October 14, 2012

Pasto-sałatka z tuńczyka

Po lecie w czasie którego jadło się tony owoców przychodzi taki dzień jesienny, gdy chce się zjeść coś innego. Szczególnie na lunch w chłodny dzień. I wtedy nagle zaczynają smakować znowu kanapki. 

Często robię do kanapek różne pasty i sałatki. Z puszkowanych ryb, takich jak sardynki czy  tuńczyk, z wędzonego łososia, jajek czy białego sera i warzyw. Przygotowana wieczorem taka pasto-sałatka jest pyszna następnego dnia rano kiedy wszystkie składniki się "przegryzą". 


Print Friendly and PDF

October 04, 2012

Zupa pomidorowa

Najlepszą pomidorową robiła Babcia Regina. Była nie do pobicia. Zawsze gdy wpadałam do niej w piątek, Babcia miała dla mnie pomidorową z ryżem lub z lanymi kluskami.
W naszym domu zawsze są pomidory. I praktycznie nigdy się nie marnują, gdyż albo są zjadane na surowo, albo w postaci zupy albo w postaci sosu spaghetti. Jeśli pomidory zmiękły, zwykle je mrożę, by zebrać większą ilość, a następnie zużyć na zupy.
Pomidorowa cieszy się największym wzięciem w naszym domu – najczęściej z makaronem, choć ryż też się nadaje. Ryż nie może być zbyt suchy lub skluszczony. Dlatego najchętniej podgrzewam gotowy ryż razem z zupą – wtedy przesiąka troszkę zupą i jest idealny.

Print Friendly and PDF

September 21, 2012

Angel hair pasta

Dawno temu, kiedy sprowadziłam się do Bellevue, lubiłam wpaść do Kirkland, gdzie na Lake Washington Boulevard była niepozorna knajpka czy też barek Pasta ya Gotcha. Uwielbiałam tam dwie potrawy - Roasted Garlic and Gorgonzola Penne i Angel Hair Pasta. Szczególnie ta ostatnia przypadła mi do gustu, choć nie było w niej nic specjalnego. Ale właśnie sos ze świeżych pomidorów połączony z cieniutkim makaronem był idealną mieszanką prostoty, a zarazem wspaniałego smaku.

Print Friendly and PDF

June 05, 2012

Malinka pachnąca malinką

Ciasto poznałam u Ewy. Zasmakowało nam wszystkim, więc wzięłam przepis. Szybko zagościło na dobre i w naszym domu. Zawsze brałam je na poczęstunek na zakończenie roku w Szkole Polskiej. Któregoś razu rodzic przyszedł na skargę, że ciasto śmierdzi. Przeraziłam się, gdyż myślałam, że jakimś cudem prysnął łosoś, którego "równolegle" szykowałam. Ale okazało się, że "śmierdzi malizną". Musiałam mieć nietęgą minę, bo w końcu rodzic powiedział "nie znasz tego? Za mało zrobiłaś!". Po latach, jedna z koleżanek poznanych w szkole przyznała się, że malinka była jedynym powodem dla którego przychodziła na zakończenie roku szkolnego. Zrobiło mi się miło, choć i smutno ze względu na dziecko. No ale dobrze, że choć tak przyciągałam rodzica do szkoły w tym dniu....

Print Friendly and PDF

February 26, 2012

Rogale i paluchy

Na ulicy Narbutta, tuż przy Alei Niepodległości, była kiedyś piekarnia, do której chadzałam jako dziecko razem z Babcią Reginą. Było tam najlepsze w okolicy pieczywo. Przed świętami zawsze trzeba było odstać kolejkę do piekarni, by na stole świątecznym było tylko to co najlepsze. Czasami i bez świąt Babcia chodziła do tej piekarni i oprócz chleba kupowała tam dla mnie palucha lub rogala. Zanim doszłyśmy do domu, nie było po nim śladu. Teraz gdy przyjeżdżamy do Polski na wakacje zawsze, choć raz kupujemy paluchy - nie w tej piekarni, ale też dobre. Kiedyś znalazłam przepis na takie zwykłe rogale na stronie Pracowni wypieków. W smaku są takie same jak te z piekarni na Narbutta. Od tej pory często pojawiają się na naszym stole i nie musimy już czekać na kolejny pobyt w Polsce, by je zjeść. I znikają równie szybko jak tamte zjadane w drodze do domu. Czasami zamiast w tradycyjne rogale, robię je w kształcie paluchów - przydają się do najróżniejszych zapiekanek czy nadziewanych bułek. 

Print Friendly and PDF

January 20, 2012

Nasza Narnia i ciepłe bułeczki


Ostatnio czytałyśmy Narnię. A wszystko przez Mikołaja, który przyniósł Oli filmy. Najpierw jednak musimy przeczytać, by Julcia się nie bała w czasie filmy. No i zawszeć to lepiej znać książkę, zanim się obejrzy film. 

A dzisiaj zasypało nas śniegiem. Sypało w nocy. Rano była na drogach śnieżna breja, ale szkół nie odwołano. Więc pojechałyśmy  do szkoły. Ledwie można było dojechać, ale o wjeździe pod szkołę nie było mowy. Korek pod szkołą niebywały. 


Kiedy dojechałam do Bellevue, okazało się, że tam nawet płatka śniegu nie było. Do czasu. Jakieś dwie godziny później zaczął walić śnieg. Jak na zawołanie zrobił się korek, który obserwowałam z okien pracy. Krótko potem sama stałam w korku, bo nie chciałam ryzykować utknięcia. Paweł też się ewakuował z Seattle. Wtedy też się okazało, że i szkoły zostały zamknięte w trybie natychmiastowym. Jakoś dotarliśmy do ciepłego domu. Nie ryzykowałam wjazdu do garażu moim samochodem, a Paweł z trudem wjechał swoim. 


Print Friendly and PDF

January 04, 2012

Rose petal jam, czyli najpiękniejsza książka kucharska

Książkę Rose petal jam: Recipes and stories from a summer Poland, napisaną przez Beatę Zatorską z fotografiami, które robił jej mąż Simon Target, odkryłam bardzo przypadkowo. Od razu przykuła moją uwagę, więc zaryzykowałam jej kupno, mimo iż mam wiele książek kucharskich. I nie żałuję tego impulsywnego zakupu. Jest to najpiękniejsza książka kucharska jaką kiedykolwiek miałam w ręku. Nie jestem zresztą do końca przekonana czy należy ją tak nazywać. Autorka opisuje bowiem swoją letnią podróż po Polsce - po zakątkach rodzinnych, w których nie była przez wiele lat emigracji i po znanych miejscach w Polsce. Każda podróż to wspaniałe fotografie przedstawiające piękno Polski. Simon Target pięknie uchwycił nawet to, co nie wydaje się atrakcyjne, jak choćby stare wiejskie chałupy czy stare talerze. Jednak na jego fotografiach stają się one miejscami, które chciałoby się odwiedzić i zobaczyć na własne oczy. 
Print Friendly and PDF