Showing posts with label faworki. Show all posts
Showing posts with label faworki. Show all posts

February 16, 2021

Faworki drożdżowe

Pozostając nieco w nowoorleańskim nastroju, na sam koniec karnawału, pokusiłam się na zrobienie beignets - kolejnego przysmaku nowoorleańskiego. Już kiedyś je robiłam wg przepisu z Café du Mond. Były niezłe, choć nic szczególnego - racuchy z cukrem pudrem. 😉W Nowym Orleanie oczywiście odstaliśmy kolejkę, by zjeść te najoryginalniejsze beignets. I znowu - niezłe, choć wrażenie takie samo - nic nadzwyczajnego, zwlaszcza w wersji z cukrem. Ale przynajmniej spróbowaliśmy, a ja przekonałam się, że moje są naprawdę takie jak miały być i nie ustępują tym oryginalnym. 😉 Ale przyznam, że takie serwowane z czekoladą czy dobrą konfiturą są niezle - i te domowe, i te oryginalne. A że tym roku zapanowała moda na drożdżowe faworki, z części ciasta na beignets zrobiłam kilka takich faworków. Świeże, polane lukrem były bardzo smaczne; chyba nawet smaczniejsze niż same beignets w wersji podstawowej. Zdecydowanie jednak uważam, że nasze tradycyjne faworki są najlepsze i nic nie jest w stanie ich zastąpić. 
Print Friendly and PDF

January 16, 2015

Róże karnawałowe

Róże karnawałowe już od dawna za mną "chodziły". Nigdy ich nie jadłam, a tylko oglądałam na fotografiach. Wyglądały bardzo zachęcająco. Wolę jednak faworki - wydają mi się delikatniejsze niż róże składające się z kilku warstw ciasta. Ponadto, róże wymagają znacznie więcej pracy - wycinanie kółeczek w trzech rozmiarach, nacinanie ich na brzegach, składanie, itd. sprawiło, że zrobienie róż z tej samej ilości ciasta, z jakiej zwykle robię faworki zajęło mi znacznie więcej czasu. Choć z drugiej strony, trzeba przyznać, że róże prezentują się bardzo okazale i elegancko. Summa summarum, warte były zrobienia i spróbowania. Warte są inwestycji czasowej, gdy zależy nam na szczególnym deserze. 



Print Friendly and PDF

December 31, 2012

Faworki

Po fracusku, faveur  oznacza przychylność czy też życzliwość. Ale w dawnych czasach tak nazywano kokardkę, jaką wybranka serca przypinała swojemu rycerzowi. W końcu był jej faworytem! 😉 I zapewne stąd wzięła się nazwa faworków - cienkich kruchych ciasteczek w kształcie kokardek, smażonych na tłuszczu. Z kolei ich druga nazwa - chrust czy też chruściki pochodzi od białoruskiego słowa "chrustać" czyli chrupać.  
Faworki kojarzą mi się z Sylwestrem, Nowym Rokiem, karnawałem i moją teściową, która zawsze robiła pyszne faworki. Już w czasach, kiedy jeszcze nie była moją teściową, zawsze chętnie korzystałam z tego, bo moja mama nie robiła faworków. Znaczy raz zrobiła, ale nie wyszły jej najlepiej, mimo iż się starała. Były grube i kołkowate, czyli miały wadozaletę, że się nie kruszyły i w całości trafiały do buzi. Tyle, że w faworkach nie o to chodzi. Teresa, nasza zaadoptowana ciocia, też "trzaskała" górę faworków nie wiadomo kiedy. I były pyszne - kruchutkie, delikatne - po prostu marzenie, jak to mówiła!


Co tu ukrywać, faworki wymagają trochę pracy, ale warte są tego wysiłku. Najlepiej się robi je w dwie osoby – wtedy jedna wałkuje i wycina faworki, a druga przekłada, smaży i układa na półmiskach. Ale w jedną osobę też spokojnie można je zrobić.  Dobrze zrobione faworki są tak cieniutkie i kruche, że często z trudem można je donieść z talerza do buzi. Pamiętam, jak kiedyś zaproponowaliśmy teściowej skorzystanie z naszej włoskiej maszynki do makaronu. Miała przed sobą do zrobienia furę faworków. Ale nie chciała, bo lubiła robić je jak zawsze. Co to znaczy? Na stole w kuchni miała ceratę. Na tym właśnie stole z ceratą wałkowała faworki. Kiedy przez ciasto było widać wzorek, można było wykrawać faworki. Jej były idealne - dokładnie takie jak powinny być. Rzec by można wzorcowe. Naszą maszynką, z mniejszym wysiłkiem, osiągaliśmy dokładnie taki sam efekt. 

Faworki zawsze zachwycały naszych amerykańskich znajomych. Moja sąsiadka z Lexington, nobliwa starsza pani, Mrs. Johnson, nie mogła się nadziwić ich delikatności i tego jaki mają kształt. Zrobiły na niej piorunujące wrażenie! 

Print Friendly and PDF