Przez wiele lat robiłam leniwe pierogi z serka Philadelphia. Tak było szybko i prosto. Ostatnio jednak wiele razy robiłam własny ser biały, więc stało się sprawą oczywistą, że wykorzystam go i do pierogów leniwych. I za każdym razem, kiedy korzystam z własnego sera do robienia leniwych, przyznam, że dochodzę do wniosku, iż chyba jednak już nie wrócę ani do Philadelphii, ani do żadnego innego kupnego sera. Dlaczego? Bo takie leniwe wychodzą po prostu doskonałe - są delikatne i przepyszne. A nadal trwający sezon truskawkowy sprawił, że po te właśnie owoce sięgnęłam. Kiedy bowiem pojawiają się lokalne truskawki mogłabym je jeść w każdej postaci. I ten rok nie jest wyjątkiem. Truskawki dodawałam już do leniwych pierogów, ale z sosem owocowym. Dzisiaj proponuję nieco lżejszą wersję - z samymi truskawkami. Obiad jest gotowy dosłownie w pół godziny i zasyci nasze apetyty.
Ach co to był za obiad! A wszystko dzięki placuszkom jogurtowym, które jedliśmy już wiele razy z najróżniejszymi owocami letnimi - wiśniami i czereśniami, brzoskwiniami i ze śliwkami. Są świetnym daniem na lekki, letni obiad w upalne dni, gdy na niewiele co ma się ochotę. Truskawkom, mimo iż są delikatniejsze niż inne używane w placuszkach owoce, zupełnie nie szkodzi smażenie, a sos truskawkowy jest wspaniałym dopełnieniem całości. Oczywiście można też użyć zwykłej śmietany, ale czemu nie rozkoszować się truskawkami w każdej postaci!
Portugalia bardzo nam się podobała, o czym jeszcze napiszę w bardzo spóźnionej relacji kulinarnej! Jednak ten wypiek nie powinien mieszać się z relacją. Powstał on w ramach chęci zrobienia czegoś co tak bardzo nam zasmakowało w czasie podróży. Oczywiście nie umywa się do oryginału, ale kiedy nachodzi mnie chandra, to wówczas sięgam po takie pyszności i cieszę się, że je poznałam. Od razu humor się poprawia, a wszystko dookoła wydaje się lepsze i fajniejsze! Po tym co czytałam na temat tych ciasteczek zanim ich spróbowałam, przyznam, że zaskoczyła mnie łatwość z jaką można odtworzyć ten przepis w warunkach domowych. Oczywiście koneserzy powiedzą, że to nie to samo, ale co tam! Nam smakowały i przywołały wspomnienia wspaniałej wycieczki jaką odbyliśmy! A że zostały nam saszetki z cynamonem i cukrem z oryginalnej cukierni, w której można kupić pastel de balem, to mieliśmy drobną namiastkę tego, co jedliśmy w Lizbonie.😉