W odróżnieniu od moich panien, nie jestem wielką fanką brownie, gdyż nie lubię jego dość gliniastej konsystencji. One od zawsze lubią brownie i zawsze je zmiatają zanim się obejrzę. Zwykle brownie pojawia się u nas gdy ktoś sprezentuje je którejś panience albo gdy one zdecydują się upiec - najczęściej z pudełka. Jednak to zaintrygowało z racji składników i tego, że polecał je facet, prowadzący super zdrowy blog. Tak zdrowy, że gdyby nie to, iż robi filmiki z bardzo śmieszną córeczką, to chyba przestałabym go słuchać. Jest aż męczący w tej swojej zdrowości. Wracając do ciasta, to w rzeczywistości okazało się bardzo dobrym ciastem czekoladowym, ale nie brownie. Mimo to smakowało wszystkim i gościło już wiele razy na naszym stole. Myślę, że mogłoby też służyć jako podstawa do innych ciast.
