Bajgle już zawsze będą mi się kojarzyć z wirusem i pandemią. To przez nie trafiłam w lutowy piątek do Costco, w czasie gdy zupełnie tego nie planowałam - rzec by można w czasie lunchu. To przez nie postanowiłam skorzystać z okazji i zrobić zakupy, które oryginalnie zaplanowałam na kilka dni później. To przez nie, a jak się okazało później, dzięki nim, kupiłam bez problemu rzeczy, które po 24 godzinach będą nieosiągalne - wszelkiego rodzaju środki dezynfekujące do domu i pracy, gdzie właśnie mi się pokończyły, a także zrobiłam regularne zakupy. Następnego dnia, kiedy okazało się, że mieszkamy w epicentrum epidemii, że ośrodek opieki Life Care Center jest 300 metrów od nas, kiedy sklepy zamykano w środku dnia, bo tylu było klientów, że następowało przeludnienie, myślałam jak to czasem dziwnie się układa w życiu, że przypadki decydują o tym co wokół nas się dzieje. Ale wracajmy do bajgli - dzisiaj łatwiej chyba je zrobić, niż dodawać je do listy zakupów. Pierwszą próbę uważam za udaną, chociaż wiem, że nie jest to koniec poszukiwań idealnych bajgli. Mój największy domowy pożeracz bajglowy domaga się kolejnych. Na pewno, bo w ostatnim czasie, korzystając z ograniczeń pandemicznych i pracy z domu częściej piekę - nie tylko w weekendy. Choćby dlatego, że w dowolny dzień mogę nastawić rano chleb czy bułki, by je upiec po południu.

