrobić. Pomysł iście szatański, ale w końcu takie paskudztwa - w dobrym tego słowa znaczeniu - powinny być zrobione na Halloween. Widziałam je zrobione z ciasta drożdżowego i z ciasta francuskiego. Wszystkie wyglądały koszmarnie, upiornie i makabreskowo. Ale tak właśnie miały wyglądać. Ciasta jelita były robione w dwóch wersjach nadzienia. Ta wytrawna była z nadzieniem mięsnym - na ogół było to mięso w jakimś sosie pomidorowym. Ta słodka, była nadziewana posypką cynamonową, a smarowana jakimś czerwonym dżemem lub zabarwionym na czerwono lukrem. Do zrobienia moich jelit wykorzystałam wielokrotnie sprawdzony przepis na ciasto na jagodzianki. Jeśli wolimy nadzienie wytrawne, wówczas lepiej posłużyć się przepisem na paszteciki, który różni się ilością cukru. Czym nadziewać? Wersję słodką - posmarować masłem połączonym z cukrem i cynamonem - tak jak do bułeczek cynamonowych. Wersję wytrawną - np. farszem grzybowym czy mięsnym. 
Print Friendly and PDF

May 11, 2021

Drożdżówka z Więcławic

Drożdżówka z Więcławic jest najlepszym ciastem drożdżowym jakie kiedykolwiek robiłam. I przywołuje wspomnienie tego rześkiego, wrześniowego poranka w leśniczówce w Borach Tucholskich, w okolicach Funki, Swornegaci i Chojnic, gdzie byliśmy z tatą na ostatnich wspólnych wczasach. Stało się tak dość przypadkowo, bo nie planowałam już jeździć z rodzicami, ale summa summarum bardzo miło wspominam tamten wyjazd. Któregoś pięknego dnia zostaliśmy zaproszeni do leśniczówki na grzybobranie. I zaczęło się ono od  kawy z solidną porcją śmietany, zbieranej łyżką z powierzchni mleka, i świeżej drożdżówki, takiej z grubą kruszoną na wierzchu, upieczonej raniutko przez leśniczynę. 
Dla mnie był to rarytas, bo zawsze bardzo lubiłam ciasta drożdżowe, ale w moim domu nikt ich nie robił. Mama twierdziła, że zrobienie ciasta drożdżowego wymaga nieziemskich zdolności i sama ich nie robiła, a ja - wierząc w te jej zapewnienia - nawet nie spoglądałam w kierunku drożdży i na strony "Kuchni polskiej" z przepisami na wszelkiego rodzaju ciasta drożdżowe. Dopiero po latach przekonałam się, że wcale tak nie jest i regularnie robię różne ciasta drożdżowe. Po trosze stało się tak dzięki wyjazdowi z Polski, bo nagle okazało się, że w Kentucky nie bardzo jest gdzie kupić ciasto drożdżowe, więc jak się chce je jeść, to trzeba samemu zrobić.😉  

Już nigdy potem zwykła kawa z fusami i z drożdżówką mi tak nie smakowała jak tego dnia. Jeden kęs tej drożdżówki i wróciły wspomnienia wczasów w Funce, i tamtej drożdżówki w leśniczówce, i późniejszego grzybobrania, i podrzucanych przez leśniczego na mojej stronie drogi kozaków i prawdziwków, bym to właśnie ja wygrała zawody z tatą o to kto więcej uzbiera tych najlepszych grzybów.

Print Friendly and PDF

April 25, 2021

Rogale błyskawiczne

Chociaż uwielbiam ciemne, gruboziarniste pieczywo, to czasem nachodzi mnie nieodparta ochota na rogala. Szczególnie w weekendowe śniadanie. W zasadzie na każde śniadanie, ale w weekend, kiedy można zwolnić tempa, zjeść śniadanie nie spiesząc się, schrupanie takiego świeżego rogala to czysta przyjemność. Rzec by można, radość o poranku. Takim nieco późniejszym, bo najpierw trzeba się wyspać. 😉 A że rogale robią się błyskawicznie, to nawet śpiochy będą je mieć na śniadanie. Cieplutkie i pulchne. Do tego dodatki według upodobania - dżemy, serki, jajka, masło, które rozpływa się na takim ciepłym rogalu. Kawa, herbata, kakao. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. 
Przepis znalazłam dość przypadkowo i przyznam, że polubiłam go z miejsca, właśnie ze względu na szybkość wykonania rogali. A jeśli używamy miksera, to wysiłek naprawdę jest znikomy, a efekt finałowy wart chwili pracy. Zmiany jakie wprowadziłam do przepisu są - rzec by można - kosmetyczne. 

Print Friendly and PDF

April 02, 2021

Wielkopiątkowe bułeczki hot cross buns

To tradycyjne wielkopiątkowe bułeczki serwowane w krajach anglosaskich. Choć wiele razy sobie obiecywałam je zrobić, to nigdy jakoś nie miałam okazji aż do dzisiaj. Są smaczne, lekko korzenne i pełne  rodzynek i suszonych żurawin. Tradycja wypiekania bułeczek ze znakiem krzyża sięga VI w - wtedy to w Grecji zaczęto wypiekać takie właśnie ciastka. Bułeczki te mają oznaczać koniec postu. Oczywiście ich poszczególne części mają swoje znaczenie - krzyż, ma kojarzyć się z ukrzyżowanie Jezusa, a przyprawy z jego późniejszym balsamowaniem. Dawniej jadało się je tylko w okresie Wielkanocy, od Wielkiego Piątku począwszy. Dzisiaj już zatarła się ta tradycja i bułeczki można kupić niemal na zawołanie. Przyznam, że w tej kwestii pozostaję tradycjonalistką. Uważam, że wszystko ma swoje miejsce. Może i to oznaka starzenia się, a może po prostu mojego zasadniczego podejścia do życia, ale nie znoszę, gdy stacje radiowe włączają kolędy i piosenki świąteczne zaraz po Halloween. Lubię odczekać na Święto Dziękczynienia, które zaczyna okres świąteczny. Pamiętam, jak w pierwszym roku po przyjeździe do USA poszłam zupełnie nieświadoma tego co dzieje się w w sklepach w Black Friday, do jakiegoś sklepu. Oprócz tłumów ludzi wyszukujących okazji i przecen, w oczy rzucał się nastrój świąteczny - choinki, ozdoby choinkowe, Mikołaje, z którymi można było zrobić sobie zdjęcia, łakocie. Było cudnie świątecznie. Dzisiaj wiele osób nie chce odczekać na właściwy moment. Cały rok można kupić rogale marcińskie, tak samo z bułeczkami hot cross bun - żyjemy w czasach niecierpliwości, a przy okazji pozbawiamy się magii świąt, wyczekiwania na te specjalne chwile, na te specjalne potrawy.
Odbiegłam od bułeczek - a dzięki nim, choć jest ascetyczny Wielki Piątek, zrobiło się świątecznie. I choć są to w sumie zwykłe bułeczki, to dodatek przypraw i bakalii, namalowany na nich krzyż, i lukier pomarańczowy sprawiają, że oto mamy pyszny lunch. Tak pyszny, że w 1592 r. królowa Elżbieta I zabroniła sprzedawania takich bułeczek poza okresem świąt Bożego Narodzenia, na Wielki Piątek i na pogrzeby. A więc ta niecierpliowść i robienie świątecznych rzeczy w okresie poza świętami nie jest tylko charakterystyczna dla obecnych ludzi. Istniała już w czasach elżbietańskich. 
Ciasto ma bułeczki można przygotować w przededniu pieczenia i zostawić gotowe bułeczki do wyrastania przez noc. Przyspiesza to zdecydowanie ich produkcję, zwłaszcza, jeśli chcemy je podać w okolicach lunchu, a nie mamy ochoty na wstawanie bardzo wcześnie. 
Print Friendly and PDF

March 29, 2021

Drożdżowy motek, czyli wełniany chlebek

Od czasu gdy z powodu pandemii spędzamy więcej czasu w domach, co rusz pojawiają się w mediach społecznościowych przepisy, które zdobywają szturmem internet. Była dalgona coffee, był makaron z fetą i pomidorami, cloud bread, a teraz wool bread, który wyglądem ma przypominać kłębek czy też motek wełny. Sądząc po okresowych trudnościach z dostaniem różnych rodzajów mąki czy drożdży, pandemia zachęciła wiele osób do pieczenia. I w czasach, gdy nowicjusze stawiają swoje pierwsze kroki w dziedzinie wypieków, ci bardziej zaawansowani wymyślają nowe chleby czy ciasta, często o fikuśnym wyglądzie. Pierwsze filmiki z wełnianym chlebkiem pojawiły się mniej więcej pół roku temu; choć cieszyły się popularnością, to jednak były to tysiące odsłon. Pod koniec lutego, w kanale Apron na youtube pojawił się kolejny filmik, który w dwa tygodnie miał już ponad 6 milionów odsłon, a po 4 tygodnia 8.2 miliona! To się nazywa viral! 

Print Friendly and PDF

February 23, 2021

Rogaliki deserowe

Zima sprzyja popijaniu kakao w towarzystwie chałki z powidłem. Zamiast powidła może być jakiś dobry dżem. Ale nie zawsze pod ręką jest chałka. Kiedy więc zostało mi nieco ciasta po robieniu zawijasków z makiem, nadarzyła się świetna okazja do zrobienia dosłownie kilku malutkich rogalików. Takich bez niczego, by właśnie móc je zjeść do kawy czy z kakao. Te rogaliki same w sobie są pyszne, bowiem ciasto jest delikatne i lekko zabarwione nutką cytrynową. Wiadomo było więc, że będzie to udana kombinacja. I była. Tak dobrych rogalików dawno nie jadłam. Były delikatne i puszyste, a przede wszystkim nie za słodkie. Smakowały i same, i z miodem, i z dżemem (szczególnie pomarańczowym).

Print Friendly and PDF

February 16, 2021

Faworki drożdżowe

Pozostając nieco w nowoorleańskim nastroju, na sam koniec karnawału, pokusiłam się na zrobienie beignets - kolejnego przysmaku nowoorleańskiego. Już kiedyś je robiłam wg przepisu z Café du Mond. Były niezłe, choć nic szczególnego - racuchy z cukrem pudrem. 😉W Nowym Orleanie oczywiście odstaliśmy kolejkę, by zjeść te najoryginalniejsze beignets. I znowu - niezłe, choć wrażenie takie samo - nic nadzwyczajnego, zwlaszcza w wersji z cukrem. Ale przynajmniej spróbowaliśmy, a ja przekonałam się, że moje są naprawdę takie jak miały być i nie ustępują tym oryginalnym. 😉 Ale przyznam, że takie serwowane z czekoladą czy dobrą konfiturą są niezle - i te domowe, i te oryginalne. A że tym roku zapanowała moda na drożdżowe faworki, z części ciasta na beignets zrobiłam kilka takich faworków. Świeże, polane lukrem były bardzo smaczne; chyba nawet smaczniejsze niż same beignets w wersji podstawowej. Zdecydowanie jednak uważam, że nasze tradycyjne faworki są najlepsze i nic nie jest w stanie ich zastąpić. 
Print Friendly and PDF

February 15, 2021

Ciasto Trzech Króli w stylu NOLA

Kiedyś jeszcze wrócę do naszej podróży do Nowego Orleanu, bo była niezwykła i nie raz ją wspominamy. Jedną z rzeczy jakie tam jedliśmy było właśnie takie ciasto - z lukrem w trzech kolorach i dzidziusiem- Jezuskiem ukrytym w środku. To właśnie z tamtego ciasta, jedzonego na śniadanie w hotelowym pokoju, został mi dzidziuś- Jezusek i co jakiś czas pojawia się na cieście u nas w domu. Typowo ciasto Trzech Króli powinno być  serwowane właśnie w dniu święta Trzech Króli, tak jak szwajcarskie Dreikönigskuchen, robione przeze mnie w dniu 6 stycznia. Ale w Nowym Orleanie ciasto Trzech Króli można zjeść przez cały karnawał. Zresztą nie tylko tam, bo i w wielu francuskich cukierniach poza Nowym Orleanem. Tradycyjne ciasto Trzech Króli powinno być wykonane według przepisu na brioche. Jednak najwyraźniej w tej wersji nie było wystarczająco kuszące, zwłaszcza tu, w USA, gdzie większość ciast jest bardzo słodka, a często i bogata w kremy. Stąd też pojawiły nowe wersje ciasta - z nadzieniem owocowym, serowym, czy cynamonowym. Na wierzchu obowiązkowo jest lukier w żółtym (złotym), fioletowym i zielonym kolorze lub zwykły lukier posypany specjalnym kolorowym cukrem w tych właśnie kolorach. Dlaczego te kolory? Fioletowy ma oznaczać sprawiedliwość, zielony - wiarę, a żółty lub złoty - władzę. Pod wpływem wspomnień naszej podróży, pokusiłam się zrobić takie ciasto według nieco zmodyfikowanego przepisu jaki znalazłam przeszukując najróżniejsze strony. Nie jest to jednak moje ostatnie słowo w kwestii ciasta Trzech Króli. W następnych latach będą kolejne. 😉
Print Friendly and PDF