Showing posts with label kuchnia azjatycka. Show all posts
Showing posts with label kuchnia azjatycka. Show all posts

July 09, 2026

Placki kimchi (Kimchijeon 김치전)

Kuchnia koreańska, jeszcze nie tak dawno mało znana, stała się w ostatnich czasach dość modna i popularna.  Podobnie zresztą jak sama Korea Południowa. Warto jest odwiedzić - o ile to tylko możliwe - ten kraj i poznać go z nieco innej perspektywy. Będę o tym pisać w osobnym wpisie, bo warto zachować takie wspomnienia i wrażenia. A może i przydadzą się komuś?

Kiedy bliżej pozna się historię Korei, można zrozumieć, że kuchnia koreańska jest raczej skromną kuchnią biednych ludzi. Brakowało w niej mięsa, gdyż było ono zbyt drogie dla większości mieszkańców Korei. Biały ryż był zbyt drogi dla zwykłych ludzi - była to potrawa luksusowa. Na codzień, zastępowanie go ziarnami jęczmienia czy prosa. Ważnym składnikiem były też fasole/warzywa strączkowe. No i oczywiście wszystko to co można dołożyć do wymienionych wcześniej składników - przede wszystkim warzywa, nieco ryb, a także to co można było zebrać np. w lesie (grzyby). Dodatkowo, warto pamiętać, że kuchnia koreańska jest bogata w kiszonki - kiszenie było ważnym sposobem pozwalającym na przechowywanie jedzenia. 

Print Friendly and PDF

April 23, 2026

Sałatka z kapusty w stylu azjatyckim

Polubiliśmy tę sałatkę od pierwszego wejrzenia, a właściwie spróbowania. Nawet nie pamiętam skąd wpadł mi do głowy pomysł by ją zrobić - pewnie przypadkowo, bo mixy typu coleslaw mam w domu dość często, a dla odmiany postanowiłam pójść w azjatyckie smaki. No i tak trafiła na stałe do naszego repertuaru kulinarnego. I jest błyskawiczna do zrobienia - mieszamy miks coleslaw z sosem, którego od razu można zrobić więcej. Orzechy prażone są u nas niemal non-stop, właśnie dlatego, że często je dodaję do różnych dań dla ekstra dodatkowego efektu chrupania. Sałatka pasuje do wszelkich dań - i tych z kuchni azjatyckiej, i tych nieazjatyckich. 

Print Friendly and PDF

April 22, 2026

Kurczak z warzywami po azjatycku

Kiedy byłam ostatnio w Meksyku na dwutygodniowej wizycie po uczelniach partnerskich, miałam taki przesyt kuchnią meksykańską, że przez dłuższy czas wcale nie miałam ochoty odwiedzić żadnej restauracji w tym stylu. Z kolei po powrocie z Azji, po jakimś czasie zaczęłam rozglądać się za potrawami w stylu azjatyckim i tęsknić nieco za smakami Azji. No może nie za ostrą kuchnią koreańską, ale zdecydowanie z japońską czy tajwańską. Teraz kiedy zaczyna się okres nieco lżejszych dań i chce się jeść już delikatniej, bo na ciepła aura nie nastraja do jedzenie tych nieco solidniejszych potraw, tak przyrządzony kurczak idealnie się sprawdzi. A przy okazji nieco przypomni podróż do Azji. Kurczaka można podać czy to z proponowanymi sałatkami z azjatycką nutą lub po prostu bez żadnych dodatków; wspaniale zaspokoi nam apetyt, a do tego sprawi, że pozostanie nam miły smak. Albo posmak - przecież tak jak są powidoki, tak i jest posmak. 😉

Print Friendly and PDF

August 05, 2025

#46 Kulinarnie po Seattle i okolicy: Phô Ba

Kiedy się mieszka w okolicach Seattle, jest się po prostu rozpieszczonym w kwestii kuchni azjatyckiej. Phô można kupić w tylu miejscach, że aż trudno sobie to wyobrazić. Podobnie rzecz się ma z innymi smakołykami czy to kuchni wietnamskiej, czy to kuchni tajskiej, chińskiej, japońskiej i wielu, wielu innych. Już w samych sklepach azjatyckich takich jak Uwajimaya, H-Mart, T&T Market czy Mayuri, w dziale deli jest pełen wybór potraw czy to do zjedzenia na miejscu czy też do zabrania do domu i odgrzania. Ale nawet przy takiej różnorodności i takim bogactwie możliwości wyboru, pewne miejsca wybijają się tym jak są smaczne. 

Print Friendly and PDF

March 11, 2025

#44 Kulinarnie po Seattle i okolicy: Japonesa w Bellevue

Nie jestem wielbicielką sushi, więc od razu można by zapytać, co robię w restauracji specjalizującej się w sushi. Po pierwsze, sushi lubi moja rodzina, a po drugie, Japonessa Suchi Cocina oferuje nie tylko sushi, ale i inne dania, wśród których zawsze jestem w stanie znaleźć coś dla siebie. Stąd też bywamy tu relatywnie często, bo każdemu coś podpasuje. 
Japonessa jest miejscem cieszącym się dużą popularnością - zarówno w Bellevue, jak i Seattle dobrze mieć rezerwację, zwłaszcza w weekendy. 
Japonessa offeruje dość bogate menu najróżniejszych rodzajów sushi i sashimi, a także kilkanaście dań typowych dla kuchni azjatyckiej, nie będących sushi. Ma też dość dobrą ofertę alkoholi, w tym drinków, jeśli ktoś ma na nie ochotę, a także napojów bezalkoholowych.  
Z opisu Japonessy dowiadujemy się, iż menu stanowi fuzję smaków japońskich z latynoskimi. Wiele sosów opartych jest na dodatkach takich jak kolendra czy ostre papryczki jalapeño czy habanero. Często pojawia się dodatek sosu aioli. Jest to ciekawa kombinacja smakowa, napewno ciekawie uzupełniająca smak ryb i owoców morza, które oczywiście dominują. Bardzo japońskie są z kolei nie tylko smaki, ale super estetyczny i artystyczny sposób podania. Oprócz ozdobnych kwiatów, warzywa często są tak pokrojone i ułożone że stanowią piękne tło dla reszty dania. Natychmiast nasuwają skojarzenie ze słowem kawaii, czyli cute lub fajniutkie, śliczne czy urocze, tak dobrze objaśnionym przez Joannę Bator w jej książce "Japoński wachlarz" czy też opowieściami o japońskich mamach, które szykowały dzieciom do szkoły tak ślicznie ułożone w pudełkach lunche, że zasługiwały codziennie na obfotografowanie.

Print Friendly and PDF

April 25, 2024

Uzbecki plov

Po przeczytaniu książki "Może (morze) wróci" Bartka Sabeli o jego podróży do Uzbekistanu, nabiera się niesłychanej ochoty na to, by odwiedzić ten kraj i pojechać jego śladami. Taszkent, Samarkanda czy Buchara są przepięknie opisane. Tak, widać w nich ślady czasów niekoniecznie najlepszych dla Uzbekistanu, jak choćby właśnie kwestia zniszczenia Morza Aralskiego (a właściwie Jeziora Aralskiego), ale nadal można zobaczyć tu przepiękne miejsca, takie jak medresy, pałace czy twierdze. Wszak Uzbekistan leżał na Jedwabnym Szlaku. Zwiedzając nie można pominąć bogato zdobionego mauzoleum Pahlawana Mahmuda, pałacu Kolon, meczetu i medresu Mir-i-Arab, medres Uług Bega, Szir Dar, Tillja Kari, meczetu Bibi Chanum i wielu, wielu innych. Oglądając je zapewne można się poczuć, jakby przeszło się do w tajemniczy sposób do krainy Baśni tysiąca i jednej nocy. Opisy autora "Może (morze) wróci" są tak barwne i szczegółowe, że dosłownie się widzi oczyma wyobraźni to o czym się czyta.

Według Sabeli, lokalne bazary są równie warte zwiedzenia i skosztowania różnych specjałów kulinarnych - od świeżych warzyw i owoców poczynając, a na prostych potrawach kończąc. Takim właśnie zwykłym miejscom, jak i prostym ludziom autor poświęca sporo miejsca w swojej książce. A że zdaje się mieć łatwość nawiązywania kontaktów, to zdecydowanie mu to pomaga w podróży. Ku mojemu lekkiemu zdziwieniu, również i pochodzenie z Polski pozwala Sabeli  nawiązać znajomości w najmniej spodziewanych miejscach i momentach. Kilkukrotnie jego rozmówcy znali Polskę z .... pobytu w niej jako żołnierze w czasach, gdy w Polsce stacjonowała armia sowiecka. No tak - wtedy Uzbekistan nie był niezależnym krajem, a republiką, a to oznaczało podporządkowanie i wspólną armię. Z kolei kiedy spojrzymy na historię okresu II wojny światowej, zrozumiemy czemu Polacy są tu znani.
 Wielu z nich trafiło do Uzbekistanu w czasie wojny z powodu przymusowych przesiedleń oraz zsyłek karnych do łagrów. Nieco później, to właśnie przez Uzbekistan Andres wyprowadził ze Związku Sowieckiego dopiero co stworzoną armię, a z nią również i cywilów. W marcu i sierpniu 1942 roku, z ZSRR do Iranu przez Uzbekistan i Turkmenistan  przedostały się 116 tys. 543 osoby - i dorośli, i dzieci - około 10% Polaków wywiezionych do ZSRR po 17 września 1939 roku. Praktycznie wszyscy byli wygłodzeni i schorowani, wymagający opieki. Zarówno stan fizyczny, ciężka, by nie powiedzieć niewolnicza, praca i ogólne warunki na zesłaniu, a także trudny klimat sprawiły, że w Uzbekistanie zmarło wielu Polaków, którzy znaleźli się w tym kraju - czy to na zesłaniu, czy też później w czasie przemarszu armii Andersa w kierunku Iranu. Dlatego też znajduje się tu blisko 20 cmentarzy polskich, którymi do dzisiaj opiekują się nie tylko Polacy, ale i Uzbekowie. Ale Uzbekistan to nie tylko tragiczne dzieje - Polacy doświadczyli też ogromnej życzliwości i gościnności  od rdzennych Uzbeków, którzy mimo swojej biedy, dzielili się z nimi czym mogli. Stąd też można znaleźć tu także i tablice pamiątkowe wdzięczności narodu polskiego dla narodu uzbeckiego za życzliwe przyjęcie w czasie II wojny światowej. Tablice wmurowane są na przykład przy pomniku upamiętniającym Polaków zmarłych w Uzbekistanie w 1942 roku na cmentarzu w Taszkencie. I choć nie jest to nowa książka (wydano ją w 2013 r.), bardzo "Może (morze) wróci", bo wiele się z niej można dowiedzieć i zobaczyć na pięknych fotografiach i rysunkach autora. A jeśli ktoś ma ochotę dowiedzieć się więcej, polecam i inne materiały, w tym filmy dokumentalne, jak choćby niedawno powstały "Ślady odciśnięte w kamieniach". 

Ale wróćmy do przepisu na plov, bo przecież do tego zmierzałam od początku.😉 Kiedy czyta się takie książki jak "Może (morze) wróci", nie sposób nie zapragnąć spróbować czegoś z kuchni danego kraju. Przynajmniej ja tak mam, zwłaszcza, gdy nic nie wskazuje na to, bym dała radę odwiedzić Uzbekistan w najbliższym czasie. Stąd właśnie plov, czyli uzbecka wersja pilawu. Co prawda w książce Sabeli nie ma przepisu na plov, a nawet chyba nie jest wspomniany, ale właśnie to danie bardzo mi się kojarzy z Uzbekistanem z różnych imprez międzynarodowych. Stąd też postanowiłam powrócić do niego w tej właśnie formie. 


Print Friendly and PDF

March 19, 2024

#39 Kulinarnie po Seattle i okolicy: Kati Vegan Thai w Kirkland

Kati Vegan Thai to mała i przytulna restauracja  wegańska, a właściwie bistro w Kirkland w Totem Lake Village. Jest zdecydowanie mniejsza od znanej od lat Araya's Place, ale oferuje ciekawe dania - i te tradycyjne, i takie jakich nie znajdziemy w innych restauracjach tajskich, co dodatkowo ją uatrakcyjnia. 
Odwiedziliśmy Kati Vegan Thai w poszukiwaniu nowych smaków wegańskich. Nie zależało nam na tym z powodu zmiany diety, ale czasem warto popróbować czegoś nowego. I właśnie te nietypowe dania w tej restauracji zwróciły moją uwagę i zachęciły do wizyty tutaj. Nie pomyliłam się - jest to ciekawa smakowo restauracja, a przy okazji - jak już wspomniałam - bardzo przytulna. Czuć się tu można swojsko - niemal po domowemu. 

Print Friendly and PDF

March 09, 2024

#38 Kulinarnie po Seattle i okolicy: Araya's Place

Araya's Place to  najstarsza wegańska restauracja w naszym rejonie. Powstała w 1987 roku i od tego czasu rozrosła się z małej, wręcz rodzinnej restauracji do trzech sporych miejsc w Seattle i Bellevue. Araya's Place serwuje dania tajskie w wersji wegańskiej. Ma spore menu - przystawki, zupy i dania zasadnicze. Odwiedziliśmy Araya's Place wielokrotnie - i sami, gdy mieliśmy ochotę na wegańską kuchnię tajską, i z gośćmi niejedzącymi mięsa. Podliczając wszystkie wizyty, spróbowaliśmy chyba wszystkich dań jakie można zjeść. A jeśli nie wszystkich, to na pewno większości. 😉

Print Friendly and PDF

February 05, 2024

Fasolka szparagowa z tofu

Chociaż tofu nie jest moim ulubionym produktem, to jednak pojawia się od czasu do czasu na naszych talerzach, zwłaszcza gdy ograniczamy jedzenie mięsa. Oczywiście nie samo, a w towarzystwie innych rzeczy i dobrze doprawione, by nabrało wyrazistości. Kiedyś już serwowałam tofu z brokułami i było naprawdę niezłe. Tym razem tofu z fasolką zdobyło uznanie i na dobre zagościło na naszych talerzach. Szykując je, trzeba pamiętać, by użyć dobrze odciśniętego tofu, i fasolki, która jest raptem podgotowana, a jeszcze lepiej przygotowana na parze tak jak w tym przepisie. Wtedy jest rewelacyjna. Tak jesteśmy przyzwyczajeni do takiej fasolki - nie surowej, ale chrupkiej, że wielkim zaskoczeniem dla nas była fasolka podawana w Kentucky - okropna i rozgotowana. Najdłuższe w tym przepisie jest przygotowanie tofu, gdyż wymaga podwójnego mrożenia. Ale i raz zamrożone będzie w porządku. Ja zazwyczaj po kupieniu tofu od razu wkładam je do zamrażalnika. Tak więc nawet jeśli nie mam czasu lub zapomnę je podwójnie mrozić, to ma za soba przynajmniej jedno mrożenie. 


Print Friendly and PDF

February 09, 2022

Smażone tofu z brokułami

Dawno temu jeden z naszych znajomych stracił mocno na wadze - jak twierdził dzięki tofu. Ponieważ tofu nie należało do moich ulubionych produktów czy też dań skomentowałam ten wyczyn, mówiąc, że to zapewne, dlatego, iż wolał nic nie jeść niż jeść  tofu. Nawet wymawiałam wtedy tofu jako "to fu". Od tamtych dni minęło wiele czasu i choć nadal nie przepadam za tofu, to zaczęłam je uważać za jadalne, zwłaszcza, jeśli się je dobrze przygotuje. Niewątpliwie kluczem do smaku jest przysmażenie tofu tak, by było chrupiące i dobrze doprawione. Wtedy można je jeść w każdej postaci. Przekonałam się o tym robiąc wegańskie bolognese, kiedy tofu okazało się tak pyszne po usmażeniu, że ciężko było nie podjadać. Tofu smażone z brokułami w lekko ostrym sosie jest ulubieńcem w rodzinie i był okres, gdy mogłam robić je dowolnie często. Co zresztą nie było problemem, biorąc pod uwagę i to, że robi się je szybko, i to że zjadane były wraz z nim warzywa.

Print Friendly and PDF

November 29, 2021

#24 Kulinarnie po Seattle i okolicy - Kedain Makan

O Kedain Makan, malezyjskiej restauracji w Seattle, słyszałam od pewnego czasu. No i została nam polecona przez Malezyjczyka. Uprzedzono nas, że restauracja nie przyjmuje rezerwacji i należy wcześniej przyjechać, by ustawić się w kolejce. Kolejka ta przerosła moje oczekiwania. Kiedy jednak podjechaliśmy pod restaurację okazało się, że stoi przed nią niezły tłumek - mimo iż na dworzu było zimno i padał nieprzyjemny, listopadowy deszcz. Na oko, kolejka miała jakieś 60 m i zawijała za róg budynku. Niestety nie załapaliśmy się na pierwszą rundę wpuszczonych gości. Do już półgodzinnego oczekiwania, musieliśmy dołożyć kolejną godzinę. No ale czego się nie robi dla poznania nowych smaków? 😉

Print Friendly and PDF

February 25, 2021

Poké

Wszyscy w mojej rodzinie lubią sushi. I poke, nazywane przez nas shushi leniwego kucharza. Tylko ja się wyłamałam. I w sumie nie wiem czemu, bo lubię i składniki w nim zawarte, i surowa ryba mi nie przeszkadza... Ale jakoś nie przypadło mi do gustu. 

Poke, pisane czasami poké, by podkreślić prawidłową wymowę, to hawajskie danie - główne lub przystawka w zależności od wielkości. Główną jego częścią jest ryba pokrojona na kawałki. Do tradycyjnego aku poke wykorzystywany jest tuńczyk pasiasty (bonito), a do heʻe poke, ośmiornica. Jednak w ostatnich latach, kiedy poke zrobiło się popularne, robi się je i z innymi rybami, takimi jak  tuńczykiem żółtopłetwym, łososim czy różnymi skorupiakami. W tradycyjnie przygotowanym poke, zdecydowanie dominować będą japońskie czy też azjatyckie przyprawy. Ale  nie używa się ich dużo, bo poke to danie rybaków. W wersji hawajskiej ich nie znajdziemy. Poke nie jest trudne do wykonania, co się w nim znajdzie, to w sumie kwestia naszego smaku i wyobraźni. To na co jednak trzeba przede wszystkim zwrócić uwagę, to jakość ryby używanej do jego przygotowania. Najlepiej, kupować rybę przeznaczoną na sushi/sashimi w sklepach azjatyckich. Kupując rybę, należy pamiętać, że rybę na surowo można jeść dopiero po jej uprzednim zamrożeniu w temperaturze -4 F/-15C na minimum 7 dni lub -31F/-35C na 15 godzin. 

Print Friendly and PDF

February 19, 2021

Kokosowe miso curry z łososia

Kiedy pierwszy raz jadłam to danie, nie tylko poznałam coś nowego smakowo, ale i przy okazji dokształciłam się. Pierwszym moim skojarzeniem, jak i u wielu osób, było bowiem - a gdzie jest curry? A curry to nie tylko przyprawa hinduska. Curry wywodzi się od tamilskiego kaṟi, które oznacza sos lub przecier do ryżu z liści drzewa curry. O ile w Indiach najczęściej jest to mieszanka przyprawowa, której smak wyznacza rejon tego kraju, tradycja, nawyki rodzinne, a nawet religia. Ale już poza Indiami, mianem curry określa się rodzaj dań z mlekiem kokosowym , serwowanych z ryżem. I tak dokładnie jest w tym przypadku. Tak więc nie znajdziemy tu smaku hinduskiego curry. Natomiast wyczuć można w nim mleko kokosowe, imbir, czosnek i miso. Podawać można z ryżem, pieczywem, kuskus czy komosą ryżową (quinoa).

Print Friendly and PDF

August 12, 2020

Coffee milk tea z bobą

W przeciwieństwie do moich dzieci nie przepadam za bobą. Zupełnie nie ruszają mnie azjatyckie napoje z glutowatymi kuleczkami. One jednak chętnie je piją. A że zrobiła się na nie moda, to miejsc, gdzie można je kupić wyrosło wokół nas jak grzybów po deszczu. Mamy jedno ulubione. W ramach wspierania biznesów w ciężkim okresie, kupowałyśmy tak swoje ulubione drinki - one z bobą, ja bez. Nie do końca to prawda z tym wspieraniem - a dokładniej to półprawda, bo nie wiem co bardziej wspierałyśmy - biznes czy swoje zachcianki i apetyt na te drinki. 😉 Jednym słowem powstały dwie pieczenie na jednym ogniu. A ponieważ nie jest to najtańsza zachcianka, postanowiłyśmy same się nauczyć jak robić takie napoje. W setkach przepisów jakie można znaleźć najbardziej interesowało nas wykonanie części mlecznej herbaty, która smakowała z lekka jak mocna bawarka. Efekt ostateczny przerósł nasze oczekiwania, gdyż jak okrzyknęły panny - udało się nam to idealnie. Nie pozostaje mi nić innego tylko zaakceptować ich opinię, bo sama nie pijam tego smakołyku. 😉 
To co trzeba pamiętać, to to, iż jest to zimny napój, a więc mleczna herbata musi być przygotowana z wyprzedzeniem co najmniej kilku godzin. Ja często robiłam większą porcję i przechowywałam w lodówce przez 2-3 dni. 

Print Friendly and PDF

May 03, 2020

Czerwona kapusta po koreańsku


Zasadniczo nie jestem wielką wielbicielką czerwonej kapusty, ale w tej wersji jest ona wybitnie dobra. Zachęciła mnie do niej Ania, moja przyjaciółka wegetarianka. To u niej można zjeść różne warzywne smakowitości. A ja coraz częściej potrzebuję więcej warzyw i owoców niż mięsa. Wyszukuję więc w pamięci różne dania warzywne. Obiad bez dwóch różnych warzyw tak na dobrą sprawę uważam ze byle jaki. I żadnym z tych warzyw nie mogą być kartofle. 😉 
Przed zrobieniem tej kapustki wstrzymywał mnie brak papryki gochugaru. Teoretycznie mogłam kupić ją na amazon, ale nie do końca byłam przekonana do kupowania przyprawę dla jednej potrawy. W końcu więc pogodziłam się z tym i postanowiłam ją zastąpić przyprawą Sambal Oelek. Być może autorka oryginalnego przepisu uznałaby to za profanację, ale dla mnie różnica nie była tak znacząca. Dokonałam jeszcze jednej drobnej modyfikacji - użyłam oleju z prażonego sezamu, co moim zdaniem dodało ciekawego smaku kapuście. Na pewno nie powinno się wydłużać czasu smażenia, gdyż kapusta ta jest dobra w wersji lekko twardawej, chrupiącej. 
Print Friendly and PDF

March 30, 2020

Kaczka teriyaki

Kaczka teriyaki już od dłuższego czasu za mną "chodziła". Nawet miałam zachowane na ten cel piersi kacze, ale jakoś ciągle odkładałam ich zrobienie w ten sposób. Przymusowy pobyt w domu i ograniczone możliwości zakupowe skłaniają do przeglądu tego co się ma do dyspozycji i wymyślenia potraw z tych właśnie produktów. Powstała więc świetna motywacja by w końcu zrobić kaczkę teriyaki. Okazała się szybka i prosta w przygotowaniu. A efekt - rewelacyjny. To będzie danie, które nie raz zagości na naszym stole. Pieczona brukselka była nie tylko świetnym tłem dla kaczki, ale przede wszystkim doskonałym dodatkiem smakowym. Przepis powstał z kombinacji różnych przepisów znalezionych w internecie.
Print Friendly and PDF

March 06, 2020

Kalafior à la kung pao

Kalafior był zawsze jednym z moich ulubionych warzyw. Lubiłam go gotowanego, przygotowanego na parze, pieczonego w wersji bliskowschodniej. Uwielbiałam też smażonego kalafiora, w czasach gdy mało komu przyszło do głowy tak go robić. Ale Babcia tak czasem zagospodarowywała jego resztki. Pamiętam jak kiedyś dała mi naleśnika z podsmażonym kalafiorem, lekko skropionym sosem maggi, który nieco przypominał sos sojowy. Oj ta moja Babcia!!!! Ona była niezastąpiona. Idąc jej śladami, postanowiłam - dla odmiany od mięsnych dań - spróbować kalafiora à la kung pao. Warto eksperymentować, bo wyszedł fenomenalnie. Najlepszy jest jedzony od razu, bo jest jędrny i lekko twardawy. Należy więc tyle go zrobić ile damy radę zjeść w czasie jednego posiłku. Odgrzewany oczywiście nie jest zły, ale nie jest już taki jędrny jak świeżo przygotowany.
Print Friendly and PDF

March 03, 2020

Wołowina Kung Pao raz jeszcze

W przeszłości robiłam już wołowinę kung pao, ale choć wyszła dobra, nadal poszukiwałam przepisu, który zbliżył by mnie smakowo do tego co jadam w ulubionych restauracjach chińskich. A naszym rejonie to jest wyzwanie, bo dzięki ogromnej populacji azjatyckiej, restauracji z tego regionu, w tym oczywiście chińskich jest sporo. Niektóre z nich odwiedzamy od lat i zamawiamy niemal bez karty. Bywało też, że kiedy dzieci ulubiły sobie jedną z nich, witano nas w niej jak starych znajomych. Można więc by zapytać po co w ogóle się bawić w chińskie gotowanie, skoro wystarczy gdzieś pójść na gotowy obiad czy zamówić go, nawet z dostawą do domu. No cóż. Lubię eksperymentować, nie cierpię nudy w kuchni, a nie zawsze mam ochotę na wyjście do restauracji. Ot i tyle. I w końcu znalazłam przepis, którego opis wydawał się być tym, czego szukałam. I nie pomyliłam się. Wołowina wyszła rewelacyjna.  Oryginalnie przepis był na kurczaka, ale nie ma to znaczenia. Mięso pozostaje mięsem. Pamiętać tylko trzeba, by kupić taką wołowinę, która się nadaje na tak przygotowane danie, czyli taką, która po krótkim usmażeniu będzie miękka. Co prawda marynata do mięsa sprawi, że stanie się ono delikatniejsze, ale mimo wszystko powinno być to mięso raczej delikatne i nadające się do smażenia.
Print Friendly and PDF

June 23, 2019

Łosoś w słodko-ostrej marynacie

Szukam nowych smaków łososia. Gości on u nas na stole dość często - szczególnie teraz w sezonie i przyznam, że nie mam ochoty jeść ciągle tak samo robionego. Tym razem więc spróbowałam pieczonego w słodko-ostrej zaprawie a la  Był ciekawy w smaku, a papryczka chilli dodała smaku. Nie był wcale zbyt ostry - nawet dla dzieci, które nie przepadają za ostrymi potrawami. Wręcz nawet jedno z dzieci wydało masę ochów i achów na temat łososia i uznało, że to najlepszy łosoś pieczony jakiego kiedykolwiek jadło. 😉
Sos do marynowania można kupić gotowy, a można też zrobić samemu. Ja posłużyłam się przepisem Oksany z iFoodreal. Ona co prawda piekła łososia na grillu i na deseczka cedrowych, a ja po prostu w piekarniku. I wyszedł bardzo dobrze. 
Print Friendly and PDF

August 04, 2018

Satay

Kuchnia tajska jest od dawna jedną z naszych ulubionych. Satay to stała w niej pozycją, która niemal zawsze zamawiamy na przystawki. Jest przepyszne - sos z orzeszków ziemnych dopełnia smaku, a słodkawa sałatka z ogórków i papryki jest przysłowiową wisienką na torcie. Satay z Pen Thai smakuje nam najbardziej, a podany do mięsa sos z ziemnych orzeszków jest absolutnie nie do pobicia. Można by jeść go łyżką. Za każdym razem, gdy zamawiamy z Pen Thai na wynos, zostaje nam spora porcja sosu. I to właśnie skłoniło mnie by samej zrobić satay w domu. Zaprawę do satay robiłam w wersji z mleczkiem kokosowym lub bez i przyznam, że nie miało to większego wpływu na smak, który przede wszystkim nadają pozostałe przyprawy. 
Print Friendly and PDF