Showing posts with label podróże kulinarne. Show all posts
Showing posts with label podróże kulinarne. Show all posts

March 15, 2026

#20 Podróże kulinarne - Spacer po Barcelonie śladami Carlosa Ruiz Zafona

Pamiętam jak bardzo chciałam pojechać do Hiszpanii po przeczytaniu "Most nad rwącą rzeką" Stanisławy Fleszarowej-Muskat. Był okres, że uwielbiałam tę książkę; miała w sobie to coś. Może to, że działa się współcześnie dzięki czemu mogłam się do niej odnieść, a nie traktować jako czystą abstrakcję. Ale przez wiele lat nie dane mi było zwiedzić Hiszpanię. Nigdy nie była po drodze do Polski.  Po latach na rynku księgarskim pojawił się Carlos Ruiz Zafón i jego książki z cyklu Cmentarza zapomnianych książek. Ta seria momentalnie wciągnęła mnie. Kiedy przeczytałam "Cień wiatru" i "Gra Anioła" chęć odwiedzenia Hiszpanii zawitała ponownie i to ze zwielokrotnioną mocą. Chciałam pojechać do Barcelony i przejść się śladami bohaterów i skosztować jedzenia, które jadła Alicja Gris. 

Print Friendly and PDF

February 15, 2026

#19 Podróże kulinarne - Amsterdam i oliebollen

Przez wiele lat marzyłam by odwiedzić Holandię. Na podstawie tego co czytałam o niej kojarzyła mi się z fajnym krajem. Żeby było śmieszniej, latałam do Polski przez Amsterdam od czasu kiedy przeprowadziłam się w okolice Seattle, ale nigdy nie miałam okazji wyjść z lotniska. Skądinąd bardzo lubiłam je - piękne, jasne, przestronne. Kiedyś nawet miało masę atrakcji piłkarskich z racji rozgrywek Euro. Ale przez lata to było wszystko, jeśli chodzi o Holandię. Aż w końcu udało się i polecieliśmy do Holandii. Nawet nie po drodze ze Stanów, a po prostu celowo w czasie jednej z wizyt w Polsce.  Print Friendly and PDF

June 28, 2025

#18 Podróże kulinarne - polskie smaki, czyli gdzie można dobrze zjeść (część 10) - Bary mleczne w Warszawie

Kiedy w 1896 r. przy ulicy Nowy Świat w Warszawie powstał pierwszy bar pod nazwą Mleczarnia Nadświdrzańska, jego właścicielowi Stanisławowi Dłużewskiemu zapewne nie przyszło do głowy, że dwa wieki później, bary mleczne nie tylko będą nadal istniały, ale wręcz przeżywały swój renesans. Pierwszy bar mleczny miał świetną lokalizację i ogródek, a jego właściciel był ziemianinem,  przedsiębiorcą rolnym i - co nie dziwi - hodowcą krów. Zasadniczym celem baru było serwowanie tanich posiłków opartych o mleko, jajka i mąkę. W tym sensie obecne bary mleczne są inne, bo spokojnie można w nich zjeść dania mięsne. Pierwszy bar mleczny okazał się być świetnym pomysłem i już wkrótce powstało ich mnóstwo na terenie całej Polski. Po I wojnie światowej działalność barów dość ostro regulowało państwo, by zapobiegać marnotrawstwu jedzenia, zawyżaniu cen czy oszukiwaniu klientów. Zarówno ceny jak i receptury na serwowane w barach dania miały pozwolić biedniejszym ludziom na zjedzenie pożywnych posiłków.

W latach młodości nie byłam częstą bywalczynią barów mlecznych. Nie cieszyły się one w środowisku studenckim dobrą opinią. Prześmiewcza scena z filmu "Miś" Stanisława Barei zrobiła swoje! Nawet jeśli była przejaskrawiona, a taka była, pokazywała je od najgorszej strony brudnych naczyń, podejrzanych klientów i małego wyboru dań. 😉 W czasach studenckich, sporadycznie zdarzało mi się zajrzeć do Baru Uniwersyteckiego obok Uniwersytetu Warszawskiego, zwanego potocznie barem Karaluch, ale przyznam, że nie miałam zbyt wielkiej motywacji do tego, bo prościej i zdecydowanie smaczniej było wpaść do babci. Czasami na jakichś wyjazdach też zdarzało mi się jadać w barach mlecznych, ale zasadniczo jeśli korzystałam z jedzenia poza domem, to były to raczej stołówki szkolne, choć nie mogę powiedzieć by wzbudzały one mój entuzjazm. O ile w pierwszej podstawówce lubiłam obiady szkolne i podwieczorki dawane dzieciom przebywającym w świetlicy, o tyle w kolejnych szkołach - delikatnie mówiąc - nie przepadałam za nimi. Jeśli tylko mogłam wymigiwałam się od jadania w nich obiadów, nawet kosztem niedojadania i udawania, że obiad zjadłam w szkole. Pamiętam, że kiedyś mama opowiedziała mi o tym, jak ona oszukiwała swoją mamę płacąc za  obiady stołówkowe, a kiedy dostała kwitek potwierdzający zapłatę, by pokazać go babci, rezygnowała z obiadów i dostawała zwrot pieniędzy. Nie wiem czy nie pomyślała, że w ten sposób podsuwa mi pomysł czy uważała, że nie zdobędę się na powtórkę, w każdym razie, w miarę szybko sprawdziłam czy tak się da. No i na pewien czas zakończyłam swoje stołówkowe katusze. Pamiętam, że powodem mojej ostatecznej rezygnacji był obrzydliwy ślimak znaleziony w sałacie. Nie pomogły przekonywania babci Ireny, że Francuzi uwielbiają ślimaki i płacą za nie krocie! Było to mój ostatni obiad w stołówce, bo następnego dnia wycofałam pozostałe na ten miesiąc pieniądze. Chyba potem zostałam za to oszustwo pokarana pierożkami garmażeryjnymi, które mama tak uwielbiała nam dawać na obiad. Dobrze, że można było podskoczyć do babci i dostać u niej coś pysznego. Tylko dzięki temu przetrwałam obiadową traumę dzieciństwa. 😉

Print Friendly and PDF

February 07, 2025

#17 Podróże kulinarne - polskie smaki, czyli gdzie można dobrze zjeść: Kraków (część 9)

Od dawna jeździłam do Krakowa. Pierwszą samodzielną podróż zaliczyłam mając 14 lat i trafiłam pod opiekę cioci Zosi. Ciocia była niezamężną, starszą panią z zasadami. Nie umiała gotować, więc żywiłyśmy się na mieście, najczęściej w stołówce w szkole, w której kiedyś ciocia pracowała lub restauracji Warszawianka.  Dopiero przy następnej wizycie, latem obiady jadałyśmy w domu. Po pierwsze ja już więcej umiałam zaoferować kulinarnie, a po drugie mając masę sezonowych warzyw i owoców łatwiej było przygotować jakiś lekki obiad na letnie upalne dni. Dzięki cioci Zosi poznałam wiele miejsc w Krakowie i polubiłam to miasto. To ciocia zabrała mnie do Jamy Michalikowej, i to z ciocią bywałam na kremówce u Noworolskiego. Z ciocią Zosią włóczyłam się po Krakowie - uliczkach, rynku, muzeach. Ciocia - jak na nauczycielkę przystało - chciała jak najwięcej mi pokazać, mimo iż trudno się jej już chodziło z racji wieku. Ciocia, pewnie z racji swojego zawodu, miała też dość dobry kontakt z młodzieżą więc szybko znalazłyśmy wspólny język, mimo różnicy wieku. W swoim kredensie, gdzie tłoczyły się śliczne filiżanki porcelanowe, w których ciocia podawała herbatę, od drugiego mojego pobytu stała i szklanka - dla Haneczki, bo ona woli szklanki. Tak mnie bowiem zawsze nazywała. Obie z ciocią Zosią lubiłyśmy czytać, więc któryś mój pobyt u niej stał się okazją nie tylko do wspólnych spacerów po Krakowie, ale i czytania tych samych książek, a potem rozmawiania o nich. Od tamtych dni minęło sporo czasu i niestety nie ma już, albo mi się tak wydaje, miejsc, które odwiedzałam z ciocią Zosią, jak choćby cukiernia z najlepszymi na świecie makaronikami. A może ja nie umiem jej znaleźć?
Print Friendly and PDF

October 12, 2024

#16 Podróże kulinarne - polskie smaki, czyli gdzie można dobrze zjeść: Soki (część 8)

Zawsze gdy przyjeżdżam do Polski, zachwycam się półkami jogurtów, maślanek i kefirów. Doszło do tego, że zaczęłam sobie robić notatki, które mi najbardziej smakują, bo przy tak bogatej ofercie, można się pogubić. Ale z kolei jeśli chodzi o soki owocowe, to niestety nie ma ich zbyt wielu. Większość soków przypomina bardziej napoje na bazie soku niż prawdziwe soki. Na sklepowych półkach można zobaczyć mnóstwo soków w najróżniejszych smakach. No właśnie! Na półkach. Większość soków jest tak właśnie sprzedawana - w kartonach czy butelkach stojących na półkach. W środku jest gorszy lub lepszy płyn sokopodobny. Masa soków ma jakieś niezidentyfikowane farfocle na dnie pudełka, a przede wszystkim mnóstwo cukru. Soki te mają niestety mało wspólnego z sokami, do których jestem przyzwyczajona, nawet jeśli piję ich mało.
 
Print Friendly and PDF

September 16, 2024

#15 Podróże kulinarne - polskie smaki, czyli gdzie można dobrze zjeść: Na słodko (część 7)

Tym razem nieco inaczej, choć nadal pozostając w sferze kulinarnych podróży i recenzji odwiedzanych miejsc. Zazwyczaj będąc w Polsce chodzimy do restauracji, ale czasem zdarza nam się odwiedzić i cukiernie. W końcu po dobrych obiadach czy kolacjach należą się i dobre desery! Część moich odwiedzin wynikała z poleceń przez innych, a część z ciekawości, gdy dowiedziałam się o jakimś miejscu i chciałam je poznać. Zarówno ranking jagodzianek, z którym wiązało się odwiedzenie wielu cukierni, jak i odwiedziny w cukierniach znajdujących się z tych czy innych względów na mojej liście był prawdziwie fascynującą podróżą kulinarną, zwłaszcza, że przy okazji poznałam historię tych miejsc, niekoniecznie oczywistą. Dzielę się więc moimi refleksjami.
Print Friendly and PDF

September 04, 2024

#14 Podróże kulinarne - polskie smaki, czyli gdzie można dobrze zjeść po wegańsku (część 6)

W czasie pobytów w Warszawie, próbujemy jedzenia z różnych kuchni. Najbardziej odpowiadają mi wycieczki kulinarne do miejsc, które różnią się od tego, co można zjeść w Stanach. Chcę w pełni korzystać z tego, czego nie mam na co dzień. I choć będąc w domu możemy sobie odwiedzić różne wegańskie restauracje, to jednak trzeba przyznać, że różnią się one zdecydowanie od tego, co można zjeść w wegańskich restauracjach w Polsce. No i liczba  restauracji wegetariańskich, która jest prawdziwie imponująca. Kiedy kilka lat temu zobaczyłam artykuł plasujący Warszawę na liście wegańskich stolic świata, nie mogłam uwierzyć, że to możliwe. A jednak! Najwyraźniej nie doceniłam Warszawy, bo jest ich taki ogrom, że miałam problemy z wyborem. Dlatego z chęcią odwiedziłam kilka takich właśnie restauracji. 

Odwiedzanie wegańskich restauracji w Warszawie to żadna nowość dla nas, gdyż już wcześniej bywaliśmy w różnych miejscach mających mniej lub bardziej taki właśnie charakter. Świetnie wspominamy jedzenie w restauracji Tel Aviv, którą odwiedziliśmy kilka lat temu, co opisałam we wpisie o podróżach kulinarnych po Polsce (część 4). Testując jagodzianki miałam też okazję odkryć dwie cukiernie specjalizujące się w wypiekach wegańskich. Pierwsza to  cukiernia Eter całkowicie wegańska, serwująca wegańskie wypieki i kawy z dodatkiem roślinnych mlek i śmietanek. Druga to cukiernio-piekarnia Dej, oferująca wypieki tradycyjne i wegańskie. Cukiernie opisałam w moim rankingu jagodzianek. Dlatego też nie uwzględnię ich w tym wpisie, a chętnych do poznania mojej opinii zapraszam do odwiedzenia poprzednich wpisów. 😊

Print Friendly and PDF

August 19, 2024

#13 Podróże kulinarne - Portland

Chociaż może brzmi to dziwnie, Portland jest na tyle blisko, że ciężko do niego dojechać i spędzić tu dłuższy czas zwiedzając. No ale taka właśnie jest prawda. Niezliczone razy przejeżdżaliśmy przez Portland w drodze dokądś lub skądś.  Byłam też wPortland kilka razy - czy to na festiwalu tamtejszej Polonii, czy to na konferencjach, ale nigdy nie miałam okazji dobrze go zwiedzić, poza odwiedzeniem kilku miejsc. Było to jednak albo bardzo dawno temu, albo dość pośpiesznie i dlatego w końcu wybraliśmy się tutaj właśnie na zwiedzanie. I był to bardzo przyjemny weekend. Udało nam się zwiedzić wszystkie zaplanowane miejsca i kilka interesujących restauracji. 


Print Friendly and PDF

June 29, 2024

#12 Podróże kulinarne - Oh Canada!

Przyznam, że mam ogromną słabość i sentyment do Kanady. Wiele osób uważa ją za bardziej europejski kraj niż USA. I na pewno jest w tym trochę racji. Widać tu więcej wpływów francuskich  na kuchni. W Quebecu odnosi się wrażenie, że się jest we Francji, gdy francuski zdecydowanie jest tu pierwszym językiem. Nie ma jednak problemów z dogadaniem się, gdyż Kanadyjczycy momentalnie przechodzą na język angielski, gdy tylko dostrzegą choćby cień zakłopotania na twarzy rozmówcy. Każdy wyjazd tutaj kojarzy mi się ze wspaniale spędzonym czasem. A byliśmy w wielu miejscach i każdy wyjazd wykorzystaliśmy nie tylko na zwiedzanie, ale i na to, by nacieszyć się Kanadą od strony kulinarnej. A jest czym, bo trafialiśmy w ciekawe miejsca - czy to na Zachodnim Wybrzeżu w Vancouver i Victorii, nieco bardziej w środku, w prowincji Alberta gdzie odwiedziliśmy Jasper, Banff, Calgary i Edmonton, czy to na Wschodnim Wybrzeżu - na Wyspie Świętego Edwarda, Montrealu, Quebec City i Toronto. W tym wpisie, skupię się na wschodnim wybrzeżu Kanady. Kiedyś powrócę do opisania innych miejsc. 


Print Friendly and PDF

August 03, 2023

#11 Podróże kulinarne - polskie smaki, czyli ranking jagodzianek w Warszawie (część 5)

W lipcu testowałam jagodzianki w Warszawie, by przekonać się, które są najlepsze. W sumie spróbowałam 10 jagodzianek z 9 cukierni. Zachęciło mnie do tego przede wszystkim to, że w Warszawie pojawiło się wiele nowych piekarni i cukierni, których nie znałam, a także dyskusje o jagodziankach. Ponieważ od czegoś trzeba zacząć, skorzystałam z artykułu w magazynie Kukbuk, oceniającego jagodzianki w 2022 roku. Na tej podstawie, zrobiłam listę miejsc do odwiedzenia. Starałam się nie czytać recenzji, by nie sugerować się w żaden sposób, choć oczywiście nie było to w pełni możliwe, bo już sam ranking Kukbuka dawał pewne sugestie. Ale na mojej liście spisałam cukiernie w losowym porządku, by jak najbardziej wyeliminować szansę nastawienia się w ten czy inny sposób. Z kolei w wyborze miejsc do degustacji jagodzianek, kierowałam się bardzo prozaicznym kryterium - możliwością dotarcia do cukierni/piekarni - przed wszystkim na piechotę, by spalić ekstra kalorie. 🤭 Nie zawsze mi się to udało, ale wcale nie żałuję, bo poznałam wiele nowych miejsc w Warszawie, których wcześniej nie znałam. Kiedy już prawie zakończyłam swoje testowanie według mojej oryginalnej listy, w Wyborczej ukazał się ranking tegorocznych jagodzianek, skąd wzięłam jeszcze jeden adres. Akurat szłam do cukierni Ciastko z dziurką, gdy zadzwoniła do mnie Edyta, wiedząca o moich poczynaniach, a nawet nieco mi w nich towarzysząca, i opowiedziała o artykule z Wyborczej z rankingiem jagodziankowym. Stąd też czekając na jagodzianki w Ciastu z dziurką postanowiłam wpaść do Eteru, o którym napomknęła, nie podając szczegółów co do miejsca, by mnie nie sugerować. I była to doskonała decyzja. Z kolei następnego dnia, wpadłam jeszcze do cukierni Dej, o której co prawda czytałam w Kukbuku, ale nie planowałam odwiedzić z racji odległości, a bardziej nawet tego, iż nie kojarzyłam gdzie jest. 
Trafiłam tu nieco przypadkowo, idąc zrobić zdjęcie muralu Kory i Krystyny Sienkiewcz. Drepcząc od metra w kierunku ulicy Żeromskiego, właśnie po ulicy Płatniczej, zastanawiałam się skąd ja znam tę nazwę, skoro nigdy tu nie byłam. No i wyjaśniło się, gdy nagle zobaczyłam cukiernię Dej, a w niej dwa rodzaje jagodzianek - zwykłe i wegańskie. 

I tak oto stworzyłam moją własną, subiektywną listę najlepszych jagodzianek w Warszawie. W przypadku pierwszego miejsca, nie byłam w stanie rozstrzygnąć, która jagodzianka na nie bardziej zasługuje. Obie były rewelacyjne i obie dostały pierwsze miejsce. 🫐 

Print Friendly and PDF

July 06, 2022

#10 Podróże kulinarne - Ciekawe miejsca w Arizonie - w tym i kulinarne

Tym razem kulinarna podróż po Arizonie. Nieco przy okazji rzecz jasna, bo głównym celem było jednak zwiedzanie kolejnych miejsc. I tu niespodzianka! Arizona zaskoczyła nas zarówno urokliwymi miejscami, jak i kulinarnie. Arizona zawsze nam się kojarzyła się z pustynią, skałami i żarem lejącym się z nieba. Bywaliśmy tu wcześniej kilka razy - nad Grand Canyon, w Antelope Canyon czy w Monument Valley. W Phoenix byłam też kiedyś na konferencji, ale nawet nie było jak i kiedy wynurzyć nosa poza kompleks hotelowo-konferencyjny, w którym się ona odbywała. Z tamtego listopadowego pobytu w Arizonie, pamiętam jak jadąc z hotelu na lotnisko widziałam bazary, na których ludzie kupowali sadzonki kwiatów, które ja kupuję zazwyczaj wiosną, a także niesłychanie duże różnice temperatur między pięknymi, słonecznymi, ciepłymi dniami i nieźle zimnymi wieczorami i nocami. Jednak miejsca, które odwiedziliśmy tym razem sprawiły, że Arizona na długo jeszcze pozostanie na liście miejsc do "dozwiedzenia" - choćby po to by zobaczyć kwitnące kaktusy, dojechać do Canyon De Chelly National Monument czy spokojnie zwiedzić okolice Sedony. 

Print Friendly and PDF

May 26, 2022

#9 Podróże kulinarne - polskie smaki, czyli gdzie można dobrze zjeść (część 4)

Aż trudno uwierzyć, że raptem dwa lata temu swobodnie chadzaliśmy sobie do restauracji, kawiarni, podróżowaliśmy... I choć pod wieloma względami świat powrócił do równowagi po pandemii, nic nie jest już takie jak było. W wielu miejscach odczuwa się jeszcze pandemiczne ograniczenia czy zmiany. Z pewnością z czasem i to się zmieni, ale póki co, jest jak jest. Tym bardziej warto jest powspominać.

W ostatnich tygodniach przed pandemicznym zamknięciem świata mieliśmy okazję odwiedzić naprawdę ciekawe miejsca w Warszawie, które z przyjemnością wspominamy. Zawsze lubimy zajrzeć do jakichś restauracji - rzadko nam się zdarza powtarzać je, chyba że szczególnie nam przypadną do gustu. Stawiamy jednak na odkrywanie kolejnych, zwłaszcza, że mamy jednak ograniczone możliwości czasowe. Oto nasze ostatnie odkrycia. 

Print Friendly and PDF

August 04, 2020

#8 Podróże kulinarne - W krainie wina i owoców


Wybraliśmy się na krótkie wakacje - właściwie wyjazd wakacyjny w rejony Hood River w Oregonie. Wyjazd nieco zastępczy, bo plany pokrzyżowała nam pandemia. Korzystając jednak z tego, że nie możemy podróżować na dłuższych trasach, wybraliśmy się w miarę lokalnie, tam gdzie zwykle nam nie po drodze. 

Rejony Hood River są piękne. Wszędzie rozciągają się sady. I te z jabłkami, gruszkami, i te z brzoskwiniami, morelami, najprzeróżniejszymi śliwkami oraz nektarynkami. A wokół nich winnice - i po stronie Oregonu, i po stronie Waszyngtonu. Jak okiem sięgnąć ciągną się pola uprawne winogron - najróżniejszych gatunków. W niektórych miejscach wręcz opisane jakich. Kiedy byliśmy w tych okolicach, było zbyt wcześnie, żeby ich skosztować. Były jeszcze niedojrzałe. Ale widać było, że na urodzaj nikt tu nie może narzekać. A wszystko to u podnóży Mt. Hood widzianego niemal zewsząd i po obu stronach Columbia River. Chętni mogą więc popływać - czy to stateczkiem turystycznym po rzece, czy to na motorówkach czy razem z dziesiątkami turystów uprawiających sporty wodne wszelkiej maści. Można też wyskoczyć na szlaki w niedalekiej okolicy i zobaczyć przepiękne wodospady. Ale można też odpocząć od wszelkiego zgiełku i gonitwy i odwiedzić okoliczne winnice, w których można popróbować lokalnych win. Gratka dla koneserów, a i dla niepijących, bo w takich winnicach-winiarniach jest niesamowita atmosfera. 
Print Friendly and PDF

March 11, 2020

#7 Podróże kulinarne - polskie smaki, czyli gdzie można dobrze zjeść (część 3)

Podróży kulinarnej po Polsce część trzecia. Jak w poprzednich częściach jest to subiektywna ocena odwiedzonych lokali w różnych miejscach Polski. W niektórych z nich znaleźliśmy się bardzo przypadkowo, gdyż znalazły się na naszej trasie podróży lub podobała nam się ich nazwa, inne odwiedziliśmy celowo, gdyż  nam je polecono lub zaproszono do nich. A jeszcze inne, stały się naszym miejscem częstych wizyt - po części ze względu na wygodę i bliskość, a po części ze względu na jakość.

Print Friendly and PDF

July 25, 2018

#6 Podróże kulinarne - polskie smaki, czyli gdzie można dobrze zjeść (część 2)

 Kolejne wyjazdy do Polski sprawiły, że odwiedziliśmy nowe miejsca, w których można coś zjeść. Niektóre były planowane, inne pojawiły się przypadkowo. Im więcej chodzę po Warszawie - bo co tu dużo mówić bywam w Polsce przede wszystkim tu - ty bardziej chce mi się zaglądać do różnych miejsc. Każdy spacer sprawia, że moja lista rośnie - przyciągają mnie miejsca wyglądające atrakcyjnie albo nazwy, które sprawiają, iż chce mi się sprawdzić, czy oprócz interesującej, zabawnej lub intrygującej nazwy, samo miejsce jest też dobre. Zmieniło się pod tym względem w Polsce. Choć w czasie studiów, lata temu nie stroniłam od kawiarenek, to jednak restauracje nie były w zasięgu moich możliwości. Owszem, czasem się zdarzało wyjście do restauracji, ale było to naprawdę czasem. Dzisiaj restauracje czy kafejki są dla nas dużo bardziej dostępne, a w Polsce przyciągają mnie szczególnie, ze względu na lubianą przeze mnie kuchnię europejską.
Print Friendly and PDF

June 12, 2017

Ania z Zielonego Wzgórza i jajka w rozdartych koszulkach

Anię Shirley uwielbiałam od pierwszego z nią spotkania. I jej zwariowane pomysły, i przygody czy tarapaty, w które się pakowała, i jej ambicje, i jej dorosłe życie wymarzonym domku. Płakałam razem z nią i cieszyłam się razem z nią. Mam na sumieniu przekonanie kilkorga dzieci do tej serii, gdy znudzone pierwszymi dwoma rozdziałami żaliły mi się, że nie chcą czytać tej nudnej książki, którą mama czy tata kazali przeczytać... Pamiętam, jak wszystkim mówiłam, by przeskoczyli te pierwsze rozdziały i pokazywałam skąd mają zacząć, by się wciągnąć. Słowem, to była jedna z moich ukochanych książek. Stąd wakacje na Wyspie Księcia Edwarda były bajkowymi wakacjami. Nie dość, że odwiedziłam miejsca, o których czytałam w tych książkach i nawet w najodważniejszych marzeniach nie myślałam, że kiedykolwiek je odwiedzę i zobaczę "na żywo", to jeszcze okazały się one takie jak z wyobrażeń... Była to prawdziwie sentymentalna podróż. 
Print Friendly and PDF

October 27, 2015

#5 Podróże kulinarne - polskie smaki, czyli gdzie można dobrze zjeść (część 1)



Zwykle, kiedy jesteśmy w Polsce, nie mamy zbyt wielu okazji do jedzenia poza domem. A to dlatego, że jesteśmy goszczeni przez znajomych i rodzinę, i przysłowiowa polska gościnność nie pozwala im potraktować nas obiadem restauracyjnym. Nierzadko jednak przy smakołykach domowych słyszymy o restauracjach czy kawiarniach, które lubią odwiedzać. Od pewnego czasu usiłujemy to zmienić, umawiając się ze znajomymi na spotkania w miejscach, które sami pragniemy odwiedzić lub też ochoczo wędrując do miejsc nam nieznanych, a zaproponowanych i polecanych przez znajomych. A i sami staramy się zajrzeć do tej czy innej knajpki lub kafejki, by wyrobić sobie zdanie.
Print Friendly and PDF

October 15, 2015

#4 Podróże kulinarne - gulyás, zupa halászlé i palacsinty, czyli podróże po Węgrzech

Jest w moim albumie fotografia przedstawiająca mnie w Budapeszcie w 1987 r. na tle napisu Tichy fest tisztit. Zostało zrobione z oczywistych względów. Wtedy to pierwszy raz zawitałam do tego miasta. Węgry fascynowały mnie latami. Trochę za sprawą literatury węgierskiej. Powieści takie jak Tajemnica Abigail i Świniobicie autorstwa Magdy Szabo czy Żałoba i Odraza Laszlo Nemetha sprawiły, że chciałam pojechać na Węgry i poznać kraj, skąd wywodziły się czytane przeze mnie książki. Chciałam zobaczyć miejsca, w których mieszkali ich bohaterowie i w których rozgrywała się akcja powieści. Wtedy też Węgry wydawały mi się przybliżeniem do Zachodu - każdy kto stamtąd wracał z zafascynowaniem opowiadał jak pięknie, bogato i inaczej jest na Węgrzech. 

Print Friendly and PDF

September 18, 2015

#3 Podróże kulinarne - tym razem Włochy!

Po włoskiej dzielnicy w San Francisco, przyszedł czas na Włochy. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu na nie, bo raptem trzy dni. Rzecz jasna, nie sposób obejrzeć Włochy w tak krótkim czasie. Ale warto pojechać choćby i tylko na trzy dni i zacząć zwiedzać. I tak właśnie traktowałam naszą wycieczkę - jako pierwszą - jak mam nadzieję - z wielu wycieczek do Włoch. 

Print Friendly and PDF

April 18, 2015

#2 Podróże kulinarne - San Francisco od strony Little Italy

San Francisco to jedno z najładniejszych miast w USA. Oczywiście mówię to z pozycji turysty, bo nigdy tu nie mieszkałam. Miasto to ma swók niepowtarzalny urok - stromych uliczek, wybrzeża tętniącego życiem, dzielnicy chińskiej, dzielnicy włoskiej i innych miejsc. W lipcu San Francisco było najpiękniejsze, choć mgliste i wietrzne. W kwietniu, w czasie ostatniej podróży, też przypadło mi do gustu - przyroda budziła się z zimowej drzemki do życia - pojawiały się liście, kwiaty, dni były słoneczne i ciepłe, choć noce chłodne. Ale nawet wieczorami przyjemnie się chodziło - szczególnie po pełnej życia dzielnicy włoskiej. Można było podziwiać zapachy sączące się z restauracji, oglądać apetycznie wystawione na wystawach canoli, pizze czy najróżniejsze foccacie. Można było zajrzeć do delikatesów, w których apetycznie zwisały z wieszaków salami, a szynki, sery  i oliwki aż prosiły o kupno.  No i oczywiście rozkoszować się pysznym włoskim obiadem.
Print Friendly and PDF