Kiedy po raz pierwszy podjęłam wyzwanie jedzenia wegańskiego, nie miałam pojęcia, że może być ono tak pyszne. Tak, bywałam w wegańskich restauracjach, ale były to pojedyncze wyskoki. Najdłuższy epizod z kuchnią wegańską miałam w czasie wizyty znajomych wegan i wegetarian. Zazwyczaj wpadałam w panikę, gdy zbliżał się termin ich przyjazdu - co im zrobię do jedzenia. Teraz te czasy daleko za mną. I choć nadal wiem, że do weganizmu mi daleko i zapewne nigdy nie zostanę weganką, to jest mi daleko również i do czasów, gdy mięso było podstawą obiadu. Na półce kulinarnej mam więcej książek wegetariańskich i często z nich korzystam. I właśnie w jednej z nich znalazłam ten pasztet. To absolutny hit! Pośród niemięsnych pasztetów nie ma sobie równych - wszystkie inne odpadają w przedbiegach. Naprawdę ciężko domyśleć się, że powstał wyłącznie z orzechów. Świetnie się rozsmarowuje na chlebie i smakuje tak, że nie sposób przestać go jeść. Jest rewolucyjny, jak go określiła Marta Dymek w swojej książce "Jadłonomia po polsku". I rewelacyjny.