February 14, 2014

Chałka

Choć chleby piekę od kilku lat, to do chałki jakoś nie mogłam się zebrać. Ale w końcu nadszedł czas. Chałką - zwłaszcza taka świeżutka i z dobrym dżemem/konfiturą - popijana prawdziwym kakao jest nie do pobicia. To smak dzieciństwa.  Nie musi mieć nic w środku, ani też psypki z maku czy kruszonki - sama w sobie jest świetna. 

Przepis na tę chałkę znalazłam w Pracowni wypieków. Chałka wychodzi rewelacyjna - puszysta i lekka. Z tego przepisu wychodzą dwie ogromne chałki.
Print Friendly and PDF

February 11, 2014

Powolne gotowanie?

Source: amazon
Kilka tygodni temu pewien znajomy polecał gorąco "wonderbags". Zaintrygował mnie, więc zaczęłam sprawdzać na amazon. Jak się okazało - przynajmniej w moim mniemaniu - to nic odkrywczego i nic nowego. To po prostu torba z odpowiednio grubej kombinacji materiałów. Można w nią wstawić garnek, w którym się coś gotuje i potrawa "dojdzie" do siebie pod wlywem ciepła, które nie ucieka tak jak to się dzieje, gdy garnek stoi np. na kuchence. Gotowana potrawa w momencie wkładania garnka do torby nie jestdo końca ugotowana, a użycie torby ma zaoszczędzić energię jaką byśmy zużyli na jej dalsze gotowanie. 

Brzmi to fantastycznie - ekologicznie i zdrowo. Nie ma szansy na przegotowanie potrawy lub też jej spalenie. Potrawę można nastawić rano, podgotować, wyjść do pracy, a kiedy się wróci jest ona gotowa. Ot, taki slow cooker bez prądu. Można też użyć tej torby jako torby do przeniesienia potrawy na imprezę - po dotarciu na miejsce, jedzenie nadal jest ciepłe i nie trzeba gospodarzom robić kłopotu z podgrzewaniem.

Jak wspomniałam, pomysł nie jest nowy. Babcia Irena zawsze gotowała ryż czy kaszę metodą kocykową. Jak? Dokładnie na tej samej zasadzie - rano podgotowywała ryż, a kiedy wchłonął całą wodę, zawijała garnek; gdy przyszła pora obiadu, ryż był gotowy. Tyle, że Babcia nie miała takiej torby, a kocyk. Ale działało to równie dobrze. 

Na podobniej zasadzie robię gołąbki, tyle że wykorzystuję nagromadzone ciepło piekarnika. Gołąbki, zamiast gotować na kuchence, wstawiam do piekarnika. Zwykle na około 45-60 minut. Po tym czasie piekarnik wyłączam, a garnek zostawiam w nim. Po kilku godzinach są idealne. W przeciwieństwie do tych robionych na kuchence, nie wymagają długiego gotowania i nie są - szczególnie te na dnie garnka - narażone na przypalenie. 

Powolne gotowanie starodawnymi sposobami ma swoje zalety, nie ma co do tego dwoch zdań. Ale chyba nie trzeba mieć do tego takiej torby. No chyba, że się chce wesprzeć Afrykę.


Source: amazon.com
Print Friendly and PDF

February 09, 2014

Drożdżówki z serem


Zima nastraja do innych smaków. Dlatego drożdżówki z serem, moim zdaniem, dużo lepiej smakują zimą niż latem, kiedy dominują ciasta i ciasteczka z owocami. Od dawna miałam ochotę na takie bułeczki z serem wzbogaconym skórką pomarańczową. Ponieważ dzieci zwykle kręcą nosem na biały ser, postanowiłam je zrobić idąc na imprezę. W większej grupie ludzi zawsze znajdą się amatorzy takich bułeczek. Pomyliłam się tylko w jednym – dzieciom BARDZO zasmakowały drożdżówki i były zawiedzione, gdy się okazało, że szybko znikły.

Choć najlepsze były pierwszego dnia, zaraz po upieczeniu, to i następnego dnia, popijane gorącym kakao były pyszne. Zwłaszcza, że za oknem niespodziewanie pojawił się śnieg, a samochód został wieczorem porzucony na pobliskiej górce... 

Print Friendly and PDF

February 04, 2014

Zupa fasolowa



Zupa fasolowa kojarzy mi się z zimą. Przede wszystkim dlatego, że nic tak dobrze nie rozgrzewa jak talerz gorącej zupy bogatej w różne dodatki. Lubię ją robić z dodatkiem warzyw, bo wtedy jest bogatsza. Ale można też je całkowicie pominąć. 
Zupa fasolowa kojarzy mi się z zimą również i dlatego, że to właśnie zimą zamawiam wędliny z Chicago - z Andy's Deli. Nikt tu w Seattle i okolicy nie ma takiego wyboru takich pysznych kiełbas, polędwic i wędzonek jak Andy. Kiedy mam taką wędzonkę, czy boczek ze skórą, której i tak nie używam, czy boczek z żeberkami, aż się prosi o zupę na wędzonce. Bez wysiłku wychodzi rewelacyjna i znika z momentalnie. 

Print Friendly and PDF

January 25, 2014

Ciasto bananowe (banana bread)

Z bananami jest tak, że nigdy nie wiadomo ile ich kupić. Albo jest ich zbyt mało, bo właśnie wszyscy objadają się na śniadanie goframi z bananami lub używają ich do smoothie, albo jest ich stanowczo za dużo, bo nikt na nie nawet nie spojrzy. I co wtedy? Leżą na misce z owocami i robią się coraz bardziej dojrzałe. I coraz trudniej o chętnego na nie. Wreszcie gdy już wiadomo, że chętny się nie znajdzie, to albo od razu są przerabiane na banana bread albo lądują w zamrażalniku i po jakimś czasie są skonsumowane w jakieś postaci typu smoothie lub ciasto.
Ile bym nie zrobiła tego ciasta, to zawsze jest mało, gdyż wszystkim smakuje. Rano gdy liczy się każda sekundka snu, kawałek banana bread z mlekiem czy sokiem rozwiązuje problem śniadania. Same zalety rzec by można. 


Print Friendly and PDF

January 19, 2014

Kołduny litewskie

Długie lata nie znałam kołdunów. Nie jadało się ich w moim domu, a i kupić ich nie można było. Ale kiedy już ich spróbowałam, to bardzo mi przypadły do gustu. Kołduny to niby nic wielkiego, ale i smakiem, i konsystencją zdecydowanie różnią się od pierogów. Przede wszystkim dlatego, że robione są z surowego mięsa. 

W przepisie najbardziej zniechęcał mnie łój. Po pierwsze skąd go wziąć? Po drugie, jakoś mi nie pasowało dodawanie tłuszczu. Przekonałam się jednak, że spokojnie można go pominąć, zwłaszcza jeśli baranina i wołowina nie są przesadnie chude. 


Kołduny podaję i z rosołem, i z barszczem. Idealnie pasują do obu zup. Najczęściej jednak nie gotuję ich w zupie - zwłaszcza jeśli jest nią barszcz - a jak pierogi. 


Print Friendly and PDF

January 12, 2014

Berlińska zupa kartoflana

Nigdy wcześniej nie byłam w Berlinie. We wschodnich Niemczech tak, ale po stronie Drezna. Do Berlina nigdy jakoś nie dojechałam. Nie mogę więc porównać wschodniego z zachodnim oraz tego jak bardzo się zmienił. Co chwila zastanawiałam się, w którym Berlinie jestem, gdyż obie części – i stara wschodnia, i stara zachodnia wyglądały niemal identycznie. Minęło 25 lat od upadku muru, co oczywiście pomogło ujednoliceniu się obu częściom miasta, ale to co mnie uderzyło, to fakt, że i w dawnym Berlinie Zachodnim wiele budynków niczym się nie różniło od socrealistycznych budowli w stylu okolic Placu Konstytucji czy Muranowa w Warszawie. Może to myśmy sobie tak wyidealizowali Zachód....

Mimo wszystko Berlin bardzo mi się podobał. To chyba najczystsze miasto w Europie jakie dotąd widziałam, co jest godne podziwu, gdyż w przededniu Sylwestra były tu tłumy turystów.  Wiele uroku dodawały miastu jarmarki bożonarodzeniowe, gdzie nie tylko można było kupić masę mniej lub bardziej potrzebnych rzeczy, ale i zjeść, i napić się np. grzanego wina. Przygotowania do Sylwestra sprawiły, że Brama Brandenburska prezentowała się wspaniale w kolorze zmieniającego się oświetlenia.

Pierwszego dnia, wstąpiliśmy na obiad do bistro na Eberstrasse. Bistro reklamowało się berlińską kuchnią i to nam odpowiadało – chcieliśmy zjeść lokalne potrawy, a nie coś co można dostać wszędzie na świecie. Jedną z rzeczy jakie zamówiliśmy była zupa kartoflana. Była wspaniała – bogata i sycąca, z dużą ilością serdelków pokrojonych na plasterki, z warzywami (marchewka, kalafior, groszek) i z nutą wędzonki w tle. Wiedziałam, że prędzej czy później odtworzę ją w domu.
 
Print Friendly and PDF