Co prawda najlepsze knedle są ze śliwkami, ale i z truskawkami nie są wcale gorsze. Przekonałam się o tym, gdy odwiedziliśmy znajomych w Polsce. Ich mama-babcia naszykowała pod kątem dzieci knedle z truskawkami. Ponoć ich córka, zwana potocznie Bubolinką, bardzo je lubiła. Stąd pomysł dogodzenia wszystkim dzieciom w ten sposób. Knedle znikały błyskawicznie - jadły je dzieci, jedli je dorośli. Od tego czasu, kiedy mamy pod ręką truskawki lokalne, takie sezonowe, a nie przywiezione skądśtam z daleka, takie dojrzałe na krzaczkach, a nie w transporcie, te knedle stają się letnim rarytasem. Kiedyś wolałam tradycyjnie ze śmietaną, a dzieci z sosem z truskawek lub owoców leśnych. Ostatnio jednak zjadamy je w wersji na maksa - ze śmietaną i z sosem truskawkowym. Obie wersje są przepyszne. Nie ma szansy, by z tej porcji cokolwiek zostało - wszystko jest zjedzone a talerze wylizane (przynajmniej przez niektórych) do czystości. W końcu nic się nie może zmarnować! 😉






