Czemu się zdecydowałam na taki eksperyment? Po troszę z ciekawości, a po troszę w celu zagospodarowania dużych ilości rabarbaru jakim zostałam nagle obdarowana. Dla odmiany od ciasta typu wiejska tarta, gallete, zrobiłam coś nowego.
Jak nie jestem fanką rabarbaru, tak to ciasto uważam za hit sezonu. Dostałam w prezencie torbę rabarbaru i zaczęłam z nim eksperymentować na różne sposoby. Ta tarta jest nie tylko przepyszna w smaku, ale i super prosta do zrobienia. Takie ciasto nie może się nie udać. A co najlepsze, spokojnie może wyjść niekształtne, nawet nieco kulfonowate i nie ma to znaczenia, bo takie ma być. To nie jest tarta precyzyjnie wylepiona, z rantem, i dekoracyjnie ułożonymi owocami. To jest prosta tarta - wiejska. A poza tym, jej kształt nie ma żadnego wpływu na smak. Samo ciasto jest świetne, bo nawet następnego dnia, lekko odgrzane w mikrofalówce jest chrupiące. Najlepiej oczywiście smakuje na ciepło, z kulką lodów waniliowych. Słowem, wymarzony wiosenny deser.
To była tortura mojego dzieciństwa. Jak większość dzieci wychowanych w Polsce w latach siedemdziesiątych nie znałam soków owocowych, a na kolonie jeździłam w towarzystwie butelki z kompotem rabarbarowym. Był okropny!!!! Obrzydliwy! Paskudny! No i te wstrętne kłaki! Wolałam nie pić nic niż pić to paskudztwo. I nie ja jedna. Zwykle po przyjeździe dzieci na kolonie w koszach walały się butelki z kompotem. I zawsze mnie intrygowało czemu mama z takim uporem co roku daje mi ten kompot, choć tyle razy jej mówiłam jak bardzo go nie cierpię!