Showing posts with label ostatki. Show all posts
Showing posts with label ostatki. Show all posts

March 04, 2025

Gniazdka

Jak Zapusty, to Zapusty,
Chrusty, pączki, boczek tłusty
Zatańczyli, zahulali,
Bo od środy post już mamy.

Może tańce i hulanki się nie szykują, ale za to ostatnie folgowanie na słodko! Tym razem gniazdka zwane też pączkami wiedeńskimi lub hiszpańskimi. Wymagają nieco sprawności, by się nie poparzyć przy pozbywaniu się papierków, ale też i bez przesady - każdy kto robił pączki czy faworki, da sobie radę. A warto spróbować czegoś innego zanim nastaną postne dni. To co? Robimy? Zdążymy jeszcze przed północą! 😉

A tak przy okazji. Pączki te, niczym fasolka po bretońsku czy ryba po grecku nie mają nic wspólnego z miejscami, którym są przypisywane. Ani w Wiedniu, ani w Hiszpanii takich się nie uświadczy. Co nie znaczy, że nie są smaczne. 😉

Print Friendly and PDF

March 03, 2025

Pets de sœur czyli pierdki mniszki

Zupełnie przypadkowo trafiłam na opowieść o pets de sœur, czyli alternatywie dla pączków, ale nie tłustego jedzenia na koniec karnawału. Według jednej z legend w zakonie we Francji, siostry uwijały się w kuchni szykując najróżniejsze łakocie. W pewnym momencie jedna z nich puściła bąka, co inną bardzo ubawiło i sprawiło że nieco ciasta ptysiowego wpadło do rozgrzanego oleju. I powstały nieforemne, ale smaczne kuleczki. Według innej wersji, nazwa wywodzi się od dźwięku jaki wydają smażone w oleju kuleczki. Jaka by nie była geneza, uznałam, że już dawno nie szykowałam niczego na koniec karnawału i warto spróbować zrobić te kuleczki. Każdy, kto umie zrobić ciasto parzone, takie jak na ptysie, nie będzie miał żadnych trudności z przygotowaniem pets de sœur. Odrobina cierpliwości i uwagi przy wykładaniu ich do rozgrzanego oleju, a po chwili będziemy mieć nieco inny deser na zakończenie karnawału.


Print Friendly and PDF

Ukraińska szuba, czyli śledzie pod pierzynką

Pączki, faworki, róże karnawałowe, pampuchy czy śląskie kreple to tłuste wypieki kojarzące się z końcem karnawału. Były serwowane przede wszystkim w Tłusty czwartek, który rozpoczynał „tłusty tydzień” zamykający karnawał. Dzisiaj pozostał nam praktycznie tylko Tłusty Czwartek, a w niektórych krajach Tłusty Wtorek, czyli Mardi Gras. No i oczywiście mniej lub bardziej huczne zabawy końca karnawału, czyli ostatków, aby wytańczyć się i wybawić na zapas. Oczywiście najhuczniejsze zabawy mają miejsce w Wenecji, Nowym Orleanie, o Ameryce Latynoskiej nie mówiąc. 
Na Śląsku, ostatki, czyli we wtorek przed środą popielcową, nazywano śledzikiem, na cześć dania, jakim są właśnie śledzie przyrządzone na różne sposoby i serwowane w tym dniu. Dla wielu są one doskonałą zakąskę na zimno, łatwą i szybką w przygotowaniu, niedrogą, a przede wszystkim idealnie idącą w parze z mocniejszymi trunkami, których nie tylko szczędzono tuż przed Wielkim Postem, a wręcz uważano je za obowiązkowe. Śledzie przygotowywano na wiele sposobów -  z cebulą w oliwie, z cebulą w śmietanie, na słodko, na kwaśno, łagodnie lub ostro, w sosach majonezowych, śmietanowych, pod pierzynką i bez niej. Ponieważ na Śląsku, zwłaszcza Dolnym, nie brakuje osób, które tu przyjechały ze wschodnich rejonów w ramach zasiedlania tzw. ziem odzyskanych, to i taki śledź też znajduje się w ostatkowym repertuarze. Zazwyczaj jadamy ją w okolicy świąt Bożego Narodzenia, ale nie tylko.

Print Friendly and PDF

February 12, 2015

Pączki wykwintne

Wszelkie diety dziś na boku, Tłusty Czwartek jest raz w roku. To chyba podsumowuje wszystko! Tłusty Czwartek nie może minąć bez pączków. O dietach będziemy myśleć od następnej środy. A dzisiaj i w następnych dniach trzeba sobie pofolgować. 

Ten przepis niewiele się różni od mojego poprzedniego przepisu; jednak dodatek wanilii i cytryny sprawia, że ciasto na pączki ma piękny zapach i ciekawy smak - delikatny, acz zdecydowany. Polecam wykrawanie pączków z placka, a następnie ich smażenie i nadziewanie po usmażeniu. Co prawda wymaga to lekkiej wprawy i wyczucia ile wcisnąć nadzienia, ale z czasem i to można opanować. Taka technika bardzo przyspiesza i ułatwia wykonanie pączków. 
Print Friendly and PDF

February 11, 2015

Pączki z kartoflami

Wiele ostatnio słyszałam o pączkach robionych z dodatkiem ziemniaków. W przeszłości robiłam bułeczki i chleb z dodatkiem gotowanych ziemniaków, ale pączków nigdy. Warto więc było spróbować. Jakoś nie mogłam się przekonać do przepisów mających dużą zawartość ziemniaków – pół na pół z mąką. Zmniejszyłam więc ilość ziemniaków i zaryzykowałam.

Ciasto rosło dłużej niż w zwykłym przepisie. Ale efekt był zaskakująco pyszny, a delikatne pączki zrobiły furorę. Porcja zniknęła w oka mgnieniu, zaś Ola uznała, że to najlepsze pączki jakie kiedykolwiek zrobiłam!


Print Friendly and PDF

January 16, 2015

Róże karnawałowe

Róże karnawałowe już od dawna za mną "chodziły". Nigdy ich nie jadłam, a tylko oglądałam na fotografiach. Wyglądały bardzo zachęcająco. Wolę jednak faworki - wydają mi się delikatniejsze niż róże składające się z kilku warstw ciasta. Ponadto, róże wymagają znacznie więcej pracy - wycinanie kółeczek w trzech rozmiarach, nacinanie ich na brzegach, składanie, itd. sprawiło, że zrobienie róż z tej samej ilości ciasta, z jakiej zwykle robię faworki zajęło mi znacznie więcej czasu. Choć z drugiej strony, trzeba przyznać, że róże prezentują się bardzo okazale i elegancko. Summa summarum, warte były zrobienia i spróbowania. Warte są inwestycji czasowej, gdy zależy nam na szczególnym deserze. 



Print Friendly and PDF

March 04, 2014

Beignets, czyli racuchy

Beignets to przysmak nowoorleański. Zawsze znajduje się na liście potraw, które należy spróbować gdy się jest w Nowym Orleanie. A już w Mardi Gras to absolutnie musik kulinarny. 

Podobnie jak pączki, beignets są robione z ciasta drożdżowego i smażone w głębokim tłuszczu. W odróżnieniu od pączków nie są niczym nadziewane. W Café du Monde, serwowane są po trzy, suto obsypane cukrem pudrem.  Sama nazwa oznacza nic więcej jak po prostu racuchy. 

Wiele razy słyszałam od bywalców Nowego Orleanu, że beignets są wspaniałe. Sama nigdy ich nie jadłam, bo nie byłam w tym mieście. Najwyższa pora było więc spróbować tego rarytasu. Skorzystałam z receptury Café du Monde, którą łatwo można znaleźć na Internecie.  Zmodyfikowałam ten przepis zamieniając tłuszcz dodawany do ciasta ze stężałego oleju na masło. Jakoś nie jestem w stanie przekonać się do wynalazków tłuszczowych jakie znajduję czasem w sklepach, szczególnie jeśli wczytam się w ich opis i zawartość. Wolę naturalne produkty. 
Print Friendly and PDF

February 27, 2014

Pączki

Był początek roku 1977.  Dopiero co przeprowadziliśmy się z Mokotowa na Jelonki. Rodzice kupili nieprzyzwoicie obłędną ilość pączków na imprezę oblewania mieszkania. Gości było mnóstwo, jedzenia i alkoholu pewnie też. Nikt z zaproszonych nie przyszedł z dziećmi, więc byliśmy z bratem zostawieni sami sobie na cały długi wieczór. Nikt nie zwracał na nas uwagi. A w kuchni stały pączki z cukierni na Piwnej na Starym Mieście. Czegóż więcej trzeba. Przecież nikt nie patrzył, nikt nie liczył ile jemy, bylebyśmy tylko nie przeszkadzali dorosłym. No i nikt nie wiedział kto jadł pączki - my czy goście. Hulaj dusza, piekła nie ma! Jako grzeczne i słuchające rodziców dzieci nie przeszkadzaliśmy im się bawić! Ile pączków zjedliśmy - nie wiem. Dużo!!! BARDZO DUŻO! Dużo za dużo! 
Co tu dużo kryć - widać, że pączki zawsze lubiłam, a jako dziecko uwielbiałam je pożerać. Jako dorosły człowiek, też bym to robiła, ale niestety mam bolesną świadomość czym to się może dla mnie skończyć.

Jak wiele osób uważałam je za coś, czego nie da się zrobić w domu. Pączki kupuje się w cukierni. Aż do czasu, gdy zjadłam pierwszy raz domowego pączka zrobionego przez moją teściową - wtedy jeszcze mamę kolegi. Przez wiele lat nie odważyłam się ich robić. Potem widziałam próby jednej z naszych pań do dzieci, która postanowiła zrobić pączki i była to - niestety - klapa, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie należy się za to brać, skoro doświadczone gospodynie miewają problemy. Ale końcu nadszedł ten moment, kiedy postanowiłam chwycić byka za rogi. Głównie dlatego, że nie było gdzie kupić pączków. No również dlatego, że znalazłam dobry przepis  i uznałam, że tyle innych wypieków mi wychodzi, to i ten powinien.... Okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują! 

Print Friendly and PDF

February 22, 2014

Pączki inaczej, czyli zdrowiej, choć niekoniecznie smaczniej

Kiedy przeczytałam na blogu Kwestia Smaku, że te pączki są tak pyszne, iż już nigdy nie będę chciała wrócić do smażonych, wiedziałam, że muszę to sprawdzić sama. I zupełnie się  tym nie zgadzam. Owszem, są pyszne, zwłaszcza świeżutkie i ciepłe, jednak brakuje im tego charakterystycznego i niepowtarzalnego smaku smażonego pączka. Ale ponieważ są pyszne, to zachowuję ten przepis jako godny wykorzystywania, np. gdy najdzie nas ochota na bułeczki z nadzieniem. 

Największą zaletą tego przepisu jest to, że robi się je szybciej niż tradycyjne pączki. Odchodzi też stanie nad rozgrzaną patelnią z tłuszczem, na której smażymy pączki i niewątpliwie są też one zdrowsze, gdyż nie są nim nasączone. Warto jednak czasem zapomnieć o tłuszczu, kaloriach i tych wszystkich niedogodnościach i usmażyć takie prawdziwe tłuste pączki, jakie przysłowiowa Bartkowa smażyła. 

Print Friendly and PDF

December 31, 2012

Faworki

Po fracusku, faveur  oznacza przychylność czy też życzliwość. Ale w dawnych czasach tak nazywano kokardkę, jaką wybranka serca przypinała swojemu rycerzowi. W końcu był jej faworytem! 😉 I zapewne stąd wzięła się nazwa faworków - cienkich kruchych ciasteczek w kształcie kokardek, smażonych na tłuszczu. Z kolei ich druga nazwa - chrust czy też chruściki pochodzi od białoruskiego słowa "chrustać" czyli chrupać.  
Faworki kojarzą mi się z Sylwestrem, Nowym Rokiem, karnawałem i moją teściową, która zawsze robiła pyszne faworki. Już w czasach, kiedy jeszcze nie była moją teściową, zawsze chętnie korzystałam z tego, bo moja mama nie robiła faworków. Znaczy raz zrobiła, ale nie wyszły jej najlepiej, mimo iż się starała. Były grube i kołkowate, czyli miały wadozaletę, że się nie kruszyły i w całości trafiały do buzi. Tyle, że w faworkach nie o to chodzi. Teresa, nasza zaadoptowana ciocia, też "trzaskała" górę faworków nie wiadomo kiedy. I były pyszne - kruchutkie, delikatne - po prostu marzenie, jak to mówiła!


Co tu ukrywać, faworki wymagają trochę pracy, ale warte są tego wysiłku. Najlepiej się robi je w dwie osoby – wtedy jedna wałkuje i wycina faworki, a druga przekłada, smaży i układa na półmiskach. Ale w jedną osobę też spokojnie można je zrobić.  Dobrze zrobione faworki są tak cieniutkie i kruche, że często z trudem można je donieść z talerza do buzi. Pamiętam, jak kiedyś zaproponowaliśmy teściowej skorzystanie z naszej włoskiej maszynki do makaronu. Miała przed sobą do zrobienia furę faworków. Ale nie chciała, bo lubiła robić je jak zawsze. Co to znaczy? Na stole w kuchni miała ceratę. Na tym właśnie stole z ceratą wałkowała faworki. Kiedy przez ciasto było widać wzorek, można było wykrawać faworki. Jej były idealne - dokładnie takie jak powinny być. Rzec by można wzorcowe. Naszą maszynką, z mniejszym wysiłkiem, osiągaliśmy dokładnie taki sam efekt. 

Faworki zawsze zachwycały naszych amerykańskich znajomych. Moja sąsiadka z Lexington, nobliwa starsza pani, Mrs. Johnson, nie mogła się nadziwić ich delikatności i tego jaki mają kształt. Zrobiły na niej piorunujące wrażenie! 

Print Friendly and PDF