Showing posts with label masa kawowa. Show all posts
Showing posts with label masa kawowa. Show all posts

November 27, 2024

Tort bezowo-kawowy

Może i nie wygląda perfekcyjnie, ale smakuje tak dobrze, że ciężko się od niego oderwać. Perfekcyjnie wyglądał jedynie wtedy, gdy używałam gotowych blatów kupionych w cukierni. Te były wysuszone tak solidnie, że wręcz trzeba było uważać by ich nie pokruszyć, a krem nie wsiąkał w nie. Ale po pierwsze, tort jest do jedzenia a nie patrzenia, a po drugie nawet ze zrobionymi w domu blatami wychodzi wspaniały tort. Takie blaty, jak na Pavlovą są kruche z zewnątrz i lekko ciągnące w środku. I właśnie te chrupiące warstwy bezowe są przełożone bogatym i esencjonalnym kremem kawowym. Czegóż trzeba więcej? Krem - przyznaję - wymaga nieco dłuższego przygotowania i dlatego należy zrobić go wcześniej. Podobnie rzecz  się ma z blatami bezowymi, które powinniśmy upiec dzień wcześniej, by miały czas się dobrze wysuszyć. Efekt smakowy jest murowany.  
To nie pierwszy tort bezowo-kawowy w moim repertuarze. Wiele lat temu robiłam taki właśnie tort z przepisu rodzinnego, ale tym razem zaczęłam eksperymentować z kremem zrobionym z ganache i efekt był świetny. Krem był znacznie delikatniejszy, a jednocześnie bardziej wyrazisty. 

Print Friendly and PDF

June 21, 2024

Rolada czekoladowa z kremem kawowym

Rolady to żelazna pozycja w repertuarze ciastowym naszej rodziny. Lubią je wszyscy bez wyjątku i dlatego często pojawiają się na specjalne okazje. Rolady mają do siebie też i to, że można je robić w różnych wersjach. Tym razem zmieniłam nieco sposób przygotowania kremu - wykorzystałam krem, jaki zrobiłam do tortów orzechowego i bezowego. Był to absolutny hit i bardzo wszystkim smakował, więc postanowiłam go powtórzyć i w tej wersji. MARZENIE! Ten krem jest tak smaczny, że ciężko się powstrzymać przed podjadaniem..... to znaczy chciałam powiedzieć przed próbowaniem czy na pewno jest dobry. 😉 Jest wart nieco dłuższego przygotowywania niż wcześniej robiony krem z bitej śmietany. 


Print Friendly and PDF

May 24, 2024

Tort orzechowy z kawowym kremem

Po torcie makowym, właśnie orzechowy był moim ulubionym i najchętniej robionym. Aż do dnia gdy poniosłam spektakularną klapę - ciasto na tort, choć pyszne w smaku kruszyło się makabrycznie podczas krojenia go na placki. Co najgorsze zostało mało czasu, by coś zrobić. W sumie udało mi się uratować tort, łącząc go z innym ciastem i też wyszedł pyszny tort, ale mimo wszystko zostało rozczarowanie, że ten właśnie tort, zrobiony z samych orzechów się nie udał.  Próbowałam potem kilka razy robić tort orzechowy z samych orzechów, ale za każdym razem kończyłam z mniejszą lub większą ilością kruszonki, chyba że piekłam każdy placek osobno i nie kroiłam go przed przełożeniem. Jednak nie zawsze jest to możliwe. Zaczęłam więc szukać nowej metody na zrobienia tortu i w końcu znalazłam sposób, który mnie zadowolił. Smaku tortu dopełnia krem kawowo-czekoladowy zrobiony na bazie ganache z białej czekolady i dekoracja z gorzkiej czekolady.

Print Friendly and PDF

June 19, 2017

Ptysie tiramisu

Ptysie niejednokrotnie powstawały w naszym domu. I zawsze zjadane były ze smakiem. Podobnie rzecz się miała z roladą kawową czy tiramisu. To rzec by można stałe pozycje w repertuarze słodkości. Wiele razy widywałam wariacje na tematy oryginalnych ptysiów, więc i sama postanowiłam zrobić nieco inne nadzienie do nich. Dodatek kawy i serka mascrapone nadał ptysiom bardzo przyjemny smak w stylu tiramisu, ale nie zepsuł typowej dla nich lekkości. Nadal były pysznym, delikatnym deserem.

Print Friendly and PDF

July 29, 2015

Rolada malinowo-kawowa

Rolada, a zwłaszcza kawowa jest jednym z ulubionych ciast w naszym domu. Ile razy nie zrobię, znika momentalnie. Tym razem, korzystając ze skarbów lata i świeżych owoców, postanowiłam zrobić roladę malinowo-kawową - krem malinowy i maliny w środku, a na zewnątrz krem kawowy. Kombinacja świetna, bo maliny idealnie się łączą smakowo z kawą. Rolada była nadal leciutka i delikatna, a jednocześnie nabrała letniego charakteru. No i jak to bywało w przeszłości, uświetniła lipcowe okazje urodzinowo-imieninowe.

Print Friendly and PDF

November 27, 2013

Tort bezowy z kremem kawowym, czyli pamiętne urodziny Pawła

Jeszcze chyba żadne urodziny Pawła nie były tak szalone. Niewątpliwie zapadną nam w pamięć i to nie dlatego, że były okrągłe, ale dlatego, że tyle się tego dnia działo. 

Prace remontowe zbliżały się do końca. Ale jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, zawsze coś się nie zgadzało. Najpierw okazało się, że jest problem z podłogą - trzeba jej było zerwać więcej niż przypuszczaliśmy i w efekcie zabrakło drewna. Zrobił się przestój i oczekiwanie na dostawę, a potem pytanie - kiedy dadzą radę skończyć u nas. Jak się okazało w środę. Działał i malarz. No i nie wspomnę ekipy pana kierownika. Sprężarki, pompy malarskie, piły, pistolety do gwoździ i cała masa innych odgłosów. O pyle nie wspomnę. I o językach jakimi rozmawiano między sobą. To był poranek środowy. W środku tego ja - na przemian robiąca krem i pracująca nad swoimi służbowymi sprawami - prace studentów i regularna bieżączka. Kiedy na moment wyskoczyłam do sklepu rosyjskiego, pierwszy raz posłużyłam się rosyjskim rozmawiając z kasjerką. Aż się Ala zdziwiła i po wyjściu zapytała mnie czy dobrze się czuję. 

Mimo rozgardiaszu i tłumu w domu, który momentami wydawał się niezorganizowany, prace posuwały się na każdym froncie.  Na koniec już wszyscy coś robili, bo pojawił się i Rysiek (elektryka), i Adam (pomoc przy noszeniu, i Ala (pomoc przy czym się da). W końcu wyglądało na to, że góra jednak będzie gotowa na Święto Dziękczynienia. 


Na koniec dnia, późnym wieczorem, siedliśmy z Danusią, Ryśkiem i Adamem by zjeść po kawałku urodzinowego tortu. Jakby nie było - to były urodziny....


Choć dawno go nie robiłam, tort bezowy z kremem kawowym był kiedyś jednym z moich popisowych wyczynów kulinarnych. W Polsce kupowałam blaty bezowe i robiłam go w największej tortownicy. Przepis mam z notatek Mamy Pawła - nawet chyba nie wie, że dawno temu spisaliśmy go, by na jej 50 urodziny zrobić ten tort. Od tego czasu robiłam go wiele razy i zawsze smakował.


Print Friendly and PDF

December 24, 2012

Tort makowy

Tort makowy zawsze musiał zawsze znaleźć się na stole świątecznym. Po prostu nie mogło być inaczej. Od kiedy sięgam pamięcią wszyscy go uwielbiali. Najlepszy był w drugim dniu świąt, kiedy było go już malutko. Robienie tortu było całym rytuałem. Najpierw parzyło się mak, potem mieliło go trzy razy w maszynce przymocowanej śrubą do blatu. Maszynka oczywiście była ręczna, więc po mieleniu ręki nie było czuć. Już po pierwszym mieleniu człowiek miał dość tej "zabawy", jednak świadomość, że będzie torcik magicznie pozwalała przezwyciężyć zmęczenie. W 1982 roku nastąpił przełom, bo w domu pojawiła się maszynka elektryczna. Od tego czasu mielenie maku nie było już taką męczarnią. Dzisiaj można użyć maku mielonego - ale tylko tego suchego; absolutnie nie tego z puszki. Ta masa nadaje się co najwyżej do makowców. Zasadniczą pracę nad tortem zaczynało się od ucierania w makutrze żółtek z cukrem na puszystą masę, w której nie można było wyczuć cukru; tak naprawdę to nie wiem czemu, bo w końcu ten cukier rozpuszczał się w pieczeniu, a dzięki makowi i tak coś chrzęściło między zębami. Przy okazji sprawdzania czy ten cukier się już się rozpuścił wsadzało się ukradkiem palucha by podjeść pysznej masy lub wręcz podjadało z łyżki do mieszania. Trzeba jednak było uważać, bo można było oberwać ścierką po głowie. Kiedy już byłam dorosła i robiłam tort na własny rachunek, przerobiłam przepis dodając dwa żółtka na podjadanie. To już jednak było nie to i z czasem wróciłam do oryginalnego przepisu. Następnie dodawało się mak i ociupinę bułki tartej oraz bakalie - jeśli się je upolowało. Na koniec pianę ubitą z 8 białek. Przez lata ubijaliśmy ją w takiej fajansowej niebieskiej misce, najzwyklejszą trzepaczką. Pamiętam jak z werwą zaczynałam trzepać, by po pewnym czasie, kiedy jajka jeszcze w niczym nie przypominały sztywnej piany, ręka mdlała i jakoś nie bardzo chciała trzepać dalej. Wtedy wołało się na pomoc tatę, który kończył bicie piany. Piana była tak sztywna, że miskę można było odwrócić do góry dnem i piana nie wylatywała. Pianę łączyło się delikatnie z masą jajowo-makową. Kiedy masa ta została przelana do tortownicy, można było wylizać makutrę - oczywiście z tatą do spółki, bo coś musiał dostać za to bicie piany. To dopiero była frajda. Dobrze wylizana makutra prawie nie wymagała mycia! Dzisiaj zamiast ucierania, wszystko robi mikser, a silikonowe łyżki, używane do przekładania masy do tortownicy, nie zostawiają nic do wylizania. Dobrze, że ich nie było dawniej - zabrałyby sporo radosnych wspomnień.

Tort się piekło, a następnie przekładało masą kawową i powidłami; na koniec dekorowało się taki torcik - czym tylko dało radę - migdałami, rodzynkami, wisienkami z kompotu, a nawet kawałeczkami pomarańczy lub mandarynek wystanych w przedświątecznych kolejkach. Niestety ten torcik makowy miał dwie wady - po pierwsze, pojawiał się tylko dwa razy w roku, na święta, a po drugie znikał błyskawicznie. A może to właśnie dlatego tak smakował?

Print Friendly and PDF