Showing posts with label obiad. Show all posts
Showing posts with label obiad. Show all posts

June 22, 2026

Placuszki jogurtowe z truskawkami

Ach co to był za obiad! A wszystko dzięki placuszkom jogurtowym, które jedliśmy już wiele razy z najróżniejszymi owocami letnimi - wiśniami i czereśniami, brzoskwiniami i ze śliwkami. Są świetnym daniem na lekki, letni obiad w upalne dni, gdy na niewiele co ma się ochotę. Truskawkom, mimo iż są delikatniejsze niż inne używane w placuszkach owoce, zupełnie nie szkodzi smażenie, a sos truskawkowy jest wspaniałym dopełnieniem całości. Oczywiście można też użyć zwykłej śmietany, ale czemu nie rozkoszować się truskawkami w każdej postaci! 


Print Friendly and PDF

April 03, 2026

Marchewka glazurowana

Nawet nie wiem jakim cudem ten przepis jeszcze tu się nie znalazł, bo marchewkę glazurowaną znam rzec by można tak długo, że hoho, albo i nawet dłużej. Pierwszy raz zetknęłam się z nią dzięki wspominanej wielokrotnie Kulinarnej Encyklopedii Świata, w tomie poświęconym kuchni francuskiej. Robi się ją szybko, bo jest to bardzo prosty przepis. 



Print Friendly and PDF

January 09, 2026

Aligot

Aligot było jedną z pierwszych potraw z kuchni francuskiej jakie zrobiłam. Jeszcze przed ślubem zaczęliśmy zbierać książki z cyklu Encyklopedia Kulinarna, a w niej jako jedne z pierwszych tomów pojawiły się dwie książeczki poświęcone kuchni francuskiej. Mało ją wtedy znaliśmy, bo w Warszawie nie za bardzo można było znaleźć francuskie restauracje, a wyjazdy do Francji jeszcze nie za bardzo wchodziły w rachubę; Europa i świat dopiero się przed nami otwierały. Kiedyś na obiad zaprosiliśmy rodziców i podaliśmy dwa rodzaje kartofli z kuchni francuskiej, w tym właśnie aligot. Pamiętam jak mój teść, który nie lubił "paciaj karotflanych", z wielką rezerwą przyjął na talerze ociupinkę aligot, by po chwili już brać dokładkę. Ponieważ nie jest to lekkie danie, w pewnym momencie przestałam je robić, ale przypomniały mi się przy okazji wizyty w .... Nebrasce, kiedy to do steków podano właśnie aligot, a potem w Vancouver, BC, w czasie wycieczki kulinarnej po tym mieście.  No i zrobiłam je ponownie. Są uzależniająco pyszne, dlatego trzeba z nimi uważać. Ale warte są grzechu i dodatkowego spaceru, by spalić kalorie. Jeśli uważacie kartofle za comfort food, to aligot wskoczy na pierwsze miejsca listy takich potraw. 😉

Print Friendly and PDF

December 19, 2025

Ryba smażona w panierce

Najlepszą rybę robiła oczywiście Babcia Regina. To mój niedościgły wzór do naśladowania w kuchni. Nikt nie umiał tak gotować jak ona. Była absolutną mistrzynią. Co piątek przychodziłam do niej na obiad po szkole. Była ryba lub placki z jabłkami. Może były i inne dania, ale te jakoś mi się kojarzą z piątkami u niej. Babcia nigdy nie narzekała na ryby. No może tylko na karpia cuchnącego mułem, ale to tylko takiego karpia giganta. Sama nawet nie spojrzała w jego stronę, więc nawet i karp był u niej dobry. Mówiła, że musi być nie większy niż 1.2 - 1.3 kilograma. Inaczej właśnie zalatuje mułem. Na co dzień, czy też na co piątek, były inne ryby - dorsz, błękitek, mintaj. Tego ostatniego bardzo lubiła, więc kiedy udało mi się go odkryć tutaj, to aż podskoczyłam z radości. . Zawsze był super usmażony, z chrupiącą panierką. Do tego często była kapusta kiszona, kupowana u jej pani, pod Halą Mirowską. Babcia gromadziła tę kapustę póki mogła wyjść, by zimą nie ryzykowała wywrotki na śliskim chodniku. Obiad prosty, ale pyszny. Może dlatego, że było w nim tyle babcinego serca.... Zawsze kiedy smażę rybę wspominam te piątki u Babci. Szkoda, że nie da się cofnąć czasu, choćby ten jeden raz. 

Print Friendly and PDF

October 24, 2025

Leniwe pierogi z karmelizowanymi śliwkami

Są u Was jeszcze śliwki? U mnie tak - specjalnie zachowane, może nie na czarną godzinę, ale przechowane w lodówce na przedłużenie lata. W jesienne deszczowe dni rozgrzewają serce i żołądek. 😉 W wersji z leniwymi kluskami, stały się przepysznym obiadem - takim comfort food na październikowe czy nawet listopadowe czasy. Już same karmelizowane śliwki to moja słabość - mogłabym je jeść codziennie i dodawać do niemal wszystkiego. Moje ulubione leniwe to takie delikatne, leciutkie, z jak najmniejszą ilością mąki. Po ugotowaniu ich, od razu okładam je ze śliwkami - czy to na patelni, na której je karmelizowałam czy to na talerzu. Kluski są dosłownie obtoczone w sosie śliwkowym. Całość kolorowa i lekka, a przede wszystkim przepyszna. 

Print Friendly and PDF

August 17, 2025

Placuszki jogurtowe z brzoskwiniami

Powoli kończą się czereśnie, a ich miejsce zajęły brzoskwinie. A tych nigdy dość. Nie dość że u nas, te lokalne są po prostu przepyszne na surowo, to jeszcze w każdej postaci w jakiej je jedliśmy. Dobrze, że sezon brzoskwiniowy jest na tyle długi, że można się nimi prawdziwie nacieszyć i najeść, bo te przywożone z daleka i te mrożone, to już nie to samo. Albo może my jesteśmy tak rozpaskudzeni....

Placuszki jogurtowe, ostatni hit na owocowe danie w naszym domu, są świetne nie tylko z wiśniami, ale i właśnie z brzoskwiniami. Kiedyś już robiłam placki z brzoskwiniami - takie jak te, które robię zawsze z jabłkami. Były smaczne, jednak muszę przyznać, że jogurtowe placuszki są delikatniejsze i sprawdzają się znacznie lepiej z delikatnymi brzoskwiniami. 

Print Friendly and PDF

April 28, 2025

Klopsiki z łososia w sosie koperkowym

Kiedyś wszelkiego rodzaju dania z mielonego mięsa lub mielonej ryby uważano za coś gorszego. Pokutowało przekonanie, iż w mielonym przemyca się podrzędne gatunki mięsa i wszelkie najgorsze odpady. Tymczasem wcale tak nie musi być i pulpeciki czy kotlety mielone mogą być pyszne - zwłaszcza, kiedy są robione w domu. Kiedy dostaliśmy większą porcję łososia, w pewnym momencie mieliśmy go na tyle dosyć w postaci łososia pieczonego, w zupie czy smażonego, że nadszedł czas na coś naprawdę innego. Pulpety! Z łososia, z dużą ilością   koperku. Sprawdziły się doskonale. Dodatek skórki i odrobiny soku z cytryny do sosu świetnie przełamuje jego niewyróżniający się smak - wszak rybę często podaje się w towarzystwie cytryny, więc ta kombinacja nie powinna dziwić. 

Print Friendly and PDF

February 13, 2025

Dynia makaronowa z sosem orzechowym

Dynia makaronowa (spaghetti squash) nie jest nam obca. Często jadamy ją, jako alternatywę makaronu, z sosem pomidorowym lub bolognese. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do takiej kombinacji, ale przekonałam się dość szybko, że naprawdę można najeść się i to bardzo dobrze! Tym razem danie z gatunku lepiej smakuje niż się prezentuje, czyli z dynia makaronowa z sosem z orzeszków ziemnych. Sos niestety dość dobrze zlewa się z dynią, przez co nie widać go dobrze, ale smakowo była to świetna kombinacja. Dodatkowe orzeszki, lekko podprażone, dodawały potrzebnego całości chrupiącego twista, a świeże liście mięty nie tylko ubarwiały wizualnie to danie, ale i nadawały świeżego posmaku. 

Print Friendly and PDF

October 04, 2024

Krokiety z kapustą i grzybami

Takie krokiety są dobre o każdej porze roku.  No może z wyjątkiem lata, kiedy jest gorąco i chętniej sięga się po lżejsze dania. Kiedyś żartowałam, że nadchodzi taki dzień, kiedy na dworze jest ciemno, gdy wychodzę po zakupach z Costco.😉  To dzień gdy zauważam, że lato się skończyło. I wtedy okazuje się, że nadszedł moment, kiedy ciepłe zupy znowu smakują, a te letnie dania już nie wystarczają na obiad, bo chcemy zjeść coś konkretniejszego. I wtedy właśnie można zacząć robić takie właśnie krokiety. Do farszu można użyć nie tylko pieczarki, ale i inne grzyby - hodowlane lub leśne. Nadadzą się też i grzyby suszone, wcześniej namoczone. 

Print Friendly and PDF

April 25, 2024

Uzbecki plov

Po przeczytaniu książki "Może (morze) wróci" Bartka Sabeli o jego podróży do Uzbekistanu, nabiera się niesłychanej ochoty na to, by odwiedzić ten kraj i pojechać jego śladami. Taszkent, Samarkanda czy Buchara są przepięknie opisane. Tak, widać w nich ślady czasów niekoniecznie najlepszych dla Uzbekistanu, jak choćby właśnie kwestia zniszczenia Morza Aralskiego (a właściwie Jeziora Aralskiego), ale nadal można zobaczyć tu przepiękne miejsca, takie jak medresy, pałace czy twierdze. Wszak Uzbekistan leżał na Jedwabnym Szlaku. Zwiedzając nie można pominąć bogato zdobionego mauzoleum Pahlawana Mahmuda, pałacu Kolon, meczetu i medresu Mir-i-Arab, medres Uług Bega, Szir Dar, Tillja Kari, meczetu Bibi Chanum i wielu, wielu innych. Oglądając je zapewne można się poczuć, jakby przeszło się do w tajemniczy sposób do krainy Baśni tysiąca i jednej nocy. Opisy autora "Może (morze) wróci" są tak barwne i szczegółowe, że dosłownie się widzi oczyma wyobraźni to o czym się czyta.

Według Sabeli, lokalne bazary są równie warte zwiedzenia i skosztowania różnych specjałów kulinarnych - od świeżych warzyw i owoców poczynając, a na prostych potrawach kończąc. Takim właśnie zwykłym miejscom, jak i prostym ludziom autor poświęca sporo miejsca w swojej książce. A że zdaje się mieć łatwość nawiązywania kontaktów, to zdecydowanie mu to pomaga w podróży. Ku mojemu lekkiemu zdziwieniu, również i pochodzenie z Polski pozwala Sabeli  nawiązać znajomości w najmniej spodziewanych miejscach i momentach. Kilkukrotnie jego rozmówcy znali Polskę z .... pobytu w niej jako żołnierze w czasach, gdy w Polsce stacjonowała armia sowiecka. No tak - wtedy Uzbekistan nie był niezależnym krajem, a republiką, a to oznaczało podporządkowanie i wspólną armię. Z kolei kiedy spojrzymy na historię okresu II wojny światowej, zrozumiemy czemu Polacy są tu znani.
 Wielu z nich trafiło do Uzbekistanu w czasie wojny z powodu przymusowych przesiedleń oraz zsyłek karnych do łagrów. Nieco później, to właśnie przez Uzbekistan Andres wyprowadził ze Związku Sowieckiego dopiero co stworzoną armię, a z nią również i cywilów. W marcu i sierpniu 1942 roku, z ZSRR do Iranu przez Uzbekistan i Turkmenistan  przedostały się 116 tys. 543 osoby - i dorośli, i dzieci - około 10% Polaków wywiezionych do ZSRR po 17 września 1939 roku. Praktycznie wszyscy byli wygłodzeni i schorowani, wymagający opieki. Zarówno stan fizyczny, ciężka, by nie powiedzieć niewolnicza, praca i ogólne warunki na zesłaniu, a także trudny klimat sprawiły, że w Uzbekistanie zmarło wielu Polaków, którzy znaleźli się w tym kraju - czy to na zesłaniu, czy też później w czasie przemarszu armii Andersa w kierunku Iranu. Dlatego też znajduje się tu blisko 20 cmentarzy polskich, którymi do dzisiaj opiekują się nie tylko Polacy, ale i Uzbekowie. Ale Uzbekistan to nie tylko tragiczne dzieje - Polacy doświadczyli też ogromnej życzliwości i gościnności  od rdzennych Uzbeków, którzy mimo swojej biedy, dzielili się z nimi czym mogli. Stąd też można znaleźć tu także i tablice pamiątkowe wdzięczności narodu polskiego dla narodu uzbeckiego za życzliwe przyjęcie w czasie II wojny światowej. Tablice wmurowane są na przykład przy pomniku upamiętniającym Polaków zmarłych w Uzbekistanie w 1942 roku na cmentarzu w Taszkencie. I choć nie jest to nowa książka (wydano ją w 2013 r.), bardzo "Może (morze) wróci", bo wiele się z niej można dowiedzieć i zobaczyć na pięknych fotografiach i rysunkach autora. A jeśli ktoś ma ochotę dowiedzieć się więcej, polecam i inne materiały, w tym filmy dokumentalne, jak choćby niedawno powstały "Ślady odciśnięte w kamieniach". 

Ale wróćmy do przepisu na plov, bo przecież do tego zmierzałam od początku.😉 Kiedy czyta się takie książki jak "Może (morze) wróci", nie sposób nie zapragnąć spróbować czegoś z kuchni danego kraju. Przynajmniej ja tak mam, zwłaszcza, gdy nic nie wskazuje na to, bym dała radę odwiedzić Uzbekistan w najbliższym czasie. Stąd właśnie plov, czyli uzbecka wersja pilawu. Co prawda w książce Sabeli nie ma przepisu na plov, a nawet chyba nie jest wspomniany, ale właśnie to danie bardzo mi się kojarzy z Uzbekistanem z różnych imprez międzynarodowych. Stąd też postanowiłam powrócić do niego w tej właśnie formie. 


Print Friendly and PDF

January 18, 2024

Owoce morza w sosie czosnkowym

Krewetki w różnych sosach, serwowane z ryżem, makaronem czy nawet tylko ze świeżym pieczywem są po prostu świetnym daniem. Sosy były i pikantne, i delikatniejsze, i bardziej zawiesiste od dodanej śmietany, i delikatniejsze, bez dodatku śmietany. Owoce morza w sosie czosnkowym (mariscos al ajillo) to świetne i szybkie w przygotowaniu danie, które można przygotować w najróżniejszy sposób, używając takich składników/owoców morza, jakie najbardziej lubimy. Można wykorzystać też resztki mięsa homara, wcześniej upieczonego lub grillowanego, ośmiorniczki, małże. Wszystko zależy od nas, naszych preferencji smakowych i dostępności produktów. Sos jest tak pyszny, że warto mieć coś co pomoże nam go zjeść do ostatniej kropelki - makaron lub np. świeży chleb/bagietkę. Ja podałam z ryżem smażonym z warzywami, wzbogacony tartym kalafiorem (riced cauliflower) i świeżo upieczonymi bułeczkami czosnkowymi

Print Friendly and PDF

November 05, 2023

Jagnięcina pieczona

Całymi latami słyszałam o tym jak okropnym mięsem jest baranina, ze względu na tłuszcz. I kiedy byłam w Norwegii, miałam okazję potwierdzić te opinie. U farmera, u którego pracowałam, podano kiedyś baraninę. Była wstrętna - otoczona grubą warstwą tłuszczu, o nieprzyjemnym zapachu. Nawet nie jedząc go, miałam trudność z jedzeniem mięsa. Uznałam, że nigdy więcej nie dam się namówić na baraninę. Potem instruowano mnie, że jak się odpowiednio ją przerobi, zamarynuje, natrze ziołami i odczyni różne inne egzorcyzmy kulinarne nad nią, to robi się dobra, ale jakiś ciężko było mi w to uwierzyć. Minęły lata, w czasie których zostałam przekonana do wątróbki przy pomocy delikatnych wątróbek cielęcych, które były nieporównywalnie smaczniejsze od tych wołowych. Sprawiły, że choć nadal nie byłam fanką wątróbki, to stała się ona dla mnie jadalna i to bez większego bólu.  Kiedy więc zobaczyłam w sklepie pucki z jagnięciny, przemyślałam sprawę. Niejako przez analogię do wątróbki wołowej i cielęcej, uznałam, że baranina ma się do jagnięciny  jak wołowina do cielęciny, więc można dać jej szansę. I faktycznie tak jest. Jagnięcina, podobnie jak cielęcina, jest delikatnym mięsem w niczym nie przypominającym wersji starszej, czyli baraniny. Od tej pory niejednokrotnie piekłam całe pucki jagnięce, którymi wszyscy się zajadali - czy to w postaci pieczeni do obiadu czy to zimnym mięsem na kanapkach.

Print Friendly and PDF

November 03, 2023

Gołąbki bez zawijania i bez ryżu

Nie będę kryć, że gołąbki bez zawijania przywołują skojarzenia z memami, które pojawiają się czasem w mediach społecznościowych - lodów czy ciastek bez jajek, cukru, laktozy, glutenu, kalorii itd. Ale w sumie mamy przecież leniwe pierogi, więc czemu i nie leniwe gołąbki? Choć akurat takie obskubane gołąbki bez zawijania bardziej przypominają oryginalne niż leniwe pierogi przypominają pierogi z serem. Kiedyś takie gołąbki były sposobem na przemycenie kapusty, pracowicie zdejmowanej z gołąbków przez dzieci. Wmieszana w masę gołąbkową zupełnie im nie przeszkadzała! Wcinały je ze smakiem, nie zdając sobie sprawy, że jedzą i kapustę. 😉 Z czasem panny dorosły i do kapusty, i teraz takie obskubane gołąbki bez zawijania są robione dla smaku. Te są wybitnie delikatne. Zrobione zostały wykorzystując resztki kapusty z gołąbków z kaszą i kartoflami. Zawsze powstaje dylemat jak ją zużyć - zwykle gołąbkom towarzyszą łazanki. Ostatnio robiłam kapustę z grzybami, a to kolejny sposób. Na delikatność wpłynęło także dodanie tartego kalafiora  zamiast ryżu. Tradycyjnie też były zrobione z mielonego mięsa z indyka, co już samo w sobie wpływa na ich delikatność, a tu dodatkowo pozwoliło się wybić smakom warzyw. Przyznam, że ostateczny efekt mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. 

Print Friendly and PDF

June 25, 2023

Jajka-słoneczka za chmurką

Dawno temu, kiedy dzieci były małe, taką nazwą zostały okrzyknięte jajka sadzone, smażone w taki sposób, by na żółtku wytworzyła się biała "chmurka". I tak już zostało. Kiedy przychodził moment decyzji jakie jajka będziemy jeść, zawsze odróżniały jajka słoneczka od jajek słoneczek za chmurką. Przy ich smażeniu ważne jest to, by żółtka nie ścięły się w środku i nadal smakowały jak klasyczne sadzone. Podane w towarzystwie letnich pomidorów i młodych kartofli oraz maślanki czy białego chłodniku lub chłodniku z ogórków małosolnych są świetną propozycją lekkiego obiadu na upalne letnie dni. 

Print Friendly and PDF

February 26, 2023

Naleśniki Suzette

 Już dość tych szarości - deszczu i pochmurnych dni. Korzystamy z urodzaju cytrusów jaki nastał i serwujemy francuski klasyk! Naleśniki Suzette! Nieodmiennie kojarzą mi się ze wspomnianymi już wcześniej książeczkami Encyklopedia Kulinarna, wydanymi wiele lat temu przez wydawnictwo Tenten. Jaki to był powiew odmiany! Dopiero wychodziliśmy z ponurych czasów komunizmu, gdy na rynku pojawiły się pierwsze książeczki z tej serii. Oferowały takie inne przepisy. Kuchnia francuska miała dwa tomy. Wtedy, w 1990 czy 1991 roku nie było tak łatwo zdobyć przepisy na dania z innych kuchni świata. Nie było też wielu produktów by wykonać przepisy, ale akurat na naleśniki Suzette było wszystko. Jakie one były dobre - delikatne, z samym sosem.... Od razu mi przypadły do gustu! Ile razy zdarzyło mi się je zjeść w jakieś francuskiej knajpce, tyle razy przekonywałam się, że tamte pierwsze, zrobione w domu według przepisu z książeczki Encyklopedia Kulinarna: Kuchnia Francuska wcale nie były gorsze. Dlatego pozostaję wierna temu przepisowi i nawet po latach, kiedy mam dostęp do najróżniejszych przepisów, korzystam z tego "mojego". Czasem, kiedy nachodzi mnie chandra, mam ochotę przegonić ją takimi wesołymi smakami naleśników Suzette. A więc zimowe smutki precz! 

Print Friendly and PDF

July 15, 2022

Makaron z sosem truskawkowym i truskawkami

Makaron z truskawkami to chyba naprawdę - obok pierogów czy gołąbków - nasze narodowe danie letnie. 😉 Nawet powstają o nim memy, i to wcale niekoniecznie tylko polskie! Coś w tym więc musi być. 

W dzisiejszych czasach taki obiad budzi u niektórych kontrowersje i wywołuje dyskusje - że niezdrowy, bo tyle węglowodanów, że bezwartościowy, i tak dalej..... Ale czy warto nawet wdawać się w takie dyskusje? Jak komuś nie pasuje to można nie jeść, a ci, dla których jest to danie-smak dzieciństwa, mogą sobie raz na jakiś czas zafundować taki obiad czy podwieczorek bez większego uszczerbku dla zdrowia, a zdecydowanie z pożytkiem dla nastroju. 😉

Ta wersja jest nieco inna od tego co przygotowywała Babcia. U Babci makaron był polany śmietaną i posypany dużą ilością truskawek. Tutaj, śmietana jest częściowo wymieszana z rozgniecionymi truskawkami, tworząc sos. Na wierzchu oczywiście jest dużo truskawek. Przepis nie ma ustalonych proporcji - wszystko zależy od tego ile osób chce jeść, jak gęstą, słodką i truskawkową śmietanę lubimy oraz ile truskawek chcemy dodać - zjeść.

Print Friendly and PDF

August 11, 2021

Briam

Pozostając przy smakach a la ratatouille, a przede wszystkim z dostępu do warzyw - świeżych, młodych, lokalnych, a często nawet uprawianych w ogródkach, postanowiłyśmy wypróbować briam (Μπριάμ). Jedni mówią na to greckie lecso, inni greckie ratatouille. I jedni i drudzy mają w tym wiele racji. Niewątpliwie to ciekawa smakowo propozycja na letni obiad lub dodatek, która pokazuje jak z bardzo prostych składników można zrobić wspaniałe danie, pełne smaku wyłaniającego się z poszczególnych warzyw, a jednocześnie z ich całej mieszanki jednocześnie. No i przy okazji naprawdę szybkie i niekłopotliwe w przygotowaniu danie. 
Briam należy do grupy dań nazywanej przez Greków "ladera", czyli przygotowanych wyłącznie z dodatkiem oliwy z oliwek. Warto więc użyć dobrej jakościowo oliwy, bo potrzebnej jest jej sporo. 
Grecy jedzą briam z dodatkiem fety i dużej ilości pieczywa. U nas była to świeżutka foccacia. Obiad perfekcyjny! Można też podawać briam jako dodatek do innych dań, w tym mięsnych. 
Print Friendly and PDF

July 23, 2021

Ratatouille

Sobotni wieczór. Filmowy wieczór rodzinny i film Ratatouille. Dlaczego ten? Bo właśnie przyjaciółka mi przypadkowo uświadomiła, że w sumie nigdy go nie widziałam. Czemu więc nie zrelaksować się przy takim filmie. Jak to bywa przy filmach o jedzeniu, nawet przerysowanych kreskówkach, człowiek robi się głodny i zaczyna myśleć o tym co by tu zjeść. No i wymyśliliśmy, że zjemy ratatouille. Zaczęłam się dokształcać, dzięki czemu dowiedziałam się, że ratatouille robi się w różny sposób. Myślę, że to oryginalne, uznawane za jedzenie biednych, było robione jak ratatouille nicejskie, czyli w warzywa były razem gotowane niczym potrawka. Tak zresztą wspomina je okropny krytyk w filmie Ratatouille - to gotowane przez jego mamę było niedościgłym wzorem, a szczurek Remy sprawił, że wróciły wspomnienia, pomimo, że podał swoje w iście mistrzowski sposób - plasterki warzyw, otoczone sosem. Ratatouille, jest relatywnie "młodą" potrawą - pierwsze wzmianki o niej wywodzą się z XIX w. Oczywiście z czasem przepis ewoluował i zaczęły się w nim pojawiać różne przyprawy, których wcześniej nie było - ot, jak choćby zioła prowansalskie. Ratatouille ma też odpowiedniki w innych kuchniach: pisto (Hiszpania), samfaina (Katalonia), tombet (Majorka), ciambotta, caponata i peperonata (Włochy, Tunezja), briám i tourloú (Grecja), şakşuka i türlü (Turcja), ajapsandali (Gruzja), lecsó (Węgry), ghiveci (Rumunia) czy zaalouk (Maroko). Moja wersja bardziej przypomina confit bayaldi, z racji ułożenia, choć nie do końca nim jest. Puryści kulinarni pewnie nie zgodzili by się ze mną - jeśli wierzyć encyklopedii kulinarnej Larousse Gastronomique, prawdziwe ratatouille składa się z warzyw osobno gotowanych, a dopiero w ostatniej fazie łączonych, by powstała potrawa o kremowej konsystencji. No cóż - może to i profanacja, ale nasze ratatouille, robione nieco na wyczucie, wyszło bardzo smaczne i momentalnie zniknęło z talerzy. Bardzo mnie to ucieszyło, bo początkowo, patrząc na maleńkie porcje nakładane przez wszystkich, myślałam, że czeka mnie kilka resztkowych lunchy. Tymczasem, nie została nawet kropelka sosu.  Print Friendly and PDF

July 14, 2021

Pierogi z wiśniami i czereśniami

Nawet nie wiedziałam, że jest taki dzień - Dzień Owoców Sezonowych! Owoców, które najbardziej lubię, bo mają ten niezapomniany smak i zapach. Pamiętam jak zachwycałam się kiedyś, że w zimie można kupić truskawki i opowiadałam o tym Babci. Ona też nie mogła się nadziwić. Ale szybko przekonałam się, że nie smakują one tak jak te sezonowe, lokalne truskawki. Staram się więc pewne owoce kupować przede wszystkim w sezonie. Najlepiej od lokalnych producentów. I nieodmiennie rozkoszuję się ich smakiem! Jeszcze do niedawna wiśnie były u nas rzadkością. Przez wiele lat ich w ogóle nie można było dostać. Ale za to czereśnie .... Każdy gość zachwycał się ich smakiem i dorodnością. Nawet największe wybredne osobniki, kręcinosy i narzekajła nie mogły się nachwalić czereśni. Robiłam z nich wszystko co w Polsce robiło się z czereśni - konfitury, nalewki, kompoty. A w sezonie pożeraliśmy tony świeżych czereśni. Za wiśniami tak bardzo nie tęskniłam, bo jaki dziecko nie przepadałam za nimi. Choć czasem przydałyby się do tego czy innego dania. Ostatnio jednak, chyba pod wpływem najeźdźców z Europy, zaczęły pojawiać się wiśnie. Może nie w sklepach, ale w sklepach rosyjskich, targach farmerskich, a także bezpośrednio u farmerów, do kupienia na pudła. 
I tak też zaczęłam kupować. Zwykle w połowie tygodnia dostaję email z zapytaniem o zamówienie, a w niedzielę odstaję dłuższą lub krótszą kolejkę, zwykle wśród Rosjan po odbiór dóbr owocowych prosto z ciężarówki. Kiedy więc w domu miałam sporą porcyjkę wiśni i czereśni, na dworzu temperatury biły wszelkie rekordy i przekraczały 109F /43 C, a w domu siedziała gromadka młodzieży o międzynarodowych korzeniach, zgromadzonej na maraton filmowy, naturalne wydało mi się zrobienie na obiad czegoś lekkiego i co wszystkim przypadnie do gustu. Wybór padł na pierogi z wiśniami. Potem doszłam do wniosku, że kwaśne owoce niekoniecznie mogą wszystkim smakować, więc użyłam mieszanki wiśni i czereśni. Pierogów zeszła obłędna ilość, zwłaszcza, że i do nas dorosłych wpadły psiapsiółki chroniące się przed upałem. Każdy jadł jak chciał - bez śmietany, by rozkoszować się i nadzieniem, i ciastem na pierogi, ze śmietaną, z bitą śmietaną, z cukrem i ze śmietaną, posypaną jeszcze dodatkowym cukrem. Pod wieczór moje dziecko kręciło się po kuchni sprawdzając czy "przypadkiem może nie uchowały się gdzieś jakieś pierogi...." 😉 I planowało od razu powtórkę takiego pycha obiadu. 

Print Friendly and PDF

June 30, 2021

Makaron z truskawkami i śmietaną

Takiego sezonu truskawek to nie pamiętam. Jest ich tyle, że nie dość iż mamy pomrożone na zapas do smoothie, to jeszcze jem ich tony! Aż dziw, że nie zmieniłam się jeszcze w truskawkę. 😉  Za każdym razem myślę, że to już ostatnie kupuję, by po dwóch dniach okazało się, że jeszcze nie! Bardzo mi to odpowiada, bo sezonowe lokalne truskawki są po prostu przepyszne!!!!! Przy upałach jakie mamy, najlepsze są lekkie posiłki, więc truskawki idealnie się przydają. A przy okazji można bez wyrzutów pojeść sobie takiego comfort food rodem z dzieciństwa.  I znowu przypomina mi się Babcia, u której jadałam makaron z truskawkami. Babcia wiedziała co lubimy i wszystkim nam podsuwała pod nosek takie dania. A przy tym, w jej małym, latem okropnie rozgrzanym mieszkaniu, z maleńką kuchnią bez okna, był to bardzo praktyczny sposób nakarmienia odwiedzających ją głodomorów. 

Przepis nie ma ustalonych proporcji - wszystko zależy od tego ile osób chce jeść, jak gęstą i słodką śmietanę lubimy oraz ile truskawek chcemy dodać. 

Print Friendly and PDF