Kiedyś robiło się śledzie solone, kupowane w całości z beczek. Potem była zabawa z ich moczeniem, by pozbawić je nadmiaru soli, oprawianiem i przygotowaniem. Ostatni raz tak przygotowałam śledzie przywiezione z polskiego sklepu na Greenpoincie w Nowym Jorku. To była zabawa!!!! Przyznam, że nie tęsknię za nią. Dzisiaj to rzadkość, ale nawet w dobie matjasów czasem uda się kupić solone śledzie, tyle, że już wyfiletowane.
1 lb/450 g śledzi - solone lub matjasy
2-3 cebule - w zależności od ich wielkości
oliwa z oliwek lub z awokado albo olej słonecznikowy lub rzepakowy
Na minimum jeden dzień przed Wigilią lub po prostu podawaniem śledzi przygotować we własnej zalewie. Gdyby śledzie solone były zbyt słone, namoczyć je w wodzie zmienianej co jakiś czas. Śledzie pokroić na kawałki 2 calowe/5 cm. Układać w słoiku, przekładając cebulą pokrojoną w plastry. Na koniec zalać oliwą lub olejem. Zostawić w lodówce aż do podawania.
Cebulę pokroić na drobną kostkę. Na półmisku lub talerzu ułożyć śledzie, odsączone z nadmiaru oliwy lub oleju i przykryć warstwą cebuli. Podawać z chlebem lub ugotowanymi kartoflami podawanymi prosto z wody. No i z zimną wódką, która ponoć jest niezbędna. Ale to ostatnie to kwestia gustu, bo ja się z tym zupełnie nie zgadzam. 😉

No comments:
Post a Comment