Dzisiaj jest Światowy Dzień Czekolady. Byłoby to niestosowną ignorancją nie zrobić jakiegoś deseru czekoladowego lub z dodatkiem czekolady. Ciasteczka bananowe z czekoladą, a dokładnie z drobinkami czekoladowymi (mini chocolate chips) z pewnością nie są najzdrowszą metodą na zagospodarowanie bardzo dojrzałych bananów. Jednak co tu dużo mówić - są niewątpliwie pyszne, szczególnie jeśli się ma słabość do takich ciasteczek. A u nas w domu długo nie trzeba szukać chętnych na ich jedzenie. Znam tylko jedną osobę, która jest w stanie się im oprzeć i nadal nie rozumiem jakim cudem. 🤷♀️ Podobno, ciasteczka te najlepiej smakują z zimnym mlekiem. I nie tylko Mikołajowi. Według mnie smakują świetnie z kawą czy herbatą.
Ach co to był za obiad! A wszystko dzięki placuszkom jogurtowym, które jedliśmy już wiele razy z najróżniejszymi owocami letnimi - wiśniami i czereśniami, brzoskwiniami i ze śliwkami. Są świetnym daniem na lekki, letni obiad w upalne dni, gdy na niewiele co ma się ochotę. Truskawkom, mimo iż są delikatniejsze niż inne używane w placuszkach owoce, zupełnie nie szkodzi smażenie, a sos truskawkowy jest wspaniałym dopełnieniem całości. Oczywiście można też użyć zwykłej śmietany, ale czemu nie rozkoszować się truskawkami w każdej postaci!
Orzeszki nerkowca (cashews) są dość typowym dodatkiem kuchni azjatyckiej - przede wszystkim tajskiej. Cashew chicken to jedna z tych potraw, które można dostać chyba w każdej restauracji. I jedno z moich ulubionych. Ta potrawa wegetariańska, a wręcz nawet wegańska nie jest próbą przerobienia kurczaka na cukinię, a po prostu próbą stworzenia dania z lekką nutką azjatycką, które może być podane samodzielnie, na przykład z ryżem, lub też być dodatkiem do dań niewegetariańskich jako ekstra warzywo. Robi się ją szybko, ponieważ cukinia ma być smażona tylko tyle, by pozbyła się swojej surowości, a nie stała miękka.
W tej sałatce zachwycają i kolory, i mieszanka smaków. Świetna jako samodzielna sałatka lunchowa lub jako przystawka przed obiadem. Połączenie rukoli, cytrusów i buraków świetnie się sprawdza, a całość dopełnia i pokruszona feta i prażone orzechy oraz sos sałatkowy. Zaskakuje smakiem, ale zdecydowanie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wykorzystać można zarówno pieczone buraki, jak i ugotowane w mundurkach, nawet te kupne (byle nie te z puszki). Oczywiście można i samemu upiec lub ugotować je. Mając naszykowane wcześniej produkty, szykuje się je dosłownie w oka mgnieniu.
Tak pysznej pasty już dawno nie jadłam. Jej podstawą jest słonecznik, a właściwie jego nasiona. Reszta to dodatki wedle uznania i na oko. Przepisów na pastę na bazie słonecznika jest mnóstwo - wystarczy wstukać takie hasło w wyszukiwarkę. Moja propozycja, to jedna z wielu lub też kolejna. Ze względu na używanie miary "około" lub "na oko" czy też "do smaku" za każdym razem wychodzi nieco inna. Smakuje, jak już wspomniałam rewelacyjnie. Może zastąpić nam dipy, a może być pastą-smarowidłem na chlebie. Zwłaszcza z chlebem razowym z ziarenkami. A jak dodamy do tego plasterki świeżego ogórka, to zabraknie nam słów by opisać wrażenia smakowe.
Nie ma chyba bardziej orzeźwiającej sałatki od właśnie tej. I bardziej zachęcającej do tego, by sięgnąć po to warzywo! Sałatka jest świetna i super szybka w zrobieniu. Ma delikatnie kwaskowy smak, który nadaje jej jabłko, podkreślający nieco anyżkowy smak fenkułu. Przepis pochodzi z książki Marty Dymek, propagatorki wegańskiego stylu życia i autorki wielu wspaniałych przepisów. W zasadzie w ciemno można po nie sięgać, bo jeszcze na żadnym się nie zawiodłam. Choć sama Marta poleca ją jako wegańskie danie, sałatka ta doskonale nadaje się jako dodatek to wszelkich dań, w tym mięsnych. A ponieważ sałatki z fenkułem to specjalność Skandynawów, ja podałam ją jako dodatek do pulpecików. R-E-W-E-L-A-C-J-A!
Chociaż co roku jeździmy do sadów po jabłka i przywozimy ich naprawdę dużo, jeszcze nigdy przecier jabłkowy nie cieszył się taką popularnością w naszym domu. A w tym roku nawet jeszcze przed tradycyjną wizytą w sadach okolic Peshastin, niedaleko Wenatchee, przerobiłam blisko 30 lb /14 kg jabłek - renet, jakichś mi nieznanych, gali, golden delicious, Granny Smith i Cosmic Crisp. Przeciery wychodziły rewelacyjne - z posmakiem cynamonu, bez dodatku cukru. Przypomniało mi się jak dawno temu poznaliśmy naszych sąsiadów - Alę i jej rodzinę. Bardzo ją polubiłam od pierwszego spotkania. Była strasznie fajna i choć oficjalnie jej nie znałam, to już dawno zwróciłam na nią uwagę, bo nosiła przepiękny, elegancki płaszcz z futrzanym kołnierzem. Och jak mi się podobała! Ile bym wtedy dała za to, by móc być taką elegancką! Któregoś letniego dnia, krótko po poznaniu się, wpadłam po coś do Ali i zobaczyłam gary gotującego się przecieru. Robiła go z rodziną na zimę dla dzieci, które miały wtedy jakie 4 i 5 lat. A że kryzys szalał w Polsce, to kto mógł robił zapasy na zimę, bo w sklepach oprócz octu nie dało rady nic kupić. A przetwory domowe, jak wiadomo - są najzdrowsze. Nigdy wcześniej nie jadłam przecieru; Ala poczęstowała mnie takim prosto z gara i bardzo mi zasmakował. Następnego dnia dostałam w prezencie osobisty słoik!
Ali już nie ma. Zmarła w czasie pandemii, choć nie na COVID. Miała najbardziej niezwykły pogrzeb, jaki kiedykolwiek widziałam. Uczestniczyłam w nim wirtualnie, choć na żywo. Choć smutny do bólu, bo nie spodziewałam się, że odejdzie tak wcześnie, to bardzo do niej pasujący, łącznie z muzyką Dolly Parton. Zostały mi wspomnienia po Ali - i te związane z przecierem, i z wieloma innymi sytuacjami, w tym profesjonalnymi, bo niejako poszłam w jej ślady zawodowe.
Super prosta sałatka do obiadu z wykorzystaniem wszystkiego czego teraz mamy w bród - papryki, pomidorów i ogórków kiszonych. Komponuje się smakowo niemal z każdym obiadem, a jej proporcje praktycznie zależą od nas i naszych smakowych upodobań. Wyjątkowo przypadła nam do gustu, więc od pewnego czasu dość często pojawia się na naszym stole.
Placki z jabłkami zawsze w naszym domu cieszyły się popularnością. Jednak od pewnego czasu eksperymentujemy z najróżniejszymi owocami sezonowymi. Ich odmiana w postaci placuszków jogurtowych co chwila gości na talerzach w różnych wersjach dodatków, ale chyba do tej pory najbardziej nam smakowały te z wiśniami i z brzoskwiniami. Za każdym razem znikały błyskawicznie, pozostawiając niedosyt i pytanie "kiedy znowu je zrobisz?" Letnie upały przetrwaliśmy więc na gazpacho i placuszkach. Teraz kiedy powoli nastała ciepła jesień i pojawiły się piękne śliwki, nie sposób było nie spróbować tej wersji. W całym domu roznosił się zapach przygotowywanych powideł, więc parafrazując piosenkę można by rzec "plums are in the air". Przyznam, że uwielbiam i ten okres, i ten zapach.
Śliwki doskonale się sprawdziły w placuszkach, którymi zajadaliśmy się w wersji z cukrem pudrem, ze śmietaną, a także z sosem śliwkowym. Ten można zrobić szybciutko - nawet z wyprzedzeniem na kilka porcji placków. Ja do nich powidła śliwkowe we wstępnej fazie robienia. Pasowały idealnie i ciężko się było zdecydować z czym bardziej! 😉