March 17, 2019

Kawa z Irish Cream

Kiedyś w Polsce zrobiły się modne herbaty z prądem - z rumem czy innym alkoholem. Szczególnie popularne były zimą, bo nieźle rozgrzewały. Kawę w wersji z alkoholem zafundowałam sobie w pochmurny, senny wieczór, który spędzałam w filharmonii. Nie mogłam przepędzić snu z powiek i w czasie koncertu cały czas opadała mi głowa. W przerwie sięgnęłam po kawę i sama nawet nie wiem czemu przystałam na propozycję wzmocnienia jej Irish Cream. Już po pierwszym łyku poczułam "prąd", który mnie tak naładował, że nie umknęła mi ani jedna nutka. Od tamtej pory, co jakiś czas "strzelam" sobie taką kawę. Dzień św. Patryka jest doskonałym pretekstem, by się jej napić - nawet rano, na dzień dobry. 😉 
Print Friendly and PDF

March 15, 2019

Domowy Irish Cream

Irish Cream nie jest moim ulubionym likierem - znam inne dużo lepsze - Mozart, czekoladowy Chopin czy inne czekoladowe. Ale kiedy nadchodzi marzec, Irish Cream musi być pod ręką. Po pierwsze, przyda się do babki nie tylko pieczonej z tym likierem, ale i nasączonej nim po upieczeniu. A i kawa z Irish Cream jest bardzo smaczna. Dlatego gdy się okaże, że go nam zabrakło,  a tak właśnie stało się w moim przypadku i to w momencie najmniej dogodnym, można samemu zrobić własny Irish Cream. 

Domowy likier nie jest bardzo trwały, więc nie powinno się go robić zbyt dużo. Ale... doskonale przechowuje się w lodówce przez ok. 3 tygodni. Warto pamiętać o tym, kiedy go robimy, by nie zrobić go zbyt dużo. 
Print Friendly and PDF

March 07, 2019

Biały ser domowej roboty

Całymi latami robiłam ser biały tak, jak robiła go moja babcia. Najpierw nastawiałam mleko na kwaśne, potem gotowałam naczynie z nim by wytrącić serek, a na końcu odciskałam serek na gęstym sitku. Do mleka, by wzbogacić je oraz by przyspieszyć proces kwaśnienia, dodawałam śmietanę i jogurt. Tak czy siak, zrobienie serka trwało kilka dni. W pewnym momencie ten proces odszedł do lamusa - mleko jest pasteryzowane i szansa, by się zsiadło samo z siebie jest znikoma. Może i mało zostało mi w głowie z lekcji biologii, mimo iż byłam w klasie biologiczno-chemicznej, ale akurat na czym polega pasteryzacja pamiętam doskonale, bo tego akurat dowiedziałam się na naszej lekcji, która odbyła się w Zakładzie Mikrobiologii Akademii Medycznej. Po trzykrotnym gotowaniu przez pół godziny w temperaturze około. 60 C/140 F, mało która bakteria ma szansę przeżyć. 😉 No a jakby tego było mało, to obecnie jest wręcz ultra pasteryzowane w wysokich temperaturach. Słowem - bakterie - i te złe, i te dobre - są bez szans. W robieniu serka nadal pomagają metody z jogurtem, maślanką czy kefirem, ale nadal jest to długi proces. Tymczasem dowiedziałam się, że można zrobić serek znacznie szybciej, zakwaszając mleko sokiem z cytryny lub octem. Przyznam, że nie dowierzałam tej metodzie - zwłaszcza ten ocet mnie odrzucał, bo nie przepadam za nim jako dodatkiem kulinarnym (jeśli nie liczyć marynat). Przekonała mnie jednak znajoma, która zapewniała, że octu nic a nic nie czuć.  Przypadek sprawił, że nagle znalazłam się w posiadaniu galona (blisko 4 litrów) śmietanki do kawy (half and half). Początkowo usiłowałam używać jej do gotowania, ale nie służyło to dobrze potrawom. Nie pozostało nic innego, jak wylać śmietankę lub zmieszać z mlekiem i zrobić serek. Wylać trochę szkoda, więc uznawszy, że nie mam nic do stracenia, postanowiłam zrobić serek właśnie metodą z octem. I wyszedł rewelacyjnie! Był wspaniały smakowo, a jego produkcja trwała ok. 1/2 godziny plus czas spędzony na sitku. Uznałam, że nigdy więcej nie będę robić serków inaczej. 

Print Friendly and PDF

March 01, 2019

Ciasteczka z czekoladą (chocolate chip cookies)

Nic tak nie rozgrzewa w zimowy dzień, jak porcja ciasteczek z kawałkami czekolady i ze szklanką mleka. Tak przynajmniej uważają moje dzieci, które momentalnie po zasypaniu nas śniegiem, największym jaki odnotowano w rejonie Seattle od 1949 r., pod kierunkiem Oli przystąpiły do akcji "ciasteczko". Krótko potem zaczął po domu roznosić się piękny zapach - wtedy już najgorszy mróz i śnieg przestały nam przeszkadzać.  W naszej zimowej Narni zrobiło się przytulnie i bardzo apetycznie. Nie pozostało nic innego, jak skorzystać ze śnieżnej wymówki, opatulić się kocem i wcinając ciasteczka poleniuchować czytając książkę. Albo poleniuchować oglądając kolejne odcinki "Friends". 😉 
Print Friendly and PDF

February 22, 2019

#11 Kulinarnie po Seattle i okolicy: FareStart

Kuleczki ryżowe Arancini z grilowanymi
krewetkami i dynią
Miałam niecałe 11 lat, kiedy zobaczyłam pierwszy odcinek serialu "Lalka". Zrobił na mnie przeogromne wrażenie. W ekran patrzyłam jak zahipnotyzowana. Niestety, po kilkudziesięciu minutach musiała nastąpić tygodniowa przerwa - to był ten mankament seriali, że każdy odcinek puszczano raz na tydzień. Czekanie na ciąg dalszy wydawało mi się nie do pomyślenia. W myślach prosiłam Boga by zesłał na nas jakąś plagę - może nie dosłownie, ale grypa by wystarczyła. Albo chociaż solidne zaziębienie, które pozwoliłoby uniknąć chodzenia do szkoły oraz uczestnictwa w życiu rodzinnym. Wówczas, w ciszy i świętym spokoju mogłabym oddać się lekturze "Lalki". Los ulitował się nade mną, a polska wiara w to, że chorobę należy wyleżeć i wygrzać się w łóżku sprawiły, że stało się tak jak chciałam. Za zgodą, a wręcz nakazem rodziców zapakowana zostałam do łóżka, gdzie pogrążyłam się w lekturze "Lalki" na długo przed tym, gdy była ona faktycznie moją obowiązkową lekturą szkolną. Być może dlatego, że czytałam ją z własnej, nieprzymuszonej woli, a może po prostu dlatego, że lubię Prusa, pokochałam Rzeckiego, Wokulskiego, doktora Szumana, panią Stawską; szczerze nie znosiłam Izabeli i jej towarzystwa; zaśmiewałam się czytając o psikusach studentów. Słowem - polubiłam „Lalkę” tak, że nawet po latach pamiętam ją ze szczegółami. Jednak dopiero w liceum, pod wpływem tzw. przerabiania lektury, a przede wszystkim poznania jej szerszego kontekstu jakim były ideały pozytywizmu, dostrzegłam szczegóły, na jakie wcześniej nie zwracałam uwagi. Marginalne wątki Marianny, braci Wysockich czy Węgiełka, pokazały jak ważna jest mądra pomoc tym, którzy są w potrzebie. Banał można by powiedzieć, a jednak .... Wokulski, w przeciwieństwie do osób z wyższych sfer, nie ograniczał swojej pomocy do dania większej lub mniejszej kwoty pieniędzy na cele charytatywne. On stwarzał im warunki do zmiany ich życia - kształcił, pomagał w znalezieniu pracy, pożyczał pieniądze na zakup narzędzi pracy. On pomagał tak, że ludzie ci stawali na nogi i mieli szansę na zmianę losu. 
Print Friendly and PDF

February 08, 2019

Çorba z soczewicy i dyni

Nastała zima! Co najciekawsze w momencie, gdy myślałam, że już jej  nie będzie. Hiacynty i tulipany  nieźle już wystawały z ziemi, a miniaturkowe żolnkile miały lada dzień zakwitnąć. Nagle wszystko się zatrzymało - spadł śnieg, przyszedł mróz. Krajobraz zmienił się z niemal wiosennego w Narnię. I choć w ciągu dnia temperatury podnoszą się powyżej zera czy też poziomu zamarzania, w nocy przychodzi mróz i ponownie wszystko ścina. Pierwszego dnia tego nagłego uderzenia zimy zrobiło się tak zimno, że najlepiej smakowały tylko potrawy rozgrzewające. Stąd na stół wkroczyła zupa i to taka, która rozgrzewa i dobrze syci. A że ostatnio wpadła mi w oko Çorba z soczewicy i dyni proponowana przez Jadłonomię, postawnowiłam wykorzystać ją z minimalną zmianą w wykonaniu. 
Print Friendly and PDF

February 07, 2019

Tagine z jagnięciny z suszonymi morelami i daktylami

Nigdy nie miałam uprzedzeń względem jagnięciny. Jest to w końcu jedno z delikatnieszych mięs. Od lat robię szaszłyki z jagnięciny czy pieczenie. Tym razem pokusiłam się na zupełnie inny smak - słodkawą jagnięcinę w stylu marokańskim. Danie jest bardzo proste w przygotowaniu, co jest jego dużym atutem. Doskonale sprawdzi się - moim zdaniem - na imprezie, podane z innymi dodatkami typu tabbuleh, a nawet tzatziki czy sosem jogurtowym z pomidorami i ogórkiem, które zbalansują smak. Ja wybrałam tabbuleh i perski chleb sangak, który kupuję w Arya Food & Bakery
Tagine nie powinno się robić zbyt dużo - jest to jedna z tych potraw, które smakują najlepiej zaraz po przygotowaniu. Stąd też przepis jest na niezbyt dużą ilość mięsa. Tagine zasadniczo robi się w specjalnych naczynkach glinianych, ale nie oznacza to, że nie można ich zastąpić innymi.
Print Friendly and PDF