Showing posts with label marchewka. Show all posts
Showing posts with label marchewka. Show all posts

April 23, 2026

Sałatka z kapusty w stylu azjatyckim

Polubiliśmy tę sałatkę od pierwszego wejrzenia, a właściwie spróbowania. Nawet nie pamiętam skąd wpadł mi do głowy pomysł by ją zrobić - pewnie przypadkowo, bo mixy typu coleslaw mam w domu dość często, a dla odmiany postanowiłam pójść w azjatyckie smaki. No i tak trafiła na stałe do naszego repertuaru kulinarnego. I jest błyskawiczna do zrobienia - mieszamy miks coleslaw z sosem, którego od razu można zrobić więcej. Orzechy prażone są u nas niemal non-stop, właśnie dlatego, że często je dodaję do różnych dań dla ekstra dodatkowego efektu chrupania. Sałatka pasuje do wszelkich dań - i tych z kuchni azjatyckiej, i tych nieazjatyckich. 

Print Friendly and PDF

April 03, 2026

Marchewka glazurowana

Nawet nie wiem jakim cudem ten przepis jeszcze tu się nie znalazł, bo marchewkę glazurowaną znam rzec by można tak długo, że hoho, albo i nawet dłużej. Pierwszy raz zetknęłam się z nią dzięki wspominanej wielokrotnie Kulinarnej Encyklopedii Świata, w tomie poświęconym kuchni francuskiej. Robi się ją szybko, bo jest to bardzo prosty przepis. 



Print Friendly and PDF

July 09, 2025

Zupa pomidorowa z komosą ryżową

Świeże pomidory, młoda marchewka i dużo koperku to idealne składniki na tę dość lekką zupę, która świetnie smakuje, kiedy nie chce nam się jeść ciężko, bo jest gorąco, a z drugiej strony trzeba coś zjeść. Robiłam z niej już różne potrawy, w tym ekwadorską zupą z kurczaka. Komosa ryżowa jest uważana za superfood ze względu na swoje właściwości i potencjalne korzyści zdrowotne. Jest bardzo ceniona za swoje wartości odżywcze, w tym pełnowartościowe białko, błonnik, witaminy, szczególnie z grupy b, i minerały (magnez, cynk i żelazo). Tym razem, wykorzystując młode, lokalne warzywa, mające tony smaku lata zrobiłam zupę pomidorową. Wyszła przesmaczna, a do tego tak pożywna, że nie trzeba już wiele więcej na obiad. Zazwyczaj używam zwykłej komosy ryżowej, ale po robieniu jakiejś sałatki została mi czerwona komosa ryżowa, więc taką wykorzystałam. W tej zupie, oprócz komosy rządzi koperek. Dobrze jest go mieć sporą porcję, bo nadaje doskonały smak. 

Print Friendly and PDF

February 03, 2025

Ryba w pomarańczach

Korzystając z sezonu cytrusowego, warto zrobić rybę w pomarańczach według przepisu z kuchni francuskiej. To kolejne danie ze starej książki z serii Kulinarnej encyklopedii świata: Kuchnia francuska. Jest proste, a zarazem dość wykwintne, więc można je zrobić na jakąś specjalną okazję. 
Do mojej wersji ryby w pomarańczach wybrałam nieco intensywniejsze w kolorze pomarańcze cara cara, ale zwykłe pomarańczowe w kolorze też idealnie się nadają. Do tego bukiet warzyw - marchewka, seler korzenny i por. Wszystko to nadaje rybie delikatnego i lekko orzeźwiającego smaku, zwłaszcza gdy pomarańcze są lekko kwaskowate. 

Print Friendly and PDF

January 25, 2025

Welewetka i kaszubski kuch marchewny

Przez wiele lat byłam przekonana, że ciasto marchewkowe to wytwór kuchni amerykańskiej. I do tego średnio udany, bo bardzo długo nie umiałam się przekonać do tego wypieku. Tymczasem, jak się okazało, ta właśnie niechęć wynikała z jedzenia średniej jakości ciast, najczęściej udekorowanych niewyobrażalną ilością okropnie słodkiej masy. Kiedy trafiłam w końcu na smaczne ciasto marchewkowe, zmieniłam zdanie. Ostatnio, pod wpływem książki Stasi Budzisz  "Welewetka. Jak znikają Kaszuby" oraz szykowanej lekcji o Kaszuba, zaczęłam szukać smakołyków kaszubskich  odkryłam, że ciasto marchewkowe znane jest od pokoleń i w Polsce, na Kaszubach. 

Zacznijmy od książki. "Welewetka. Jak znikają Kaszuby"wciąga od pierwszych stron i to tak, że nie sposób przestać ją czytać, a jak się nawet przestanie, to nadal się o niej myśli. Z książki dowiadujemy się i o historii samych Kaszub, i o przeżyciach rodziny autorki, sięgającej XIV w. Budzisz urodziła się i wychowała w czasach, kiedy bycie Kaszubem nie było czymś, czym należy się chwalić. Delikatnie mówiąc było "niefajne". W szkołach nie uznawano gwar i języków etnicznych, więc trzeba było mówić po polsku, co dla niektórych oznaczało wyizolowanie, wytykanie przez rówieśników, naukę polskiego niczym obcego języka. 

Kaszuby kojarzyły się ze wsią i przaśnością, a nie z kulturą regionalną. O tragicznej historii Kaszubów milczano i nie uczono w szkołach; a dostało się Kaszubom najpierw od Prusaków/Niemców, potem od Polaków i sowietów. Ale po kolei. Choć Kaszubi, według Prusaków, a potem Niemców, byli dobrym materiałem na zniemczenie, to wcale im do tego nie było spieszno. Oni byli Kaszubami, tak jak Ślązacy byli Ślązakami, nawet jeśli identyfikowali się z Polską mniej lub bardziej otwarcie. Na początku II wojny światowej, w czasie tzw. akcji Intelligenzaktion na Pomorzu, zwanej również Säuberungsaktion, „krwawą pomorską jesienią”, „niemieckim Katyniem 1939-1940, w masowych egzekucjach w Piaśnicy, obok Polaków i Żydów, zginęły tysiące Kaszubów - zwłaszcza przedstawicieli społeczności kaszubskiej, zwłaszcza tych uważanych za jej przywódców. Według hitlerowców, to właśnie oni stanowili ważny element tej społeczności, a także otwarcie identyfikowali się z Polską, co dla Niemców było zdradą. Okupanci bardzo dobrze mieli to rozpracowane i doskonale zdawali sobie sprawę, że elita tego regionu nie podda się germanizacji i może wpływać na innych. W późniejszym okresie, na Kaszubach wymuszano podpisywanie Volkslisty i wcielano na siłę do wojsk niemieckich - Wehrmachtu czy Kriegsmarine. Odmowa oznaczała represje wobec całej rodziny. Słynny "dziadek z Wehrmachtu", który wypłynął przy okazji wyborów w 2005 r. to właśnie efekt zmuszania Kaszubów i mieszkańców Pomorza do służenia w armii niemieckiej. Za to właśnie oskarżano ich (i nadal oskarża) o zdradę i kolaborację, mimo iż wielu dezerterowało przy pierwszej nadarzającej się okazji. A kiedy nadeszło wyzwolenie od hitlerowców, przyszła też kolejna fala represji i brutalnego podejścia do Kaszubów, których sowieci traktowali jak Niemców. No a Niemki należało gwałcić, by "złamać za pomocą gwałtu zarozumiałość rasową germańskich kobiet", jak to nawoływał propagandzista sowiecki, Ilja Erenburg*. Babcia Stasi Budzisz niestety tego doświadczyła na sobie - była wielokrotnie zgwałcona przez "wyzwolicieli" ze wschodu. 

O gwałtach na kobietach nie tylko nie mówiło się na lekcjach historii, bo przecież wspaniali wyzwalający nas żołnierze radzieccy nie mogli być szkalowani takimi oskarżeniami, ale i w rodzinach ofiar.  W tym i w rodzinie Budzisz. O Volksliście uczyło się na lekcjach historii tylko w kontekście czy też z perspektywy Generalnej Guberni. A to oznaczało, że każdy, kto ją podpisał był zdrajcą. Dopiero z czasem te fakty i wspomnienia "wyszły" na jaw. "Welewetka. Jak znikają Kaszuby" o tym właśnie opowiada; a także i o tym jak odżywają Kaszuby. I o tym jak stali się "odłamem Narodu", podobnie jak Ślązacy, Mazurzy czy Warmiacy. Odłamem, który trzeba było wcielić do jednego narodu, kosztem zniszczenia kultury, języka, tożsamości etnicznej. 

Książkę "Welewetka. Jak znikają Kaszuby", nie tylko się czyta/słucha z ogromnym zainteresowaniem. Dodatkowym atutem książki są fotografie rodzinne Stasi Budzisz, pokazujące historię jej rodziny i Kaszub. Ogromną siłą książki są wszelkie ciekawostki o Kaszubach. Strona po stronie poznaje się drogę autorki - odejścia od kaszubszczyzny, powodowanego wstydem, "czyszczenia" języka z polkaszu i niechcianego akcentu, a następnie powrotu do kaszubszczyzny i rodzinnych korzeni. Powrót był nieco przypadkowy, ale dla nas, czytelników, z którymi Stasia Budzisz podzieliła się swoją opowieścią, fascynujący. Dzięki tej książce poznajemy bowiem nie tylko rodzinną historię Budzisz, ale i historię Kaszubów i Kaszub.   

Mogłabym długo opowiadać o Welewetce, bo zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Ale wracam do pieczenia i do kucha i kuchni kaszubskiej, gdyż jest bardzo ciekawa smakowo - z jednej strony dość prosta, a jednocześnie bogata w najróżniejsze smaki. Łatwy dostęp do wód, sprawił, że ryby, zarówno słono- jak i słodkowodne, są podstawowym składnikiem na kaszubskim stole. Ale nie tylko. Obok ryb ważną rolę spełniały najróżniejsze produkty rolne, takie jak gryka, brukiew, marchew, groch, ziemniaki, a z mlecznych produktów masło, maślanka. Istotnym składnikiem był też miód i wszelkie skarby leśne - grzyby, borówki, jagody czy jeżyny. No i nie można zapomnieć o truskawkach kaszubskich, bo ten region to dosłownie truskawkowe zagłębie. Większość warzyw i owoców, produktów mlecznych czy miód wytwarzano w gospodarstwach domowych Kaszubów. Podstawowym zadaniem w szykowaniu posiłków było zwykłe zaspokojenie głodu, a nie delektowanie się posiłkami;  dlatego też dania kaszubskie, jak już wspomniałam, są proste, ale przy tym bardzo smaczne i pożywne. Dania rybne urozmaica się spożywając je z chlebem lub z warzywami. Wśród warzyw królują ziemniaki w różnych odsłonach, ale także marchew, buraki, czy mało gdzie indziej popularna brukiew, która pod względem smaku i wartości odżywczych nie ustępuje innym warzywom.

Kaszubski kuch marchewny, zwany też czasem miodowym kuchem, to słodki deser o marchewkowo-cynamonowym zapachu. Z jego wypiekaniem wiąże się długoletnia tradycja. Dawniej ciasto było przygotowywane na ważne uroczystości rodzinne, tj. święta, wesela, urodziny czy chrzciny.  Ponieważ ciasto początkowo przygotowywane było z łatwo dostępnych składników w każdym gospodarstwie, takich jak marchew, mąka, jajka czy woda, Kaszubi nazywali je „biednym ciastem”.  Z czasem smak kaszubskiego kucha doskonalono dodając do niego suszone owoce, orzechy, czy kakao. Kaszubski kuch marchewkowy o produkt wpisany na listę produktów tradycyjnych w województwie pomorskim. 

Ciasto
2 średniej wielkości marchewki
9.5 oz/ 260 g mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
łyżeczka cynamonu
szczypta soli
3 jajka
100 g / 1/2 szklanki cukru
200 ml / 3/4 szklanki + 4 łyżeczki oleju
100 g / 5 łyżek miodu

Opcjonalnie drobno posiekane orzechy włoskie i/lub bakalie  

Lukier
szklanka cukru
3-4 łyżki soku z marchewki
wrząca woda


Piekarnik nagrzać do temperatury 360 F/180 C.

Formę keksówkę lub inną o rozmiarach zbliżonych do 9x5 cali/21x11 cm nasmarować tłuszczem.

Obrać marchewki i zetrzeć na tarce na drobnych oczkach. 

Do miski przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia i cynamonem. Dodać szczyptę soli. Wymieszać.

W osobnej misce ubić jajka z cukrem na puszystą masę. Dodać miód i olej. Kiedy powstanie jednolita masa, dodać startą marchewkę i wymieszać z masą.  Następnie dodawać stopniowo suche składniki i delikatnie mieszać całość szpatułką. Pod dodać  do ciasta orzechy 
i/lub bakalie  - o ile je dodajemy. Gotową masę na ciasto przelać do formy.

Piec przez około 45 minut  - do suchego patyczka. 
Po upieczeniu formę z ciastem wyjąć z piekarnika i odstawić na 10 minut. Następnie ciasto przełożyć na  kratkę do dalszego wystudzenia. W tym czasie przygotować lukier - dobrze mieszając wszystkie składniki.  Jeśli lukier wyjdzie zbyt rzadki należy dodać nieco więcej cukru pudru, jeśli zbyt gęsty – odrobinę soku lub wody i rozetrzeć.

Letnie ciasto polać lukrem i udekorować po wierzchu orzechami. 


Uwagi dodatkowe
  • Kaszubski kuch marchwiowy można zrobić również i z mąki bezglutenowej. Ponieważ jest nieco bardziej sucha niż zwykła, należy dodać 3-4 łyżki wody.
  • Jeśli nie mamy soku z marchewki, lukier można przygotować z cukru pudru i wrzącej wody oraz soku z 1/2 cytryny.




Wele wele wetka w wykonaniu chóru Cmenius


Wele wele wetka w wykonaniu grupy Redlin



A na zakończenie słowa piosenki Wele wele wetka

Wele wele wetka, gdzieś ty była?
Wele wele wetka, u staruszki
Wele wele wetka, coś dostała?
Wele wele wetka, miska pyszki
Wele wele wetka, tata przyniósł
Wele wele wetka, ful miech slewow
Wele wele wetka, smakowało?
Wele wele wetka, ojojoj

Wele wele wetka, biegnij naprzód
Wele wele wetka, weź te wieńce
Wele wele wetka, smakuj wszystko
Wele wele wetka, idź na tańce
Wele wele wetka, goście jadą
Wele wele wetka, i śpiewają
Wele wele wetka, wszyscy jedzą
Wele wele wetka, popijają

Wele wele wetka, gdzieś ty była?
Wele wele wetka, u staruszki
Wele wele wetka, coś dostała?
Wele wele wetka, miska pyszki
Wele wele wetka, tata przyniósł
Wele wele wetka, ful miech slewow
Wele wele wetka, smakowało?
Wele wele wetka, ojojoj

Wele wele wetka, biegnij naprzód
Wele wele wetka, weź te wieńce
Wele wele wetka, smakuj wszystko
Wele wele wetka, idź na tańce
Wele wele wetka, goście jadą
Wele wele wetka, i śpiewają
Wele wele wetka, wszyscy jedzą
Wele wele wetka, popijają


Tekst pochodzi ze strony Piosenkowo
Inspiracja przepisu: Smaker

* Cytat z książki Stasi Budzisz "Welewetka. Jak znikają Kaszuby"



Print Friendly and PDF

December 10, 2024

Zimowa surówka

Kiedyś byłam w Polsce zimą i kupiłam w zwykłym sklepie spożywczym i kupiłam świetne surówki na bazie warzyw jakie uważałam za zimowe - kapusty, marchewki, pora i cebuli oraz natki pietruszki. Były przepyszne i bardzo żałowałam, że takich nie ma u mnie. Oczywiście można samemu zrobić taką surówkę, ale wygoda też się liczy. Ta surówka bardzo przypomina mi tę kupioną  przed laty w Hali Wola. Ostatnio pochłonęłam jej ogromną ilość u przyjaciółki, a i dzisiaj wielka misa zniknęła nie wiadomo kiedy. 
Teraz jedzenie warzyw zimą nie ogranicza się do marchewek i kapusty z jakimiś dodatkami. Ale pamiętam czasy jak wyczekiwało się na nowalijki, a na surówki z marchewki i kapusty oraz na ogórki nie dało się już patrzeć. 😉 A dzisiaj te staromodne surówki i warzywne dodatki zachwycają swoją prostotą smaku i wykonania. To co jest w nich świetne to zmienność smaku w zależności od tego jakich proporcji warzyw użyjemy. To typowa surówka wykonywana "na oko". 


Print Friendly and PDF

November 08, 2024

Surówka z marchewki z porem

Bardzo lubię tę surówkę za jej smak, i za prosty i szybki w realizacji przepis oraz to, że tak świetnie pasuje do wielu dań. A w zależności od tego ile dodamy poszczególnych składników, będzie nieco się zmieniać w kierunku słodszej lub ostrzejszej. Podstawą jest marchewka i jabłko w mniej więcej równych proporcjach, a dalej to już wszystko zależy od naszego smaku i upodobań. I troszkę od tego jakie są składniki - mnie lub bardziej soczyste.  Print Friendly and PDF

October 07, 2024

Surówka z marchewki i jabłka

Ta surówka kojarzy mi się z czasami przedszkola, kiedy to bardzo często dawano ją na obiad. Bardzo ją lubiłam - w przeciwieństwie do paskudnej, zielonej paciai, czyli szpinaku. Z czasem zrobiła się moim comfort food i wypełnieniem luki z brakiem pomysłu na surówkę do obiadu. No a jesienią, kiedy przywozimy masy jabłek z sadu, to po prostu musik kulinarny. 
Surówka jest na tyle popularna, że doczekała się wierszyka i tą metodą trafiła do książeczki nauczania początkowego. Kilka miesięcy temu, w mediach społecznościowych przetoczyła się burza oburzonych komentatorek tym przepisem z powodu dodawania do niego cukru. Inne komentatorki i komentatorzy, w tym ja, podeszli nieco z przymrużeniem oka do tego wierszyka. Owszem, sama nie dodaję cukru, ale bez przesady z oburzeniem. Coś w tym stylu napisałam w komentarzu i chyba zostałam zablokowana. 😉 Oops! Na pewno nie było moją intencją obrażać kogokolwiek, ale też i nie będę się przejmować czyjąś nadwrażliwością. A surówkę nadal będę polecać - bez cukru. 😉

Print Friendly and PDF

April 25, 2024

Uzbecki plov

Po przeczytaniu książki "Może (morze) wróci" Bartka Sabeli o jego podróży do Uzbekistanu, nabiera się niesłychanej ochoty na to, by odwiedzić ten kraj i pojechać jego śladami. Taszkent, Samarkanda czy Buchara są przepięknie opisane. Tak, widać w nich ślady czasów niekoniecznie najlepszych dla Uzbekistanu, jak choćby właśnie kwestia zniszczenia Morza Aralskiego (a właściwie Jeziora Aralskiego), ale nadal można zobaczyć tu przepiękne miejsca, takie jak medresy, pałace czy twierdze. Wszak Uzbekistan leżał na Jedwabnym Szlaku. Zwiedzając nie można pominąć bogato zdobionego mauzoleum Pahlawana Mahmuda, pałacu Kolon, meczetu i medresu Mir-i-Arab, medres Uług Bega, Szir Dar, Tillja Kari, meczetu Bibi Chanum i wielu, wielu innych. Oglądając je zapewne można się poczuć, jakby przeszło się do w tajemniczy sposób do krainy Baśni tysiąca i jednej nocy. Opisy autora "Może (morze) wróci" są tak barwne i szczegółowe, że dosłownie się widzi oczyma wyobraźni to o czym się czyta.

Według Sabeli, lokalne bazary są równie warte zwiedzenia i skosztowania różnych specjałów kulinarnych - od świeżych warzyw i owoców poczynając, a na prostych potrawach kończąc. Takim właśnie zwykłym miejscom, jak i prostym ludziom autor poświęca sporo miejsca w swojej książce. A że zdaje się mieć łatwość nawiązywania kontaktów, to zdecydowanie mu to pomaga w podróży. Ku mojemu lekkiemu zdziwieniu, również i pochodzenie z Polski pozwala Sabeli  nawiązać znajomości w najmniej spodziewanych miejscach i momentach. Kilkukrotnie jego rozmówcy znali Polskę z .... pobytu w niej jako żołnierze w czasach, gdy w Polsce stacjonowała armia sowiecka. No tak - wtedy Uzbekistan nie był niezależnym krajem, a republiką, a to oznaczało podporządkowanie i wspólną armię. Z kolei kiedy spojrzymy na historię okresu II wojny światowej, zrozumiemy czemu Polacy są tu znani.
 Wielu z nich trafiło do Uzbekistanu w czasie wojny z powodu przymusowych przesiedleń oraz zsyłek karnych do łagrów. Nieco później, to właśnie przez Uzbekistan Andres wyprowadził ze Związku Sowieckiego dopiero co stworzoną armię, a z nią również i cywilów. W marcu i sierpniu 1942 roku, z ZSRR do Iranu przez Uzbekistan i Turkmenistan  przedostały się 116 tys. 543 osoby - i dorośli, i dzieci - około 10% Polaków wywiezionych do ZSRR po 17 września 1939 roku. Praktycznie wszyscy byli wygłodzeni i schorowani, wymagający opieki. Zarówno stan fizyczny, ciężka, by nie powiedzieć niewolnicza, praca i ogólne warunki na zesłaniu, a także trudny klimat sprawiły, że w Uzbekistanie zmarło wielu Polaków, którzy znaleźli się w tym kraju - czy to na zesłaniu, czy też później w czasie przemarszu armii Andersa w kierunku Iranu. Dlatego też znajduje się tu blisko 20 cmentarzy polskich, którymi do dzisiaj opiekują się nie tylko Polacy, ale i Uzbekowie. Ale Uzbekistan to nie tylko tragiczne dzieje - Polacy doświadczyli też ogromnej życzliwości i gościnności  od rdzennych Uzbeków, którzy mimo swojej biedy, dzielili się z nimi czym mogli. Stąd też można znaleźć tu także i tablice pamiątkowe wdzięczności narodu polskiego dla narodu uzbeckiego za życzliwe przyjęcie w czasie II wojny światowej. Tablice wmurowane są na przykład przy pomniku upamiętniającym Polaków zmarłych w Uzbekistanie w 1942 roku na cmentarzu w Taszkencie. I choć nie jest to nowa książka (wydano ją w 2013 r.), bardzo "Może (morze) wróci", bo wiele się z niej można dowiedzieć i zobaczyć na pięknych fotografiach i rysunkach autora. A jeśli ktoś ma ochotę dowiedzieć się więcej, polecam i inne materiały, w tym filmy dokumentalne, jak choćby niedawno powstały "Ślady odciśnięte w kamieniach". 

Ale wróćmy do przepisu na plov, bo przecież do tego zmierzałam od początku.😉 Kiedy czyta się takie książki jak "Może (morze) wróci", nie sposób nie zapragnąć spróbować czegoś z kuchni danego kraju. Przynajmniej ja tak mam, zwłaszcza, gdy nic nie wskazuje na to, bym dała radę odwiedzić Uzbekistan w najbliższym czasie. Stąd właśnie plov, czyli uzbecka wersja pilawu. Co prawda w książce Sabeli nie ma przepisu na plov, a nawet chyba nie jest wspomniany, ale właśnie to danie bardzo mi się kojarzy z Uzbekistanem z różnych imprez międzynarodowych. Stąd też postanowiłam powrócić do niego w tej właśnie formie. 


Print Friendly and PDF

April 04, 2024

Tort marchewkowy

Marchewki znane są od stuleci. Tyle, że  - w co trudno dzisiaj uwierzyć - najbardziej znane były te białe, żółte i fioletowe. Pramarchewki, znane najpierw w Persji, były dzikimi roślinamicenionymi z powodu liści i nasionek. I pomyśleć, że dzisiaj wiele osób te liście po prostu wyrzuca, w najlepszym wypadku do odpadów ogrodniczych lub karmi nimi zwierzaki. Najbardziej obecnie popularne marchewki pomarańczowe zostały wyhodowane w Nederlandach dopiero jakieś 500 lat temu. Tymczasem nasionka pozostałych marchewek, znalezione przez archeologów miały jakieś 5000 lat! Dzisiaj powróciła czy też nastała moda na kolorowe marchewki i można dostać je w niemal każdym sklepie. Wśród eko-ludków, propagujących zasadę zero-waste można znaleźć wielbicieli zieleniny z marchewki. Sa na nią przepisy, takie jak na pesto czy do używania jej jak natki pietruszki. Sama wykorzystuję ja do zup i jak do tej pory, ekstra garstka zielonych łodyżek marchewki w daniu nie zmieniła nas w króliki. 😉 
Jeśli zach chodzi o ciasto marchewkowe, to nigdy za nim nie przepadałam. Nigdy mi jakoś nie podpadło smakowo na tyle, by je samej robić. Co prawda nie było tak złe jak słynne dyniowe, które moim zdaniem jest niejadalne, ale nadal nie było ono obiektem moich westchnięć i tęsknoty. 😉 Aż tu nagle, nie wiadomo jakim cudem dostałam zamówienie na tort urodzinowy na bazie ciasta marchewkowego. Takie prośby się spełnia, więc zamiast narzekać, zakasałam rękawy i do roboty! Tort wyszedł fajnie - dość smaczny, wilgotny w środku, z puszystym kremem, który łatwo się rozprowadzało. Solenizantce i jej znajomym bardzo smakował, a to najważniejsze! No a dzisiaj, w Dniu Marchewki, dzielę się przepisem. 

Print Friendly and PDF

May 27, 2023

Kurczak w sosie curry

Nie będę udawać, że  jest to danie tajskie czy hinduskie, bo nie jest. Jednak nie zmienia to faktu, że jest to po prostu smaczna potrawka z kurczaka w sosie curry, która u nas w domu pojawia się dość często. Podana z ryżem basmati, świetnie nawiązuje smakowo do kuchni hinduskiej. 

Przepis na tę potrawkę znalazłam dawno temu na butelce sosu curry. No i tak się zaczęło. Od tej pory co jakiś czas robię tak kurczaka, zwłaszcza, gdy potrzebuję szybkiego obiadu. Przez wiele lat robiłam ją z gotowym sosem curry, a ostatnio zaczęłam sama robić sos. Można do tego wykorzystać zarówno pastę curry jak i dobrą (ulubioną) przyprawę curry w proszku. No i oczywiście warzywa, bo bez nich potrawka nie może się obyć. 

Print Friendly and PDF

February 17, 2021

Surówka z kapusty

Zaczyna się post. W tym roku, moje panny mnie zaskoczyły, gdyż ledwie zakończyłyśmy veganuary, zaproponowały by i post odbył się pod znakiem całkowitego wyeliminowania mięsa. Przyznam, że mnie to ucieszyło, bo niewątpliwie oznacza pewne zmiany w podejściu do jedzenia. Ale jest to i pewne wyzwanie, bo nie wszyscy się piszą na takie drastyczne zmiany.  No ale chyba nam się uda - w końcu mięsożerni mogą jeść mięso w postaci wędlin i tak nadrabiać jego braki na talerzu. Nie mówiąc o tym, że nadal wspieramy restauracje działające na ćwierć gwizdka i zamawiamy dość regularnie raz w tygodniu. To też okazja do zjedzenia mięsa przez tych, którym to jest potrzebne. 
Zwykle surówkę coleslaw robiłam z białej kapusty i marchewki. Tym razem jednak dodałam nieco fioletowej kapusty, której nieco zapomniany kawałek szwędał się po lodówce. W końcu im kolorowiej na talerzu, tym ładniej, a przy okazji i zdrowiej. No i zgodnie z wytycznymi dietetyków, by zjadać różnokolorowe warzywa i owoce. Dodatek fioletowej kapusty nie tylko decydowanie ożywił surówkę, ale i nadał jej nieco innego smaku niż miały coleslaw robione w przeszłości. Warto też zredukować ilość majonezu lub zastąpić go np. takim robionym na bazie oleju z awokado albo wegańskim majonezem. Ponieważ nie przepadam za surówkami pływającymi w majonezie, zredukowałam ilość sosu, ale oczywiście można zrobić go więcej - według swoich upodobań. 
Print Friendly and PDF

November 15, 2020

Wieprzowina z porem i marchewką

Pomysł na szybki obiad, który będzie smakował wszystkim. Schab czy też mięso wieprzowe (chuda łopatka, polędwica) przygotowana jest z dużą ilością marchewki i pora. Dzięki temu sos z duszenia mięsa staje się pełniejszy w smaku. Całości dopełnia i czosnek, i koperek. Danie na każdą porę roku, z najróżniejszymi dodatkami - kapustą, mizerią, warzywami przygotowanymi na parze - co tylko komu pasuje.
Print Friendly and PDF

June 27, 2020

Barszcz z młodych buraków z botwinką

Wiosną i latem, gdy pojawia się świeża botwinka na naszym stole króluje chłodnik. Ale że ta wiosna  raczej była chłodnawa, a tylko niektóre dni rozpieszczały nas wyższymi temperaturami, zamiast chłodnika w pierwszym momencie pojawił się barszcz z botwinką i młodymi burakami. I oczywiście z dodatkiem dużej ilości koperku. Zrobiłam go z tęsknoty za barszczem ukraińskim, który ostatnio mi bardzo zasmakował. Co prawda nie jest to ten sam barszcz, ale nieco podobny. A takie specjały, pełne warzyw mogę jeść w dużych ilościach. Co prawda najsmaczniejszy według mnie jest barszcz klarowny z uszkami, jednak od czasu do czasu nachodzi mnie ochota by przygotować taki, w którym jest cała masa "towaru". Taka zupa, spokojnie może być jedzona na lunch - przez bogatą zawartość, na pewno nasyci na kilka godzin. Pracując z domu dokładnie tak sobie dogadzam - szykując takie lunche, jakich nie miałam okazji jeść w pracy. 

Print Friendly and PDF

December 09, 2019

Sok z buraków

Już od jakiegoś czasu przymierzałam się do soku burakowego. Najbardziej przekonała mnie jednak do niego koleżanka z pracy, która poczęstowała mnie kiedyś sokiem z buraków własnej produkcji. Był pyszny - słodkawo-kwaskowaty, odświeżający. Przyznam, że zaskoczył mnie jego smak. Oprócz soku z buraków, były w nim i inne dodatki - cytryna, jabłka, imbir, marchewka. Postanowiłam więc sama zacząć taki sok robić. Po pewnym czasie zaczęłam bawić się składnikami - dodałam gruszek, soku z ogórka, zmieniałam proporcje. Za każdym razem wychodził bardzo smaczny sok, choć o nieco innym smaku. Warto więc zacząć od sprawdzonego przepisu, a potem samemu pokombinować dla odmiany. 


Print Friendly and PDF

August 13, 2019

Trójkolorowe spaghetti warzywno-makaronowe

Lato w pełni... A przy okazji masa świeżych warzyw i owoców. Dla mnie to najlepszy okres - warzywa i owoce mają smak taki jak nigdy.  Czas więc  na lżejsze wersje sprawdzonych dań, zwłaszcza, że nie zawsze się chce jeść tak zimą, gdy trzeba się rozgrzać. Spaghetti zawsze się sprawdza. A więc tym razem niech będzie w wersji modnej - z małą ilością makaronu (czytaj węglowodanów - low carb)*, a z większą ilością warzyw. Ha! Wcale nie jest złe i co najważniejsze, można się przyjemnie nim najeść. Warzywa można samemu naszykować przy użyciu krajalnicy do warzyw lub kupić gotowe. Za to sos warto zrobić samemu, gdyż wtedy jest najlepszy. 
Print Friendly and PDF

July 18, 2018

Kubuś

Ostatnio rozsmakowałam się w robieniu domowych soków. A to za sprawą nowej sokowirówki (masticating/cold press), która wytłacza sok ze zmiażdżonych owoców i warzyw. Owoce czy warzywa są najpierw miażdżone przez poruszający się ślimakowy/spiralny tłok, a następnie odciskany jest z nich sok. Dzięki temu, że proces ten jest wolniejszy niż w tradycyjnych sokowirówkach, soku jest  więcej, a z marchewki, buraków, gruszek czy jabłek pozostaje suchy wiór. W przypadku owoców takich jak truskawki czy morele, nie jest to proces doskonały, ale nadal powstaje sporo soku.  Szczególnie latem jest najwięcej możliwości i warto zrobić sok wieloowocowy. Taki jak "Kubuś" tylko lepszy, bo mniej słodki. Wszelkie owoce nam pomogą sprawić, że będzie to przebój domowych soków. Dla mnie najsmaczniejsza jest mieszanka marchewkowo-jabłkowo z dodatkiem truskawek. 




Print Friendly and PDF

April 04, 2018

Zupa à la meksykańskie taco

Nie nazwałabym tej zupy meksykańską, gdyż wyszłoby jak z rybą po grecku i innymi potrawami polskimi, udającymi potrawy z innych kuchni. 😉 Zupa ta niewątpliwie przypomina smakiem meksykańskie potrawy, w tym taco. Powstała przypadkowo, niemal ze znudzenia innymi zupami i z chęci znalezienia nowych smaków. Stąd w zupie praktycznie jarzynowej zaczęły znajdować miejsce dodatkowe produkty z grupy co by tu jeszcze pasowało. I tak powstała zupa, która się okazała zupełnie niezła. A na pewno zdrowa i pożywna. Idealna do szybkiego ugotowania i do podania na obiad czy wzięcia na lunch.

Print Friendly and PDF

March 20, 2018

Surówka bardzo dobra

Kiedyś, w czasie pobytu świątecznego w Polsce, chodziłam do samu w Hali i kupowałam gotowe surówki. Były przepyszne. Porcje - idealne na jeden obiad. Później żałowałam, że nie zapamiętałam ich składników, by oddtworzyć je w domu. Zima  bowiem często mnie męczy brakiem dobrych lokalnych warzyw i owoców. Niby w sklepach są warzywa - i papryka, i pomidory, i cukinie, ale ich smak nie jest taki sam jak wtedy gdy kupuje się je późną wiosną czy latem i jesienią na targach od lokalnych farmerów. Czekając więc na nowalijki, szukam nowych smaków i nowych kombinacji surówkowych. Ot jak choćby ta, znaleziona gdzieś na internecie.  Zadziwiająco dobra, a przy tym prosta mieszanka kapusty pekińskiej, jabłek, cebuli i ogórka kiszonego. Z ogórkami własnej roboty i majonezem świeżo zrobionym jest po prostu przepyszna.
Print Friendly and PDF

March 17, 2018

Tradycyjny gulasz irlandzki z czosnkowym purée kartoflanym

Kiedyś chciałam sprawdzić przepis, jaki wyświetlił mi się na boku ekranu. Ale trzeba było zarejstrować się na stronie Yummly. Od tej pory dostaję maile z przepisami - jedne zapowiadają się świetnie, inne stają się inspiracją do ugotowania podobnych potraw, a jeszcze inne nie nadają się do niczego. Przed dniem Świętego Patryka pojawiły się przepisy irlandzkie, a wśród nich smakowicie wyglądający gulasz. Czemu więc nie zrobić go na obiad, dla wygłodniałej narciarskimi wyczynami rodziny.
Print Friendly and PDF