Szukając ciekawego ciasta do jeszcze ciekawszej formy do pieczenia znalazłam przepis na bloguMoje wypieki. Idealnie pasował do mojej formy, bo używał takiej samej fikuśnej foremki! Zaryzykowałam i okazało się, że babka też jest bardzo dobra, a do tego bardzo prosta w robieniu. Babkę tak upieczoną można podać samą, można polać ją czekoladą, a można też zrobić do niej sos owocowy. W żadnej z tych kombinacji nie może nie smakować. Po prostu jest pyszna. Nawet jeśli nie jest upieczona w takiej fikuśnej foremce.
Nigdy nie myślałam, że ten prosty quiche może zrobić taką furorę wśród znajomych. Najsmaczniejszy jest z kurkami, choć pieczarki też pasują smakowo do tej kombinacji. Inne świeże grzyby myślę, że też by pasowały, natomiast grzyby suszone mają jednak zbyt intensywny smak i lepiej je zmieszać z innymi. Quiche smakuje i na ciepło, i na zimno. A w kombinacji z czerwonym barszczem jest po prostu doskonałym daniem.
Niedawno odkryłam kaszę jaglaną. Kulinarnie, bo wiedziałam, że taka kasza jest. Nie używałam jej jednak w kuchni. Krupnik na niej ugotowany okazał się być pyszną i delikatną zupą. Dużo bardziej delikatną niż zwykły krupnik, który też bardzo lubimy. Ostatnio, robiłam krupnik nie mając wywaru. Dodałam więc skrzydełko wędzonego kurczaka i wkroiłam kawałek wędzonego mięsa kurczaka. Wyszła bardzo smaczna i miała niespotykany, lekko wędzony smak. Według dzieci - był to najlepszy krupnik na świecie.
Pewnie nigdy bym nie odkryła soczewicy, gdyby nie Ethnic Fest w Bellevue w naszym kościele. Co roku, koleżanki pochodzenia niemieckiego gotowały zupę z soczewicy, czyli lentil soup. Pierwsza wersja tej zupy, zrobiona przez Trinę, była rewelacyjna. Była gęsta i pełno w niej pływało kiełbasy. Kolejną zupę zrobiła Sophie - była ugotowana nieco inaczej, ale bez uszczerbku dla smaku. Nie było w niej tyle kiełbasy, ale za to pojawiły się warzywa w dużej ilości. Była pyszna. Z czasem Ethnic Fest przeszedł do historii, a razem z nim i niemieckie zupy. W końcu postanowiłam poeksperymentować z zupą z soczewicy i zobaczyć co mi wyjdzie. Nie dawałam do niej kiełbasy, ale dawałam dość sporo marchewki i pietruszki lub selera. Czasem podsmażałam cebulkę na boczku, a innym razem pomijałam boczek - wszystko w zależności od tego czy miałam ochotę na zupę wegetariańską czy bazującą na mięsie. Z czasem zupa zagościła na stałe w naszej kuchni. Szczególnie gdy jest zimno, ma się ochotę ją jeść, gdyż nie tylko zasyca, ale i rozgrzewa. Najlepsza jest dzień po ugotowaniu, dlatego zawsze przygotowuję ją wieczorem dnia poprzedzającego jedzenie.
Kiedy nadchodzi karnawał, w naszym domu pojawiają się rogaliki. Sama nawet nie wiem skąd wzięłam ten przepis, a w domu nikt nie pamięta kiedy rogaliki pojawiły się pierwszy raz na stole. Za to wszyscy wiedzą, że to jeden z najpyszniejszych deserów. A wszystko dzięki temu, że w rogalikach są powidła śliwkowe - najlepiej własnej roboty i wymieszane z ociupiną greckiej konfitury z róży. Konfitury z róży nie może być za dużo, bo wtedy nadzienie robi się przeperfumowane. Na wierzchu obowiązkowo musi być lukier i skórka pomarańczowa - jak w najlepszych pączkach od Bliklego. Takiej kombinacji CIĘŻKO się oprzeć - zwłaszcza na świeżo.
W robieniu rogalików najgorsze było wyćwiczenie kształtu rogalików. Ale po takiej ilości jaką zrobiłam i ta przeszkoda została pokonana. Rogaliki faktycznie przypominają rogaliki, a nie kulfony rogalikopodobne. Parę razy podkusiło mnie, by zmodyfikować przepis - np. dodać mak zamiast powideł albo posmarować czekoladą zamiast lukrem. Za każdym razem były dobre, ale okazywało się, że jednak najlepsze są te oryginalne rogaliki. Koleżanki i koledzy Ali jeszcze z liceum poznali się na rogalikach. Już sobie nawet nie zawracałam głowy pojedynczą porcją i od razu robiłam co najmniej podwójną. Następnego dnia rano Ala pakowała pudło rogalików i zanosiła je do szkoły. I nie zdarzyło się by jakiś rogalik wrócił.
Latem bardzo często grillujemy. Najbardziej lubię grillowaną kiełbasę. Do tego warzywa - jak choćby sałatka z pomidorów i cebuli ze śmietaną lub bez niej, mizeria z ogórków pociętych na plasterki czy startych na tarce i grubych oczkach, kalafior czy cokolwiek z warzyw nam przyjdzie do głowy. Im więcej warzyw, tym lepiej. W grudniu czy styczniu zaczyna mi brakować takich letnich obiadów. Ale od czego wyobraźnia...... Przecież kiełbaskę można podsmażyć - smakuje ciut inaczej niż grillowana, ale też jest pyszna. Mizeria - no nie z takich pysznych ogórków, ale też smakuje. Pomidory, cebulka, ogórki kiszone z zapasów... i voila! Letni obiad w środku zimy gotowy! No i nie zapominjmy o szklance zsiadłego mleka czy kefiru do tego - własnego lub kupnego!
Rosół nie jest moją ulubioną zupą. Sprawia na mnie wrażenie niedokończonej - czegoś w niej brakuje. Owszem zjeść się da, ale bez zachwytów. Ale rosół to podstawa innych zup. Dlatego rosół często gotuję i wykorzystuję do gotowania wszelkich zup jakie jemy.