
Babcia była samotnicą. Nie miała znajomych, a i z rodzeństwem czy ich rodzinami nie utrzymywała kontaktu. Stroniła od ludzi i najlepiej czuła się u siebie w mieszkanku. Siadała w pięknym fotelu zaprojektowanym przez jej teścia, Karola Tichy, przy pięknym stole i słuchała radia układając pasjanse. Ale kiedy wpadałam z koleżankami do Babci, zawsze je podjęła gościnnie herbatą i delicjami, a niejednej skróciła spodnie czy przeszyła na maszynie to co potrzebowały.
Nie lubiła być nikomu nic dłużna - stąd jej przygotowania do zimy, by nie musieć nikogo o nic prosić. No może o chleb i drobne zakupy, gdyby nie mogła wyjść z domu. W swoim maleńkim miekszanku jakimś cudem zawsze nagromadziła zapasów na zimę - kartofli, cebuli, kapusty kiszonej od ulubionej pani spod Hali Mirowskiej. Pamiętam jak na stole, bez specjalnej maszyny, suszyła warzywa na zupy, a nawet owoce na kompot wigilijny.
Babcia gotowała jak nikt. U niej wszystko smakowało lepiej niż w domu. Praktycznie nie piekła ciast - z wyjątkiem owocowego z mojego przepisu i piernika na święta. Pamiętam jak raz zrobiła makowce - byłam wtedy mała - mieszkaliśmy wtedy jeszcze na Mokotowie. Robiła najlepszą na świecie herbatę - parzoną staromodnie w imbryczku ustawianym na czajniku - podawaną w szklankach. Do tego piękne, stare łyżeczki - zniszczone w czasie wojny, ale przez to niepowtarzalne.
Babcia też zawsze pamiętała, że lubię tylko twarde, choć dojrzałe warzywa i owoce. Dla mnie zawsze miała twarde morele, śliwki czy pomidory. Nigdy mi tego nie wypominała i nie żartowała sobie z mojego dziwacznego upodobania.
Ostatni obiad jadłam u niej w 1996 roku. Potem jakoś nie składało się. Była zupa pomidorowa i kotlety mielone. Widzę Babcie radosną i z przyjemnością dokładającą wszystkim, którzy wołali o jeszcze! Potem, w czasie kolejnych pobytów w Polsce, były już tylko herbatki i delicje. Ostatni raz piłyśmy herbatkę w lipcu 2003 kiedy byliśmy w Polsce z małą Olą. Po naszym wyjeździe Babcia zaczęła odchodzić. Najpierw pamięcią gdzieś w swój świat, a potem, w marcu 2004. Całkowicie. Nieodwracalnie. Na zawsze.
Gdyby żyła, miałaby dzisiaj imieniny. Na pewno byłaby na obiad pyszna zupa pomidorowa i jakieś mięsko z kartoflami, a do tego sałata czy mizeria. A może rybka smażona czy knedle ze śliwkami. Kto wie? Co by nie było, byłoby świetne i smakowite! Jak zawsze u Babci.
