Dawno temu, kiedy w Polsce zaczęły w telewizji pojawiać się programy kulinarne, spisałam ten przepis. Program prowadził jakiś kucharz włoski. Był zabawny, a ugotowane przez niego potrawy prezentowały się znakomicie. Aż prosiło się by ich spróbować. Po latach nie pamiętam ani imienia kucharza, ani nazwy programu, za to z mojej starej książeczki Kuchnia włoska, wyleciała karteczka z zanotowanym przepisem.
Teraz, taki sos robię sama albo, kiedy się spieszę, robię podobny używając gotowych sosów (Vodka sauce lub Three Cheese sauce z Trader Joe's), które dodaję do mięsa i doprawiam ociupinę po swojemu. Z czasem też zmieniły mi się upodobania co do mięsa; ciężkie mięso wołowe niemal całkowicie wyparło z mojej kuchni mięso drobiowe - najczęściej indycze, z którego robię niemal wszystko, co wymaga mięsa mielonego.
Chociaż wzmianki o sosie bolońskim datowane były wcześniej, bo w późnym okresie XVIII w., to jednak spisanie i upowszechnienie przepisu zawdzięczamy Pellegrino Artusi. W jego książce kucharskiej z 1891 r. znalazł się przepis na maccheroni alla bolognese. W komentarzach do przepisu, sugerował on że dodatek suszonych grzybów, kilku plasterków trufli, wątróbek kurzych podnosi smak sosu, zaś dodanie pół szklanki śmietany, nadaje sosowi aksamitnego smaku. W 1982 Accademia Italiana della Cucina dbająca o dziedzictwo kultury kulinarnej, zarejestrowała ragù alla bolognese, bardzo dokładnie określając skład sosu. Ale jak to zazwyczaj bywa, nawet wśród włoscy szefowie kuchni robią ten sos w najróżniejszy sposób, cóż więc dopiero szefowie w różnych krajach. Co ciekawe, te wątróbki wzbudziły wielką dyskusję, gdy magazyn Bon Apètit opublikował przepis na ragu alla bolognese, który przygotował Mike Easton, właściciel restauracji Il Corvo w Seattle. Podczas gdy dla jednych był to przykład obrzydliwości, inni uważali to za strzał w dziesiątkę.