August 18, 2020
Sałatka z awokado z czereśniami
August 16, 2020
Gazpacho malinowe
Są upały, są owoce sezonowe, jest więc i chłodnik. Tym razem kolejna próba z gazpacho - po czereśniowym, malinowe, korzystając z tego, że są jeszcze dostępne dobre maliny. Oryginalny przepis zaczerpnęłam z mojego ulubionego źródła kuchni hiszpańskiej, ale przyznam, że nie do końca mi przypadło do gustu w tej wersji. Maliny wydają się być zbyt delikatne, by przykrywać je tak mocno smakiem innych dodatków, takich choćby cebula. Ta wersja aż prosiła się o drobne modyfikacje. Stąd też zmieniłam nieco proporcje składników i według mnie gazpacho nabrało delikatności i wyczuwalnego smaku malin.
August 14, 2020
Gazpacho czereśniowe
August 12, 2020
Coffee milk tea z bobą
W przeciwieństwie do moich dzieci nie przepadam za bobą. Zupełnie nie ruszają mnie azjatyckie napoje z glutowatymi kuleczkami. One jednak chętnie je piją. A że zrobiła się na nie moda, to miejsc, gdzie można je kupić wyrosło wokół nas jak grzybów po deszczu. Mamy jedno ulubione. W ramach wspierania biznesów w ciężkim okresie, kupowałyśmy tak swoje ulubione drinki - one z bobą, ja bez. Nie do końca to prawda z tym wspieraniem - a dokładniej to półprawda, bo nie wiem co bardziej wspierałyśmy - biznes czy swoje zachcianki i apetyt na te drinki. 😉 Jednym słowem powstały dwie pieczenie na jednym ogniu. A ponieważ nie jest to najtańsza zachcianka, postanowiłyśmy same się nauczyć jak robić takie napoje. W setkach przepisów jakie można znaleźć najbardziej interesowało nas wykonanie części mlecznej herbaty, która smakowała z lekka jak mocna bawarka. Efekt ostateczny przerósł nasze oczekiwania, gdyż jak okrzyknęły panny - udało się nam to idealnie. Nie pozostaje mi nić innego tylko zaakceptować ich opinię, bo sama nie pijam tego smakołyku. 😉 To co trzeba pamiętać, to to, iż jest to zimny napój, a więc mleczna herbata musi być przygotowana z wyprzedzeniem co najmniej kilku godzin. Ja często robiłam większą porcję i przechowywałam w lodówce przez 2-3 dni.
August 10, 2020
Gazpacho raz jeszcze
Kiedy byliśmy w Hiszpanii, upały w Barcelonie przetrwałam w dużej mierze dzięki właśnie gazpacho. Nie było dnia, bym nie dożywiała się tą zupą. Była przepyszna - aromatyczna, chłodna, orzeźwiająca, a jednocześnie sycąca. Ale kiedy robiłam ją w domu, nie udawała mi się tak dobrze. Cały czas czegoś w niej brakowało. Niby była dobra, a jednak... Dopiero gdy trafiłam na przepis hiszpański, gazpacho wyszło tak, jak to w Hiszpanii. A może to kwestia pomidorów, które co prawda były małe i wzbudzały lekko mój niepokój z racji ilości skórki, ale za to przepyszne.
Przy robieniu gazpacho nie należy się spieszyć. Pokrojone pomidory, paprykę i ogórka, należy posolić i zostawić nawet na dwie godziny, bo puściły sok. Warto też dodać zieloną paprykę, a nie czerwoną, gdyż daje ona inny smak. No i oczywiście ogórek, który nadaje gazpacho orzeźwiającą nutę. W niektórych przepisach można też zobaczyć i dodatek cebuli. Tej akurat mi nie potrzeba w gazpacho, ale odrobina czosnku jest potrzebna. No i dobrej jakości pozostałe składniki. Pestkami i skórką pomidorów nie należy się przejmować - dobre gazpacho o kremowej konsystencji musi być w czasie robienia przecedzone przez gęste sitko.
Przy robieniu gazpacho nie należy się spieszyć. Pokrojone pomidory, paprykę i ogórka, należy posolić i zostawić nawet na dwie godziny, bo puściły sok. Warto też dodać zieloną paprykę, a nie czerwoną, gdyż daje ona inny smak. No i oczywiście ogórek, który nadaje gazpacho orzeźwiającą nutę. W niektórych przepisach można też zobaczyć i dodatek cebuli. Tej akurat mi nie potrzeba w gazpacho, ale odrobina czosnku jest potrzebna. No i dobrej jakości pozostałe składniki. Pestkami i skórką pomidorów nie należy się przejmować - dobre gazpacho o kremowej konsystencji musi być w czasie robienia przecedzone przez gęste sitko.
August 08, 2020
Doroczny grill i ogórki małosolne na sucho
Co roku bywaliśmy na grillu u przyjaciół. Mieliśmy nawet latami tradycję - Beata przynosiła mi przy jakiejś okazji - najczęściej w imieniny - kwiatki w wielkim szklanym wazonie w kształcie kielicha, a ja w nim przynosiłam do niej ukiszone na tę okazję ogórki. Aż do czasu gdy P. postanowił coś zrobić - nawet już nie pamiętam co - i wazon pękł. Od tej pory ogórki jeździły w innych naczyniach, a po wazonie-kielichu zostało wspomnienie na zdjęciach. Na grillu zawsze musiała być jakaś kiełbaska, kukurydza, kurczak i najróżniejsze dodatki, które przynieśli goście. Często były więc sałatki wszelkiej maści; kiedyś pojawiły się przepyszne gołąbki wegetariańskie. W tym roku, z racji pandemii, grill był nieco mniejszy - bardzo kameralny i tylko dla dwóch rodzin. Ale ogórki do kiełbasek musiały być. Spróbowałam więc takich, jakich nigdy wcześniej nie jadłam. Zrobiłam ogórki małosolne na sucho, znane też jako ogórki rosyjskie. Podchodziłam do nich sceptycznie, ale w końcu zaryzykowałam zachęcona opiniami czytanymi w internecie. Ryzykowałam kilka ogórków. No i nie mogło być źle - przecież z samych dobrych składników nie mogły zmienić się w coś niejadalnego czy szkodliwego. Ogórki okazały się być trafione - pachnące i chrupiące. Jeśli oczekujemy idealnie takich jak tradycyjne małosolne, to możemy być lekko rozczarowani. Te są inne, choć nadal smaczne i warto ich skosztować, zwłaszcza, że pracy przy nich jest bardzo mało.
August 04, 2020
#8 Podróże kulinarne - W krainie wina i owoców
Wybraliśmy się na krótkie wakacje - właściwie wyjazd wakacyjny w rejony Hood River w Oregonie. Wyjazd nieco zastępczy, bo plany pokrzyżowała nam pandemia. Korzystając jednak z tego, że nie możemy podróżować na dłuższych trasach, wybraliśmy się w miarę lokalnie, tam gdzie zwykle nam nie po drodze.
Rejony Hood River są piękne. Wszędzie rozciągają się sady. I te z jabłkami, gruszkami, i te z brzoskwiniami, morelami, najprzeróżniejszymi śliwkami oraz nektarynkami. A wokół nich winnice - i po stronie Oregonu, i po stronie Waszyngtonu. Jak okiem sięgnąć ciągną się pola uprawne winogron - najróżniejszych gatunków. W niektórych miejscach wręcz opisane jakich. Kiedy byliśmy w tych okolicach, było zbyt wcześnie, żeby ich skosztować. Były jeszcze niedojrzałe. Ale widać było, że na urodzaj nikt tu nie może narzekać. A wszystko to u podnóży Mt. Hood widzianego niemal zewsząd i po obu stronach Columbia River. Chętni mogą więc popływać - czy to stateczkiem turystycznym po rzece, czy to na motorówkach czy razem z dziesiątkami turystów uprawiających sporty wodne wszelkiej maści. Można też wyskoczyć na szlaki w niedalekiej okolicy i zobaczyć przepiękne wodospady. Ale można też odpocząć od wszelkiego zgiełku i gonitwy i odwiedzić okoliczne winnice, w których można popróbować lokalnych win. Gratka dla koneserów, a i dla niepijących, bo w takich winnicach-winiarniach jest niesamowita atmosfera.
Subscribe to:
Posts (Atom)